We wrześniu poznamy projekt pomnika polskich ofiar III Rzeszy „To nie ma być jakiś abstrakcyjny monument”

Jak wynika z informacji „Codziennej”, już w okolicach 1 września będzie gotowy zarys koncepcji pomnika polskich ofiar III Rzeszy, który ma stanąć w Berlinie. Miejsce upamiętnienia powstanie za kadencji przyszłego Bundestagu, ostrożnie mówi się o 2025 r. Wciąż otwarta pozostaje kwestia lokalizacji. Na razie wymienia się dwa miejsca: pl. Askański i dzielnica Tiergarten nieopodal Urzędu Kanclerskiego.

Jörn Heller/pixabay.com/service/license/

30 października ub.r. Bundestag przyjął uchwałę o utworzeniu w Berlinie miejsca upamiętniającego polskie ofiary niemieckiej okupacji w latach 1939–1945 („Miejsce pamięci o ofiarach niemieckich zbrodni w Polsce”). Żadna z partii zasiadających w Bundestagu nie sprzeciwiła się temu projektowi, od głosu wstrzymała się jednak Alternatywa dla Niemiec (AfD). 

Jak podkreślali niemieccy politycy, projekt ma na celu zadośćuczynienie pamięci o polskich ofiarach nazistowskich Niemiec i stworzyć miejsce „wymiany myśli” dla Polaków i Niemców, z naciskiem na aspekt edukacyjny skierowany do młodzieży niemieckiej. Dziś, po pierwszym etapie prac 17-osobowej polsko-niemieckiej komisji ekspertów mającej wypracować szkic koncepcji przyszłego miejsca pamięci, wiadomo, że będzie to projekt znacznie wykraczający poza tradycyjny pomnik. Projekt zakłada pogłębioną funkcję miejsca pamięci jako wehikułu edukacji o zbrodniach niemieckich w okupowanej Polsce, z przestrzenią konferencyjną. 

Zadecyduje przyszły Bundestag

Jak wynika z informacji „Codziennej”, koncepcja edukacyjna zakłada ukazanie całego spektrum wydarzeń związanych z przedwojenną i powojenną historią relacji polsko-niemieckich, dzięki czemu całość ma zostać ukazana w szerszym kontekście. Rozważa się m.in. przypomnienie takich haseł, jak polityka Bismarcka wobec Polaków, ale i ukazanie procesu pojednania Polski i Niemiec po 1989 r. 

Strona niemiecka kładzie nacisk na podkreślenie szczególnej wagi pojednania polsko-niemieckiego dla integracji europejskiej, a sam projekt budowy pomnika polskich ofiar w Berlinie jest postrzegany jako kamień milowy w drodze do pełnego pojednania Niemiec i Polski. Nie wiadomo, czy w części dokumentacyjnej planowanego miejsca pamięci zostanie poruszony temat debaty reparacyjnej. 

Strona niemiecka podkreśla, że projekt budowy pomnika powinien zostać zapisany w przyszłej umowie koalicyjnej po wrześniowych wyborach do Bundestagu. Nie powinno być z tym problemu, ponieważ wszystkie partie poza AfD (która nie ma szans na udział w przyszłej koalicji rządowej) zdecydowanie poparły inicjatywę budowy pomnika. 

Do sprawy odniósł się w rozmowie z „Codzienną” Jarosław Sellin, sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu.

Myślę, że po wyborach nic się nie zmieni, dlatego że wygrają je zapewne albo Zieloni, albo CDU, a obie te partie poparły uchwałę z października ub.r. Na mocy tej uchwały działa kilkunasto­osobowa komisja ekspertów, są tam też eksperci polscy, jest ich czterech – myśmy chcieli, żeby ich było więcej, ważne, że są. 1 września komisja zakończy swoją pracę i przedstawi rekomendację dla przyszłego parlamentu – rekomendację co do kształtu upamiętnienia i towarzyszącej mu instytucji, co do miejsca lokalizacji i co do instytucji zarządzającej. Najważniejsza jest sprawa pomnika, na tym nam najbardziej zależy i Niemcy to zrozumieli. Musi to być po prostu pomnik polskich ofiar niemieckiej agresji i okupacji II wojny światowej. To ma być pomnik nie abstrakcyjny, tylko edukacyjny i naprawdę coś mówić, nie jakiś sześciościan czy inna abstrakcyjna forma, której znaczenie trzeba będzie dopiero tłumaczyć. Niemcy chcą, żeby obok pomnika powstała instytucja, którą nazywają centrum spotkań. Ma być przeznaczona dla młodych Niemców i młodych Polaków. Będzie można się tam spotykać, realizować poszerzanie i uzupełnianie wiedzy – zwłaszcza młodych ludzi w Niemczech – na temat tego, co się działo w Polsce podczas II wojny światowej. Ostateczną decyzję na podstawie tych rekomendacji podejmie nowy Bundestag, przede wszystkim w sprawie miejsca.
- mówi Jarosław Sellin.

Plac Askański czy Tiergarten?

Pod znakiem zapytania stoi koszt projektu, który leży po stronie niemieckiej i będzie finansowany z budżetu Niemiec, oraz ostateczny wybór miejsca. Członkowie komisji ekspertów biorą pod uwagę dwie lokalizacje. Obie bardzo symboliczne dla historii II wojny światowej. Oprócz wymienianego już od wielu miesięcy pl. Askańskiego, gdzie miały swoje siedziby SS i gestapo, pojawił się jeszcze Tiergarten (nieopodal Urzędu Kanclerskiego), miejsce, w którym do 1957 r. stała słynna Opera Krolla. 

To w tym budynku 19 lutego 1933 r. odbył się antyfaszystowski kongres „Wolne słowo”, w którym wzięło udział 900 polityków opcji komunistycznej i socjalliberalnej, w tym Ernst Reuter i Theodor Lessing. Pod wieczór policja spacyfikowała kongres i aresztowała wielu jego uczestników. 9 dni później, po pożarze Reichstagu, parlament przeniósł swoje obrady do budynku Opery Krolla. 1 września 1939 r. Adolf Hitler ogłosił tam napaść na Polskę. 

Lokalizacją w tym miejscu jest żywo zainteresowana strona polska. 

W sensie symbolicznym i funkcjonalnym jest to najbardziej interesujące miejsce, mam nadzieję, że to ono zostanie wskazane. Potem będzie już kwestia procedur biurokratycznych, także z udziałem landu, Berlina. Nie wiem, jak długo to potrwa, nie sądzę, żeby udało się wszystko ostatecznie zrealizować przed 2025 r.
- mówi „Codziennej” minister Sellin.

Kluczowe są konsultacje

Koordynatorem projektu budowy pomnika polskich ofiar ze strony niemieckiego MSZ jest były ambasador RFN w Polsce Rolf Nickel, który kilka dni temu przybył do Warszawy. Jak dowiedziała się „Codzienna”, komunikacja na linii Berlin–Warszawa w sprawie powstania miejsca pamięci w Berlinie układa się dobrze. To Niemcy (a konkretnie Bundestag) będą miały decydujące słowo o kształcie i miejscu powstania pomnika i towarzyszącego mu centrum dokumentacji, ale politycy konsultują swoje działania z polsko-niemiecką komisją ekspertów. 

Wiadomo, że do konsultacji są zapraszani przedstawiciele placówek kluczowych dla pielęgnowania pamięci o II wojnie światowej, ze strony polskiej jest to m.in. Instytut Pileckiego w Berlinie. 

Był taki moment, kiedy próbowano uczynić z tego projektu ekspozycję będącą bardziej „muzeum pojednania polsko-niemieckiego”. Powstało więc pytanie, co ma być esencją wystawy i na ile ma opowiadać o samej II wojnie światowej. Jednak na dzień dzisiejszy, również dzięki opiniom ekspertów i naciskom niemieckich aktywistów, nie ma takiej opcji, żeby nie powstało coś, co będzie można nazwać pomnikiem.
- mówi „Codziennej” Hanna Radziejowska, kierownik oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie.

Ile kosztuje upamiętnienie ofiar

Strona niemiecka nie jest na razie w stanie oszacować ewentualnego kosztu budowy pomnika polskich ofiar zbrodni niemieckich, ale patrząc na koszt podejmowanych w ostatnich dekadach inicjatyw tego typu, mowa o milionach euro.

I tak na pomnik Pomordowanych Żydów Europy (2005) wydano z budżetu państwa niemieckiego 26,7 mln euro, teren, na którym stoi pomnik, wyceniano zaś na 40 mln euro. Zdecydowanie mniej, bo „zaledwie” 2,8 mln euro kosztowała w 2012 r. budowa pomnika pamięci pomordowanych Sinti i Romów. Jeszcze mniej kosztowało w 2008 r. upamiętnienie prześladowanych w narodowym socjalizmie homoseksualistów – 600 tys. euro.

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

#Gazeta Polska Codziennie

Olga Doleśniak-Harczuk,Antoni Opaliński
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo