Piebiak w „Gazecie Polskiej”: Kto boi się pogróżek kasty, nigdy nie powinien zostać sędzią!

- Druga strona nie jest głupia. Oni dobrze wiedzą, gdzie uderzyć, żeby zabolało. Dlatego kwestionują KRS czy Izbę Dyscyplinarną. Wiedzą gdzie uderzyć, bo… nasi sędziowie im to mówią. Jeżdżą do Brukseli, Luksemburga czy Strasburga i mówią obcym, gdzie powinni uderzyć. Nie możemy się godzić na to, by na naszym terytorium, suwerennego państwa, międzynarodowe sądy prawem kaduka, bo to nie są kompetencje, które w traktatach przekazaliśmy UE, dezaktywowały nam część aparatu państwowego – mówi w wywiadzie dla Gazety Polskiej, sędzia Łukasz Piebiak, były wiceminister i autor reformy wymiaru sprawiedliwości. Numer „GP” z obszernym wywiadem sędziego Piebiaka dostępny jest w sprzedaży do wtorku.

Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

„Czas odzyskać impet i dokończyć reformę sądów” – tak zatytułowany jest wywiad Piotra Lisiewicza z sędzią Łukaszem Piebiakiem. Pyta on w nim o finanse stowarzyszenia „Iuistitia”. 

„Proszę zauważyć rozmach, z jakim oni funkcjonują. Przecież choćby trwające od maja wyjazdy po Polsce pod hasłem Tour de Konstytucja dużo kosztują. Jeżdżenie po kraju, organizowanie imprez to duże pieniądze. Iustitia nigdy takich pieniędzy nie miała. Utrzymywaliśmy się ze składek członkowskich. Teraz wygląda to tak, jakby mieli dowolne kwoty do dyspozycji. Pytam publicznie, skąd te pieniądze są? Bo nikt nie daje pieniędzy za darmo”.

Zwraca on uwagę na niebezpieczne związki niektórych sędziów: 

„Publicznie pojawiają się fotografie przedstawicieli Iustitii czy stowarzyszenia Themis, którego prezesem jest – dla mnie skompromitowana – sędzia Morawiec, z panem Kramkiem, którego zatrzymała ostatnio ABW, a potem został tymczasowo aresztowany czy jego żoną Ludmiłą Kozłowską, która przecież nie bez powodu ma zakaz wjazdu na terytorium Polski. Nie chcę powiedzieć o słowo za dużo, ale jeśli zatrzymuje się pana Kramka pod zarzutem m.in. prania brudnych pieniędzy i sąd wobec niego stosuje najbardziej dotkliwy środek zapobiegawczy jakim jest tymczasowe aresztowanie, a z drugiej strony liderzy tego zrewoltowanego środowiska sędziowskiego fotografują się z takimi ludźmi, to jest pytanie, czy nie ma tutaj jakichś powiązań finansowych”.

Sędzia Piebiak mówi także o próbach paraliżowania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego przez TSUE: 

„Nie możemy się godzić na to, by na naszym terytorium, suwerennego państwa, międzynarodowe sądy prawem kaduka, bo to nie są kompetencje, które w traktatach przekazaliśmy UE, dezaktywowały nam część aparatu państwowego. Jaskółki odchodzenia od tego bałwochwalczego podejścia dla tak absurdalnych postanowień jak to, o którym mówię, już widać. Jak donoszą media sędzia Majchrowski z Izby Dyscyplinarnej wyznaczył na wrzesień rozprawę dotyczącą wspomnianego sędziego, który kradł w Media Markt, mimo że TSUE także i jemu tego uroczyście zakazuje”.

Autor reformy wymiaru sprawiedliwości opisuje też polityczne zaangażowanie sędziów, które znajduje odzwierciedlenie także w ich wyrokach:

„Wygląda to zwykle tak, że gdy blokuje się Marsz Niepodległości czy miesięcznicę smoleńską, to można zatarasować ulicę, kłaść się na ziemi i sąd nie widzi w tym nic złego. Ale jak ktoś zablokuje homoparadę, to wtedy jest to zabronione prawem wykroczenie. Ten sam sąd, te same miejsca i w zależności od tego czy maszerują konserwatyści, narodowcy czy lewacy albo zwolennicy LGBT sąd wydaje dokładnie przeciwne rozstrzygnięcia”.

Zdaniem byłego wiceministra sprawiedliwości, także wielu tzw. „nowych sędziów” boi się orzekać zgodnie z prawem: 

„Pojawiają się, tak w Polsce, jak i Europie pogróżki, że nie będziecie sędziami, że będziecie zwracać wynagrodzenia, które teraz dostajecie za pracę, wręcz że będziecie siedzieć. Mam wrażenie, że niektóre decyzje procesowe tzw. nowych sędziów Sądu Najwyższego są motywowane chęcią przypodobania się starym, dogadania się z nimi. Że jak przyjdzie czas rozliczeń, to wtedy może nas oszczędzą, bo my obroniliśmy Morawiec, Tuleyę itp. Jeżeli faktycznie taka jest ich prawdziwa motywacja to dla mnie jest to haniebne zachowanie. Jeśli ktoś w taki sposób kalkuluje, nigdy sędzią nie powinien zostać, a już na pewno nie sędzią Sądu Najwyższego. W Trybunale Konstytucyjnym też dałoby się znaleźć podobne postawy”.

Sędzia Piebiak został niedawno przeproszony przez portal Onet i Bartosza Węglarczyka za wypowiedź na swój temat. W rozmowie odniósł się też do tzw. afery hejterskiej. 

„Kiedy wymyślono aferę hejterską? W sierpniu 2019, tuż przed wyborami parlamentarnymi. W rzeczywistości nie chodziło o mnie, czy nawet ministra Ziobrę, a o wyborczy wynik Zjednoczonej Prawicy. Ta intencja jest oczywista. A opowieści pani Szmydt, która teraz gdzieś się rozpłynęła i ponoć przebywa na Wyspach Brytyjskich, pojawiły się dużo wcześniej. Pamiętam, że minimum pół roku przed tą datą w sprawie rzekomych wpisów na komunikatorach odezwała się m.in. do mnie dziennikarka Gazety Wyborczej. Tyle, że ja z Gazetą Wyborczą nie rozmawiam, bowiem nie zniżam się do kontaktów z tego rodzaju pseudomediami. I wtedy nikt wtedy nie opublikował na ten temat tekstu. Ani GW, ani Onet, ani TVN. No, ale wtedy nie było wyborów”.

 

Źródło: Gazeta Polska, niezalezna.pl

#Gazeta Polska

Magdalena Nowak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo