Zdrajcy, zdrajcy!

Publicysta polityczny poczuwa się do misji przenikania faktycznych, często głęboko ukrytych przyczyn tych czy innych zjawisk, ale jak widzę po komentarzach umieszczanych pod elektronicznymi wersjami moich artykułów, Czytelnicy naszej gazety od dawna równie dobrze jak ja odczytują intencje tzw. opozycji, którą wielokrotnie według definicji księcia Adama określałem mianem partii antypolskiej. Żaden z jej szefów ani znanych działaczy na to się nie oburzył, więc czy sądzą państwo, że obrażą się na tytułowe określenie? Ależ skąd! Geld ist Geld, a jurgieltnik to popłatny zawód, powodujący galopujący zanik sumienia.

Zdrajco, po trzykroć zdrajco!” – rzucił w twarz Januszowi Radziwiłłowi sienkiewiczowski pan Zagłoba. A kto „Potop” czytał, pamięta, jak pięknie hetman uzasadniał swoją ewidentną zdradę: dobrem Rzeczypospolitej, czyli dokładnie tak samo jak nieco ponad sto lat później inny hetman, Ksawery Branicki, jeden z głównych twórców konfederacji targowickiej. Targowica stała się synonimem zdrady narodowej, ale zdołała omamić sporą część szlacheckiego podówczas narodu wizją obrony wolności obywatelskich.

Warto pamiętać o dwóch konsekwencjach tych działań: po pierwsze, w wyniku walki o „złotą wolność” cała Polska wolność ową utraciła do tego stopnia, że po prostu przestała istnieć, a po wtóre, jej niepodległość i suwerenność zniszczyła właśnie owa wroga nam siła, do której targowiczanie się odwoływali jako do gwaranta dawnej, naruszonej skandalicznie przez reformy Konstytucji 3 maja, praworządności Rzeczypospolitej.

Praworządność za obce srebrniki

Gdy owa „praworządność”, którą zarządzali ambasadorowie Rosji, Prus i Austrii płacący za jej utrzymywanie swoim Branickim i pomniejszym Tuskom, została zagrożona przez nieprzyzwoitą chęć Polaczków zarządzania własnym państwem, owi gwaranci takiej wygodnej dla sąsiadów „praworządności” rozszarpali Rzeczpospolitą przy wtórze aplauzu postępowych „filozofów” tworzących nowe, antychrześcijańskie oblicze Europy, uwieńczone wynalazkiem gilotyny dla „wrogów wolności”. Wolter i inni oświeceniowi encyklopedyści francuscy za ruskie ruble wypisywali istne peany na cześć carycy Katarzyny, która dla dobra Europy zlikwidowała odrażający wrzód, jakim była katolicka Polska zatruwająca swoim jadem inne kraje. Sto lat temu pisał o tym belgijski uczony i dyplomata Charles Sarolea w „Listach o Polsce” („Letters on Polish Affairs”, 1922):

„Obecna kampania przeciw Polsce jest wiernym powtórzeniem antypolskiej propagandy, która szalała w Europie przez cały wiek XVIII – toteż uważne zbadanie ówczesnych metod będzie zadaniem niezmiernie fascynującym. Rosja i Prusy czyniły w XVIII w. to samo, co czynią obecnie: »mobilizowały« opinię całego świata przeciwko Polsce, przygotowując się do jej zniszczenia. Sądząc po wyniku, powodzenie tej propagandy było wprost zdumiewające”.

A dzisiejszy internauta pisze: „Kiedyś nie rozumiałem, jak to się stało w XVIII w., a teraz widzę ich mordy w telewizji i już rozumiem!”. Tak, mordy zdradzieckie, jak wykrzyczał brat zamordowanego z ich udziałem prezydenta RP. Mimo śmierci Lecha Kaczyńskiego i przechwycenia władzy przez targowicę nowy rozbiór Polski nie do końca się powiódł. Na zlecenie potencjalnych zaborców Tusk zarżnął polskie stocznie i omal nie zniszczył z pomocą syna polskiego przewoźnika narodowego LOT. Tradycja polskiego genu buntu jednak w narodzie przetrwała, jak wówczas, gdy wybuchło powstanie pod wodzą Kościuszki.

Symetrystom do sztambucha

Naczelnik był człowiekiem szlachetnym, ale wobec zdrajców narodu z pewnością zbyt łagodnym. Nie ma przypadku w tym, że jednym z symboli zadziornej Warszawy jest nie pomnik Kościuszki, którego w stolicy nie ma, lecz szewca Kilińskiego. Na wieść o nadciągającej armii naczelnika stanął on na czele insurekcji warszawskiej, zgodnie z receptą z arcypoematu narodowego „Pan Tadeusz” pragnąc na przyjęcie pożądanego gościa „oczyścić dom ze śmieci”. Dlatego zaczęto od zdobycia archiwum rosyjskiej ambasady z listami ówczesnych TW, z których tylko niewielu udało się publicznie powiesić na Rynku Starego Miasta. Zamiast tych, co w porę uciekli, na szubienicach zawisły ich portrety i dlatego co bardziej obyci z historią członkowie antypolskiej partii dzisiejszej z taką wściekłością donosili do Katarzy… to znaczy do Unii Europejskiej, o straszliwym fakcie powieszenia w jednym z polskich miast konterfektów ich zdradzieckich mord.

A Kościuszko, gdy wkroczył do uwolnionej przez lud Warszawy, ukarał inicjatorów i uczestników sprawiedliwej odpłaty zdrajcom. Tę informację dedykuję szlachetnym serduszkom „symetrystów”, którzy wprawdzie brzydzą się ekscesami chamów płci pięćdziesięciorakiej spod znaku ukradzionego SS czerwonego pioruna, ale już nazwanie ich najemnikami wrogów Polski równie ich brzydzi. Tymczasem nastały czasy nie tyle zdzierania masek, ile wymuszonego zrzucania masek przez wrogów Polski.

Euro-Joker na „froncie wschodnim”

Ci zewnętrzni, dotychczas z dużym dyskomfortem noszący maski przyjaciół, a nawet sojuszników Rzeczypospolitej, w momencie zagrożenia własnych brudnych interesów z ulgą pozbyli się przylepionych na siłę uśmiechów i pokazali wilcze kły, które dotąd z trudem kryły się za wilczymi oczami wyznaczonego przez nich zarządcy Gubernatorstwa Polskiego. Co, nie ma bytu politycznego o takiej nazwie? Ależ do rozbiorów Polski też nie było rosyjskich namiestników Priwislinskowo Kraja, później zaś niemieckich gubernatorów Generalgouvernement, a okazało się, że według ustanawiających ich zaborców i okupantów lepiej zarządzali oni byłą „niepraworządną” Polską.

No i mamy pozbawioną już tekturowych uśmiechów próbę powtórki z udziałem tych samych co zawsze aktorów – krzyżactwa przebranego w brukselskie garniturki i spadkobierców Iwana Groźnego na moskiewskim tronie. To ich współpraca przy rurociągu pompującym ze Wschodu na Zachód totalitaryzm ma być wzorem dla nowożytnej Europy, do której nie pasują Polska i jej współtowarzysze z Inicjatywy Trójmorza, pamiętający narzucony zamordyzm sojuszników w zbrodni – Niemiec i Rosji.

Dzisiejsi folksdojcze wyciągnęli swój ostatni atut – udającego Polaka osobnika, który w młodości szczerze, choć nieostrożnie wyznał, że polskość to dla niego „nienormalność”. Wyprzedawszy polskie dobra, trafił w nagrodę na eurosynekury, a teraz został zesłany na „front wschodni”, by zapobiec zwycięskiemu utrwalaniu się tej odrażającej dla Niemiec „nienormalności”, jaką jest rosnąca w siłę Polska. Ale wytrząśnięty rozpaczliwie z rękawa rzekomy as ma oblicze Jokera z sagi o Batmanie – złoczyńcy, który ubzdurał sobie, że w służbie większego od siebie zła sam staje się wielki. Zło często posługuje się takimi miernymi, acz zadufanymi w sobie postaciami, a czy one noszą nazwisko Branicki, Szela, Tusk czy Grodzki, za kilka zaledwie dekad będzie interesowało jedynie ambitnych studentów historii.

Zachować godność

Ale ten czas jeszcze nie nastał. To prawda dziś tylko zawodowi historycy wiedzą, kto to był Baldur von Schirach czy Georgi Ordżonikidze, niegdyś czołowe postaci zbrodniczych reżimów, jeden narodowosocjalistycznego, drugi bolszewickiego, ale za swojego żywota ci dwaj i tysiące jeszcze mniej znanych uczestniczyli w niszczeniu „inaczej myślących” na masową skalę. Pół świata ich poparło, a pół stanęło przeciw. Dziś nasi nominalni sojusznicy stają się równie niebezpieczni, co otwarci wrogowie. Nasze poczucie wolności staje im w gardle ością. Wiele lat temu w towarzystwie bardzo kulturalnych Rosjan nieopatrznie powiedziałem, że cudzej godności wtedy się nie szanuje, gdy nie ma się poczucia godności własnej. Tę zgoła banalną w swojej prawdziwości myśl Moskale zgodnie odebrali jako straszliwą obelgę. Mam ponure wrażenie, że także w obecności Niemców nie wolno już upierać się przy tej prawdzie. Godność nadał człowiekowi Bóg, tworząc go na swój obraz i podobieństwo. Nietzsche twierdził, że Bóg umarł, a sam umarł jako obłąkany, ubezwłasnowolniony i pozbawiony godności. Czy nienawidzą nas za to, że nie ulegając pandemonicznemu obłędowi chcemy godność zachować?

 

Źródło:

Jerzy Lubach
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo