Deputowani Demokratów uciekli z Teksasu, aby zablokować reformę. Gubernator: Zostaną zatrzymani

Republikański gubernator Teksasu Greg Abbott zapowiedział, że deputowani Demokratów, którzy wczoraj wyjechali ze stanu, by zablokować reformę prawa wyborczego, zostaną po powrocie zatrzymani i zmuszeni do udziału w obradach stanowego parlamentu. Spór toczy się o ustawę, która ma m.in. zablokować możliwość korespondencyjnego głosowanie które wywołuje sporo kontrowersji z powodu podejrzeń o falsyfikację wyników.

Gubernator Greg Abbott (po prawej)
https://twitter.com/GregAbbott_TX

Jak tylko wrócą do stanu, zostaną zatrzymani i zawiezieni z powrotem na (teksański) Kapitol

- zapowiedział Abbott w wywiadzie dla telewizji Fox News.

Republikanin odniósł się w ten sposób do poniedziałkowego wyjazdu do Waszyngtonu 51 stanowych kongresmenów z Partii Demokratycznej. Opuszczając stan w trakcie specjalnej sesji teksańskiej Izby Reprezentantów, politycy uniemożliwili zebranie kworum i w ten sposób zablokowali przegłosowanie kontrowersyjnej według nich reformy prawa wyborczego, ograniczającego m.in. możliwość głosowania korespondencyjnego.

W USA organizacja wyborów leży w kompetencjach władz stanowych, więc w każdym stanie procedura wygląda nieco inaczej. Po zeszłorocznych chaotycznych wyborach, które zaowocowały ogromną ilością incydentów i oskarżeń o fałszerstwa, republikańskie władze wielu stanów przyjęły ustawy, które mają uszczelnić system wyborczy. To z kolei bardzo nie podoba się Demokratom, którzy twierdzą, że prawdziwą motywacją jest chęć utrudnienia głosowania ich elektoratowi – ubogim, członkom mniejszości etnicznych etc. 

Teksas też chciał wprowadzić taką ustawę. Przed głosowaniem stanową Izbę Reprezentantów opuścili jednak wszyscy Demokraci. Tym samym zabrakło niezbędnego do uchwalenia jakiejkolwiek ustawy kworum i sesja skończyła się zanim trafiła pod głosowanie. Bardzo zdenerwowało to gubernatora Grega Abbota, który zarządził 30-dniową sesję awaryjną. W jej trakcie chce aby legislatywa zagłosowała nad tamtą ustawą wyborczą i szeregiem innych prawicowych ustaw, w tym ustawą zaostrzającą prawo aborcyjne, zakazującą gender w sporcie czy wyrzucającą marksistowską Krytyczną Teorię Rasy ze szkół publicznych. 
Demokraci jednak ponownie zdecydowali się na zerwanie kworum. W nocy z poniedziałku na wtorek ponad 50 lewicowych polityków bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi wsiadło na pokład dwóch wynajętych samolotów. 

„Teksańscy demokraci z Izby stoją zjednoczeni decyzją o zerwaniu kworum i pozwoleniu rządzonej przez Republikanów legislaturze na przepchanie niebezpiecznego prawa która podepcze wolność głosowania Teksańczyków” .
- napisali w oświadczeniu liderzy teksańskich demokratów. Lewicowcy zapowiadają, że zostaną w Waszyngtonie DC do końca specjalnej sesji. Chcą również wykorzystać ten wyjazd do promowania własnej sprawy i lobbowania za rozwiązanie na poziomie federalnym. 

Wielu komentatorów zauważa, że jest to z ich strony skrajna hipokryzja. Zerwanie kworum, chociaż formalnie niezgodne z prawem, jest bowiem instrumentem umożliwiającym mniejszości powstrzymanie większości przed przyjęciem jakiegoś prawa. Rozwiązanie federalne o którym mówią to natomiast kontrowersyjna Ustawa dla Ludu, która po wejściu w życie w praktyce zdemontowałaby w USA większość zabezpieczeń wyborczych i znacznie ograniczyłaby kompetencje stanów dotyczące ich organizacji. Ustawa ta przeszła już przez Izbę po liniach partyjnych, ale do jej przejścia w Senacie Demokraci musieliby zlikwidować inny mechanizm, który umożliwia mniejszości zablokowanie woli większości – filibuster. 

Teksańska konstytucja pozwala na użycie policji stanowej, by zmusić deputowanych do stawienia się w Izbie w przypadku braku kworum, ale jest to możliwe tylko jeśli znajdują się oni na terenie stanu. To już drugi raz, kiedy teksańscy Demokraci - będący w mniejszości w stanowej legislaturze - zastosowali podobną taktykę, by zablokować ten sam projekt ustawy. Poprzednim razem, pod koniec maja, opuścili gmach Kapitolu tuż przed wymaganym terminem jej przyjęcia. Wcześniej tę taktykę stosowali też Republikanie w Oregonie, starając się zablokować ustawę dotyczącą zmian klimatu.

Choć obecna specjalnie zwołana sesja teksańskiego parlamentu kończy się 7 sierpnia, Abbott zapowiedział, że będzie zwoływał kolejne, jeśli parlamentarzyści do tego czasu nie wrócą do stanu.

Determinację deklarują też jednak Demokraci. "Jesteśmy zdeterminowani, by zabić tę ustawę" - oświadczył we wtorek szef klubu partii Chris Turner.


Teksańska ustawa jest jedną z kilku inicjatyw legislatur stanowych kontrolowanych przez Republikanów, mającą na celu ograniczyć możliwości oddania głosu poza lokalami wyborczymi. Projekt przewiduje m.in. dodatkowe wymagania do głosowania pocztą, ograniczenie godzin oddawania głosu w ramach wczesnego głosowania czy zakaz głosowania "drive-thru" - nowej metody wprowadzonej przez władze Houston, gdzie głos można było oddać bez wysiadania z samochodu.

Zdaniem Republikanów celem reform jest zwiększenie zabezpieczenia wyborów przed fałszerstwami. Demokraci twierdzą, że chodzi o utrudnienie głosowania mniejszościom. Teksas, drugi najludniejszy stan USA, od dekad jest zdominowany przez Republikanów, jednak zachodzące w stanie zmiany demograficzne faworyzują Demokratów i mogą wkrótce zmienić dotychczasowy rozkład sił politycznych.

Po kontestowanych przez byłego prezydenta Donalda Trumpa wyborach w 2020 r. kwestia praw wyborczych i bezpieczeństwa głosowania jest jedną z głównych pól sporu politycznego w USA. We wtorek w Filadelfii przemówienie na ten temat ma wygłosić prezydent Joe Biden.


To nie pierwsza taka „ucieczka”

W przeszłości takie sytuacje już miały miejsce. W 2003 roku 50 Demokratów z Teksasu uciekło do Oklahomy, aby zablokować ustawę zmieniającą kształt okręgów wyborczych. Osiem lat później Demokraci z Wisconsin i z Indiany uciekli do Illinois, aby powstrzymać ustawy wymierzone w interesy związków zawodowych. W 2019 roku 11 Republikanów uciekło z Oregonu do Idaho, aby zablokować ustawę o walce z globalnym ociepleniem. Tylko ta ostatnia akcja okazała się skuteczna i Demokraci wycofali swoją ustawę, w pozostałych wypadkach ustawy prędzej czy później przeszły. 

Ucieczki do sąsiednich stanów wynikają z tego, że w USA członkowie stanowej legislatywy mają obowiązek stawiania się na obrady i jeśli tego nie zrobią, to muszą się liczyć, że policja stanowa doprowadzi ich na nie siłą. W Teksasie w tym celu wystarczy wniosek złożony przez tzw. seargeant at arms czyli urzędnika dbającego o porządek na sali obrad i poparty przez zwykłą większość bez wymogu kworum. Policja danego stanu nie może jednak aresztować ich poza jego granicami, więc dopóki przebywają gdzie indziej nic im nie grozi. Teraz wygląda na to, że jeśli nie wrócą szybko to tak się może stać. Gubernator Greg Abbott zapowiedział na antenie Fox News, że zostaną aresztowani i doprowadzeni na salę obrad jak tylko przekroczą granicę Teksasu. 

Szanse na to, że wytrzymają, są raczej małe. Formalnie ich wyjazd nie jest służbowy, a to oznacza, że muszą zapłacić za hotele, wyżywienie itp. z własnej kieszeni, co dla wielu z nich może być sporym obciążeniem. Obecna specjalna sesja kończy się dopiero 7 sierpnia, a Abbott już zapowiada, że będzie zwoływał kolejne do skutku. 
 

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP, AP, Politico, Fox News

#Stany Zjednoczone #USA #Greg Abbott #Teksas

Mateusz Tomaszewski,Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo