"Ludzie czują się traktowani jak gów*o". Chaos migracyjny wykańcza administrację wiceprezydent USA

- To nie jest zdrowe środowisko i ludzie często czują się źle traktowani. To nie jest miejsce, w którym czuć wsparcie. To miejsce, w którym ludzie czują się traktowani jak gó**o - mówi mediom osoba znająca kulisy działania administracji wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Kamali Harris. Od sformowania zespołu, ten ma pracować pod presją i w złej atmosferze, a punktem kulminacyjnym miała być podróż wiceprezydent USA na południową granicę z Meksykiem. Media wątpią, że Harris zdoła opanować wzmagający się tam kryzys migracyjny. To zadanie, jakie na początku prezydentury powierzył jej sam Joe Biden.

Kamala Harris
By Gage Skidmore from Peoria, AZ, United States of America - Kamala Harris, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=78594122

Wiceprezydent Kamala Harris przeżywa obecnie trudne chwile w związku z kryzysem na granicy. Administracja Harris ma problemy z komunikacją, włącznie ze współpracownikami najwyższego stopnia. Morale bardzo podupadły - podają amerykańskie media.

Politico wskazuje zaś, że w zespole Harris panuje nieufność, a także brak zgrania. Harris wciąż ma szukać wspólnego języka z szefową personelu Tiną Flournoy. W biurze pomiędzy pracownikami dominuje napięta, ponura atmosfera. Krytyczna ocena zespołu Harris zrodziła się - jak pisze Politico - po rozmowach z 22 obecnymi i byłymi doradcami.

Administracja użala się, że ma utrudniony dostęp do samej wiceprezydent, a finalne decyzje rzadko kiedy poprzedzone są konsultacjami.

- To nie jest zdrowe środowisko i ludzie często czują się źle traktowani. To nie jest miejsce, w którym czuć wsparcie. To miejsce, w którym ludzie czują się traktowani jak gó**o

- mówi Politico osoba znająca kulisy prac administracji obecnej wiceprezydent.

Sama rzecznik wiceprezydent USA Symone Sanders przekonuje, że medialne doniesienia niewiele mają wspólnego z rzeczywistością, a działania administracji Harris są skuteczne i potrzebne. Biuro Harris zlekceważyło kolejne pytania od dziennikarzy, pozostawiając je bez odpowiedzi.

Podróż do El Paso - koszmar Kamali Harris

Brak zgrania i napięta atmosfera miała mieć swój punkt kulminacyjny podczas podróży wiceprezydent Kamali Harris do El Paso na południowej granicy Stanów Zjednoczonych. Po spotkaniu z prezydentem Gwatemali Alejandro Giammateim, przekazała jasną wiadomość do chcących nielegalnie wyemigrować do USA: „nie przyjeżdżajcie”.

- Ci, którzy na tym korzystają, to przede wszystkim „kojoty"

- powiedziała Harris na konferencji prasowej po spotkaniu z gwatemalskim prezydentem. „Kojotami” nazywa się przemytników ludzi, którzy często wykorzystują imigrantów. 

Rozpoczynając rozmowy Harris stwierdziła, że aby ukrócić fale migracji, w tym migracje nieletnich z Gwatemali i sąsiednich krajów, mieszkańcy muszą mieć nadzieję na poprawę sytuacji w swoich krajach. 

Rozwiązanie kryzysu na granicy jest głównym zadaniem, jakie Biden powierzył swojej zastępczyni w pierwszych miesiącach swojej prezydentury. Chaos migracyjny na południowej granicy USA jest jednak krytykowany zarówno przez republikanów, jak i sprzyjających obecnie rządzącym liberałów.

Ci drudzy zarzucają Bidenowi, że ten „kontynuuje rygorystyczną politykę Donalda Trumpa”. Kiedy ogłoszono, że Harris uda się do El Paso na granicy, skomentował to Donald Trump:

"Wspaniale, że udało się nam nakłonić Kamalę Harris, żeby po miesiącach ignorowania problemu na południowej granicy wreszcie tam pojechała i zobaczyła zniszczenie i śmierć, które stworzyła ta administracja, wycofując się z mojej trudnej, ale sprawiedliwej polityki".

Trump na granicy z Meksykiem: „Biden niszczy kraj”

Były prezydent Donald Trump odwiedził pod koniec czerwca południową granicę USA, krytykując zmiany w polityce imigracyjnej kraju swego następcy. Granica z Meksykiem - jak stwierdził, stała się "bardziej niebezpieczna niż kiedykolwiek wcześniej".

 Nigdy nie było tak bezpiecznej granicy, jaką my mieliśmy, ale teraz ją otworzyli. (...) Aktualnie mamy otwartą, bardzo niebezpieczną granicę, bardziej niebezpieczną niż kiedykolwiek w naszej historii i trzeba szybko przywrócić [poprzedni stan]

- mówił Trump podczas konferencji w Weslaco na południowym krańcu Teksasu.

Mimo trwającej wtedy sesji Kongresu, do Trumpa w Teksasie dołączyła grupa 31 republikańskich deputowanych Izby Reprezentantów.

Było to drugie publiczne wystąpienie byłego prezydenta, po wcześniejszym wiecu wyborczym w Ohio. Podczas obu Trump w ostrych słowach mówił o kryzysie na granicy, narastającym od wielu miesięcy. Według danych rządowych, od ubiegłego października zatrzymano już ponad milion osób usiłujących nielegalnie przekroczyć granicę, co jest największą liczbą od dwóch dekad.

- Jeśli nie masz granicy, nie masz kraju. (...) Biden niszczy nasz kraj

- argumentował były prezydent USA. Choć liczba przybywających na granicę zaczęła rosnąć jeszcze za jego rządów i miała związek m.in. z niszczycielskimi huraganami w Ameryce Środkowej, Trump utrzymuje, że to nowa administracja ponosi odpowiedzialność za obecną sytuację.

 

Źródło: Politco, FoxNews, niezalezna.pl

#Kamala Harris

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo