Dziennikarze nie powinni formułować własnych hipotez, dlatego że nie mają do tego wiedzy, nie są do tego powołani. Jak będą jakieś wyniki śledztwa, to można je oczywiście komentować – z Magdaleną Bajer, przewodniczącą Rady Etyki Mediów, rozmawia Grzegorz Wierzchołowski

Których dokładnie tekstów dotyczyło ostatnie oświadczenie Rady Etyki Mediów, potępiające „Gazetę Polską” i „Nasz Dziennik” za „rodzenie odruchów nienawiści”.
Tekstów z zeszłego tygodnia, mówiących o tych rewelacjach, że ktoś tam przeżył, ktoś dzwonił.


Pani czytała te teksty, czy ktoś je Pani relacjonował?
Owszem, czytałam, przeglądałam... Moi koledzy też czytali.

W którym miejscu „GP” napisała, że ktoś przeżył i dzwonił?
Napisała, że „miał dzwonić” po katastrofie.

I tej wersji przeciwstawione zostało dementi brata owego funkcjonariusza.
Tak, ale była to hipoteza, która zbulwersowała wdowę funkcjonariusza. My oceniamy stawianie takich hipotez bardzo źle. One wywołują rozmaite podejrzenia – na razie nieuzasadnione, dopóki nie ma końcowego raportu. Jak ktoś by napisał, tak jak państwo przecież pisali: „To był zamach”, to byłoby to nieuprawnione, to jest nieprawda. Jeśli ktoś by napisał: „To nie był zamach”, to też by było nieuprawnione, bo w tej chwili nie wiadomo.

A w którym tekście „Gazeta Polska” napisała: „To był zamach”?
Na Krakowskim Przedmieściu widziałam dość dawno na własne oczy taki tekst wybity grubymi czcionkami w państwa gazecie.

Było tam napisane „To był zamach – mówią niemiecki i polski ekspert”.
Tylko widzi pan, ktoś, kto szedł tamtędy, to widział tylko to... Nie ma co ukrywać, że to sugerowało taką hipotezę.
Myśmy wydali wcześniej oświadczenie, że dziennikarze nie powinni formułować własnych hipotez dlatego, że nie mają do tego wiedzy, nie są do tego powołani. Jak będą jakieś wyniki śledztwa, to można je oczywiście komentować. Ale nie do dziennikarzy należy wprowadzanie w świadomość społeczną rozmaitych hipotez, które nie są na razie uprawnione, np. czy był zamach, czy nie, czy piloci byli winni, czy kto inny był winien, czy Rosjanie, czy Polacy... Dziennikarze powinni tylko rzetelnie informować o dotychczasowych wynikach śledztwa. Prasę czytają ludzie o różnym stopniu wykształcenia, o różnym rodzaju wyobraźni, a takie hipotezy, że ktoś przeżył, że coś się potem działo, powodują, że potem rozchodzą się rozmaite pogłoski, co naprawdę nie służy spokojowi społecznemu.

Czy w związku z tym REM uzna za „szkodliwe społecznie” teksty, które mówią, że nie było zamachu, że współodpowiedzialność za katastrofę ponoszą piloci albo że gen. Błasik naciskał na pilotów lub sam siadł za sterami?
Tak. Jeżeli takie teksty się pojawią, zanim otrzymamy ostateczne wyniki śledztwa, też uznamy to za szkodliwe.

Było już wiele takich tekstów...
Nie pamiętam takich artykułów w opiniotwórczych pismach. Może ich nie zauważyłam.

* * *
Czego (między innymi) nie zauważyła Magdalena Bajer?

„Do tej katastrofy nie mogło nie dojść” – Jarosław Kurski, „Gazeta Wyborcza”:
[...] Oto przyczyny: słabe wyszkolenie pilotów, niejasny status lotniska, spóźnienie, pośpiech, presja, stare karty lotniska, mgła, polityczne znaczenie wizyty, brak „lidera” na pokładzie, niejasny status lotu, wąwóz, determinacja, by lądować za wszelką cenę... [...] Nie było zmowy, spisku, zamachu, dobijania rannych, a mgła była prawdziwa. Nie było więc, bo nie mogło być – ani męczeństwa, ani aktu mistycznej ofiary. Nie było poległych. [...]

„Najważniejsze pytanie: dlaczego lądowali?” – Robert Zieliński, „Dziennik”:
[...] Nieprawdopodobna wydaje się hipoteza, że miał miejsce zamach. Piloci sami podjęli decyzję, że spróbują wylądować. [...]

„Smoleńskie domino” – Wacław Radziwinowicz, „Gazeta Wyborcza”:
[...] Wśród tych „kostek domina” na pewno nie znajdzie się, jak nam wmawiają, zamach, spisek Władimira Putina i Donalda Tuska. Tej irracjonalnej wersji nikt poważny nie bierze pod uwagę. [...].

„Smoleńsk 2010: 72 tomy” – Bogdan Wróblewski, „Gazeta Wyborcza”:
[...] Czy ktoś nakazał pilotowi tam lądować? Może gen. Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych, obecny w kabinie tupolewa do końca feralnego lotu? A może Błasik usiadł tylko na miejscu II pilota? Taką wersję zdarzeń podpowiada portal TVN24.pl. [...].

Jak rzetelnie działa Rada Etyki Mediów?
poniżej fragment artykułu ze strony fakt.pl (29 września 2010 r.):

Kompromitacja Rada Etyki Mediów
Rada Etyki Mediów, która powinna stać na straży rzetelności dziennikarzy, potępiła wczoraj reportera Faktu, opierając się na... kłamliwych informacjach
– Nie weryfikowaliśmy tego, nigdy nie weryfikujemy – z rozbrajającą szczerością przyznała szefowa REM Magdalena Bajer (76 l.).
Powołała się na maila, którego miała dostać od burmistrza Złocieńca, rzekomo zbulwersowanego działaniem naszego dziennikarza opisującego tragiczny wypadek polskiego autokaru. – Nic do Rady nie wysyłałem – zaprzeczył od razu burmistrz.
W poniedziałek do szefowej REM zadzwonił mężczyzna, który podał się za burmistrza Złocieńca Waldemara Włodarczyka. Doniósł, że dziennikarz Faktu oszukał rodziny ofiar wypadku autobusowego pod Berlinem i podstępem, nocą wszedł do autokaru, którym ci ludzie jechali na miejsce tragedii. Miał bez pozwolenia robić im zdjęcia i namawiać do zwierzeń.
Tymczasem burmistrz z całą stanowczością zaprzecza, jakoby w ogóle z Radą się kontaktował i skarżył się na dziennikarzy. – Nie miałem żadnych zastrzeżeń ani do pracy waszych dziennikarzy, ani żadnych innych – przyznaje Włodarczyk, który zresztą sam zorganizował dla reporterów dodatkowego busa.