Rezerwy dewizowe Polski w przeliczeniu na euro wyniosły na koniec marca 2013 r. ponad 84,9 mld. i osiągnęły najwyższy w historii poziom. Mimo tej góry pieniędzy w NBP wciąż daleko nam do sytuacji, w której przyjęcie euro byłoby dla nas bezpieczne. Rządzący gotowi są zrezygnować ze spełniania kryteriów wejścia do strefy euro, byle wprowadzić jak najszybciej europejską walutę - pisze "Gazeta Polska Codziennie". 

Narodowy Bank Polski gromadzi rezerwy walutowe, m.in. po to, aby ułatwić Polsce wejście do strefy euro. Ale mimo ich rekordowego poziomu wciąż są one niewystarczające, aby zamiana złotego na euro przebiegła bezpiecznie. Rezerwy mają służyć do obrony kursu złotego po wejściu do ERM II, czyli dwuletniego okresu utrzymywania sztywnego kursu złotego względem kursu euro. W tym przedsionku strefy euro będziemy narażeni na ataki spekulantów, którzy będą próbowali rozchwiać złotego, by na tym zarobić i przetestować siłę naszego rynku. Rezerwy walutowe miałyby więc posłużyć do odparcia przez NBP tych ataków i utrzymywania kursu w dopuszczalnym korytarzu wahań przez rzucanie na rynek odpowiedniej ilości waluty. Skuteczność tych interwencji zależy od poziomu zgromadzonych rezerw walutowych. 

Z praktyki banków centralnych wynika, że bezpiecznym poziomem jest równowartość sześciomiesięcznego importu. Ale jednocześnie ważnym kryterium jest zadłużenie kraju. Poziom rezerw powinien być tak duży jak krótkoterminowe zadłużenie kraju. Ale jednocześnie nie wolno pominąć zadłużenia długoterminowego i relacji rezerw do wartości całego długu zewnętrznego. Inwestorzy mogą bowiem – w sytuacji zwiększonego ryzyka – żądać zwrotu części zadłużenia długoterminowego – np. sprzedając obligacje skarbowe. 

Pula nagromadzonych rezerw jest już wystarczająca w stosunku do wartości sześciomiesięcznego importu. Wartość ta w styczniu wyniosła 12 mld euro, a wymagana sześciokrotność wynosi 72 mld euro, a więc jest poniżej nagromadzonych rezerw. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę zadłużenie kraju, to – według najnowszych danych GUS – brakuje nam jeszcze tych dewiz. Tylko zagraniczne zadłużenie kraju (wobec nierezydentów) wynosi 446 mld zł, czyli ok. 111 mld euro. W rzeczywistości ekonomiści nie potrafią jednoznacznie powiedzieć, ile wynosi nasze zadłużenie wobec zagranicy, bo Ministerstwo Finansów chowa te długi w różnych rubrykach. Eksperci jednak sądzą, że mamy dług wyższy niż za Edwarda Gierka.
 
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"