Opiekun wioślarzy w Japonii: Wszystkim osadom życzę medalu

Opiekunem polskich wioślarzy podczas zgrupowania w japońskim Tome był Polak Krzysztof Berczyński, który na co dzień mieszka w Kraju Kwitnącej Wiśni. - Dla mnie była to niesamowita przygoda. Życzę wszystkim osadom medalu przywiezionego z Tokio - przyznał.

fot. Bogusław Gryczuk/ pztw.pl

Berczyński pochodzi z Czaplinka — miejscowości położonej nieopodal Wałcza, który jest miejscem wielu zgrupowań polskich wioślarzy i kajakarzy. Dotychczas nie miał wiele wspólnego ze sportem, poza jego amatorskim uprawianiem, ale znajomość języków obcych pozwoliła mu przez ostatnie tygodnie przeżyć jedną z przygód życia.

- Trzy lata temu w mieście Tome wymyślono, że jeżeli zatrudnią Polaka do pomocy biało-czerwonym na miejscu, to mają większe szanse na zorganizowanie obozu przedolimpijskiego. Wówczas skontaktowali się ze mną i wtedy poznałem prezesa Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich Ryszarda Stadniuka i dyrektora sportowego Bogusława Gryczuka. Tak to się zaczęło - powiedział Berczyński.

Przyznał, że na co dzień w Japonii zajmuje się czymś zupełnie innym. Prowadzi szkoły językowe, w których uczą języka angielskiego, ale ma także jednoosobową firmę prowadzoną w celu "działalności różnej".

- Można powiedzieć, że pomoc polskiej kadrze na takim obozie się w to wpisuje. Gdy tylko dowiedziałem się, że będzie to obóz przedolimpijski polskiej kadry, to nawet szczególnie nie dopytywałem o warunki finansowe. Chciałem przeżyć fajną przygodę

- powiedział Polak, który mieszka 50 km od Tokio. W Japonii żyje od 14 lat.

Do obowiązków Berczyńskiego należała wszelka pomoc polskiej ekipie w trakcie zgrupowania - tak w zakresie przełamania bariery językowej, jak i kulturowej. Życie napisało taki scenariusz, że stał się powiernikiem kadry, osobą "do zadań specjalnych".

- Głównie przydatne miały być moje umiejętności językowe. Szkoda było mi ich wszystkich, bo z racji obostrzeń nie mogli wychodzić poza hotel, więc pomagałem we wszelkiego rodzaju zaopatrzeniu. Kupowałem wiatraki, wentylatory, kawę i najrozmaitsze inne rzeczy. Tłumaczyłem też cały czas, co wolno, a czego nie wolno w myśl wprowadzonych reguł bezpieczeństwa. Tak, aby zawodnicy i trenerzy bez stresu mogli realizować swój plan przygotowań. Sporo prywatnych próśb o pomoc też się pojawiło. Gdy jednak widziałem uśmiech na twarzach reprezentantów Polski, to wynagradzało mi to wszystko - dodał opiekun polskiej kadry w Tome.

Przyznał, że do łódki wioślarskiej oczywiście nie miał możliwości wsiąść, ale na motorówkę został kilkakrotnie zabrany. Zawodnicy udzielili mu krótkiego kursu korzystania z wioślarskiego ergometru. Połknął bakcyla, bo już niedługo zamierza sobie kupić taki sprzęt do domu.

Berczyński będzie śledził podczas igrzysk w Tokio nie tylko zmagania polskich wioślarzy, ale i siatkarzy, bo sam amatorsko uprawia tę dyscyplinę sportu. Jego uwadze nie może także z racji życia w Japonii umknąć judo.

- W trakcie obozu najbardziej zaskoczyła mnie chyba średnia wzrostu naszych wioślarzy. Ja jestem dość niski, do tego żyję w kraju, w którym jest wiele niskich osób. Musiałem się chwilę do tego przyzwyczajać (...) Teraz tych wszystkich ludzi znam. Jednych lepiej, innych nieco gorzej. Nie są to już jednak dla mnie tylko nazwiska na ekranie, ale żywi ludzie, znajomi, z którymi spędziłem dwa tygodnie. Będę trzymał za nich kciuki, oglądał występy. Wszystkim osadom życzę medalu, bo wiem od trenerów, że polskich zawodników w każdej konkurencji na to stać

- dodał.

Pomoc polskim wioślarzom nie jest jednak końcem przygody z igrzyskami Polaka mieszkającego obok Tokio. Obecnie dostaje również rozliczne prośby o pomoc, a już w sierpniu zostanie jednym z opiekunów kadry paraolimpijskiej.

Pytany o nastroje polskiej ekipy wioślarskiej podczas obozu w Tome Berczyński przyznał, że były one świetne. Zawodnicy, jak i trenerzy, byli bardzo zadowoleni z warunków, które stworzyli im Japończycy.

- W tym mieście organizatorzy obozu rzeczywiście stanęli na wysokości zadania. Nie słyszałem od kadry żadnych negatywnych uwag i narzekań. Mieszkańcy Tome nadal są entuzjastycznie nastawieni do igrzysk. Zaczepiali mnie, gdy robiłem zakupy, bo miałem maseczkę z napisem "Poland", i pytali o wiele rzeczy. To nie jest tak, że w całej Japonii społeczeństwo jest przeciwko przeprowadzeniu igrzysk. Pewnie obawy w takiej metropolii jak Tokio są większe, ale wielu mieszkańców tego kraju jest dumna z tego, że może gościć ludzi z całego świata. W Tome organizatorzy także chcieli przez dobre przygotowania podkreślić swoją dumę z faktu organizowania bezpośrednich przygotowań do startu olimpijskiego - powiedział.

Berczyński w nieodległej przyszłości chce zacząć dzielić życie między Azję i Europę. Jest to powodowane m.in. chęcią zapewnienia dzieciom nauki w europejskich szkołach.

- Chcemy, aby dzieci odebrały wychowanie wielokulturowe. Syn już mówi w trzech językach, więc namiastka tego jest - dodał Berczyński.

PZTW był bardzo zadowolony z takiego opiekuna na miejscu w Japonii, czemu dano wyraz we wpisach na stronie związku.

"Szczególne podziękowania należą się naszemu opiekunowi i chyba dla całej ekipy, przyjacielowi – Krzysztofowi Berczyńskiemu, który przez cały czas naszego pobytu dwoił się i troił, aby zrealizować wszystkim niezbędne potrzeby. Był także czołowym zaopatrzeniowcem, gdyż nikt z naszych reprezentantów nie mógł pojechać do żadnego marketu" - napisano.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

#Tokio 2020

am
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo