Lasy po europejsku

Unia Europejska zaprezentowała swoją strategię na rzecz ochrony bioróżnorodności. Poza propagandowymi hasłami sprowadzającymi się do zasadzenia 3 mld drzew znalazło się tam mnóstwo zmian, które stricte dotykają polskiego interesu.

Jedną z nich jest dopuszczenie do zarządzania lasami organizacji pozarządowych. Nijak nie mogę zrozumieć, w jaki sposób zaangażowanie to ma pomóc w ochronie klimatu w Europie. Akurat Polska jest krajem, który ma same złe doświadczenia z tego typu aktywnością. Jeśli ktoś nie wierzy, niech pojedzie do Puszczy Białowieskiej, gdzie realizacja postulatów NGO-sów i tzw. świata nauki doprowadziło do tego, że gnije kilka tysięcy hektarów lasów. Jeśli kogoś ten przykład nie przekonuje, to mogę podać inny, dotyczący ochrony żubra. Przez ostatnią dekadę aktywiści sprzeciwiali się odstrzałowi słabych i chorych osobników. Efekt jest taki, że bieszczadzkim żubrom grozi zagłada z uwagi na groźną chorobę nazwaną telazjozą. I tak jest w każdej sprawie, w której damy głos aktywistom. Nie sposób też nie zauważyć, że ich działalność obecnie jest nastawiona na to, by robić na złość leśnikom i bronić każdego drzewa. I to nawet wówczas, gdy nie ma to żadnego sensu. Jeżeli damy im skuteczne narzędzia, to możemy oczywiście pożegnać się z przemysłem drzewnym i gospodarczym znaczeniem lasów. No ale może ochronimy chociaż klimat? Bardzo to wątpliwe. Ludzkość bowiem nie zrezygnuje z używania drewna i jego pochodnych. Jeśli nie wytniemy go w kontrolowanych warunkach w cywilizowanej Europie, która po wycince sadzi nowe drzewka, to surowca dostarczą nam takie kraje jak Białoruś, Brazylia czy Rosja. Nie będzie to bardziej ekologiczne. Podobnie jak nie będą lepsze dla środowiska materiały zastępujące drewno. O co więc chodzi? Z pewnością nie o klimat. Raczej o pieniądze. Jak zawsze.
 

 

Źródło:

Jacek Liziniewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo