Tak słabego raportu jeszcze nie widziałem

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

Leszek Misiak

Kontakt z autorem

  

– Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, w której większość zdjęć w oficjalnym raporcie wykonana została przez osobę, która nie jest ekspertem lotniczym. A przecież zdjęcia rosyjskiego blogera wykorzystane w raporcie Millera potraktowane zostały jako jeden z najważniejszych dowodów na oficjalną wersję katastrofy – mówi dr. inż. Bogdan Gajewski w rozmowie z „Gazetą Polską”.

Polski minister spraw zagranicznych powiedział jakiś czas temu, że wrak Tu-154 nie przedstawia wartości dowodowej. Jak Pan – ekspert lotniczy z 25-letnim doświadczeniem – ocenia te słowa?
Świadczą one – mówiąc najdelikatniej – o nieznajomości tematu. Badanie wraku to jedna z podstawowych czynności, jakie wykonuje się w celu ustalenia przyczyn katastrofy lotniczej. Jestem zdumiony, że minister Sikorski wypowiedział się w ten sposób. Gdyby wrak wrócił do Polski, można by przecież dokonać jeszcze rekonstrukcji samolotu, oczywiście częściowej, która pomogłaby znaleźć odpowiedź na pytanie, co stało się w Smoleńsku. Pamiętam sytuację, gdy przyczynę wypadku ustaliliśmy dzięki zbadaniu małego przepalonego kółeczka wielkości 3 mm.

Członkowie komisji Millera nie badali jednak wraku. Czy dlatego powiedział Pan niedawno, że raport Millera odbiega poziomem nawet od jednego z raportów wenezuelskich, przygotowanego przez ludzi Hugo Chaveza?
Nie trzeba sięgać aż do Wenezueli. Wystarczy porównać raport Millera z dokumentem przygotowanym po głośnym incydencie lotniczym na lotnisku w Warszawie, kiedy kapitan Wrona lądował awaryjnie na Okęciu Boeingiem 767. Pod względem technicznym i metodyki opisu raport z tego drugiego zdarzenia został znacznie lepiej przygotowany, choć dotyczył przecież wypadku, w którym nikt nie ucierpiał. Tymczasem w raporcie Millera brakuje fundamentalnych elementów: nie ma nic o autopsjach, o sposobie rozpadu samolotu. Dokument podsumowujący dochodzenie powypadkowe powinien też zawierać opis zniszczenia foteli w poszczególnych częściach tupolewa, ale tych informacji również nie sposób się doszukać w raporcie komisji Millera.

Czy niski poziom tego raportu wynika ze złej woli jego autorów, czy raczej z ich niekompetencji? Przed 2010 r. członkowie komisji Millera nie badali tak wielkich katastrof, więc może to sytuacja ich przerosła...
Trudno mi oceniać, czy autorzy raportu kierowali się złą wolą. Raczej byłbym skłonny powiedzieć, że zdawali sobie sprawę z poziomu dokumentu, który napisali. Ci sami ludzie, którzy sporządzili raport końcowy, przygotowali przecież wcześniej uwagi do raportu MAK. To było 148 stron bardzo rzetelnie sformułowanych komentarzy, pytań oraz sprostowań do raportu rosyjskiego. Ich kolejność i techniczne opracowanie świadczyły o sporych kompetencjach autorów. Ten kontrast – między uwagami do raportu MAK a raportem komisji Millera – jest tak duży, że na początku miałem wrażenie, że oba dokumenty były dziełem innych ludzi.

Czy złą wolą należy tłumaczyć ukrycie w raporcie Millera ostatniego alarmu TAWS?
Na ostatnim posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej, którego jestem ekspertem, nazwałem zachowanie komisji Millera w tej sprawie „nieetycznym”. Jest to, niestety, najuprzejmiejsze słowo, jakiego można by użyć, komentując to, co zrobili członkowie rządowej komisji. Celowo jednak wybrałem właśnie to określenie, bo w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie nieetyczne działania danej osoby wykluczają ją z grona ekspertów badających katastrofy lotnicze. W Kanadzie członkowie komisji badania wypadków lotniczych cieszą się autorytetem i zaufaniem podobnym do tego, jakim darzy się sędziów Sądu Najwyższego, a ich postawa moralna to jeden z najistotniejszych wyznaczników tego autorytetu. Od ekspertów lotniczych wymaga się – podobnie jak od lekarzy – czegoś więcej niż tylko kwalifikacji zawodowych.

A zatem jest mało prawdopodobne, by w kanadyjskim raporcie z katastrofy lotniczej zamieszczono zdjęcia, które skopiowano od prywatnej osoby bez jej zgody? Bo przecież większość fotografii w raporcie Millera skopiowano ze strony internetowej bez zgody autora, rosyjskiego blogera Siergieja Amielina.
Nie jestem od oceniania tego, czy taki czyn kwalifikuje się jako pospolita kradzież. Tu mamy do czynienia z poważniejszym problemem. Badam wypadki lotnicze od 1989 r. i nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, w której większość zdjęć w oficjalnym raporcie wykonana została przez osobę, która nie jest ekspertem lotniczym. A przecież zdjęcia rosyjskiego blogera wykorzystane w raporcie Millera potraktowane zostały jako jeden z najważniejszych dowodów na oficjalną wersję katastrofy. Nikt nie sprawdzał, kiedy, gdzie i w jakich okolicznościach zostały wykonane. Po prostu skopiowano je z internetu. Jest to sytuacja niedopuszczalna. Dodam, że w swojej karierze zawodowej spotkałem się tylko raz z podobnym przypadkiem, gdy wykonałem – w zastępstwie fotografa z komisji badania wypadków – zdjęcia elementów wraku przywiezionych do hangaru. Był to dzień, w którym ustalono przyczynę incydentu, wszyscy byli podekscytowani i fotograf po prostu zapomniał o wykonaniu swoich obowiązków. Ale zanim moje zdjęcia zostały dopuszczone przez komisję (nie byłem jej członkiem), odbyła się na ten temat debata, a pozytywną decyzję podjęto tylko dlatego, że jestem ekspertem lotniczym i byłem tam jako przedstawiciel Ministerstwa Transportu. Trzymano się po prostu procedur, które zupełnie zlekceważono w przypadku katastrofy smoleńskiej.
 

dr inż. Bogdan Gajewski – specjalista od badania wypadków lotniczych, starszy inżynier w kanadyjskiej agencji rządowej National Aircraft Certification. Członek ISASI (International Society of Air Safety Investigators), stowarzyszenia zrzeszającego ekspertów badających katastrofy lotnicze z całego świata (ok. 1200 członków). Do ISASI można zostać przyjętym z rekomendacji dwóch członków stowarzyszenia i po udokumentowaniu udziału w badaniach minimum dziesięciu katastrof lotniczych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

„Słowa dotrzymaliśmy”. Sasin o programie budowy obwodnic: Bezpieczeństwo na drogach priorytetem rządu

Jacek Sasin / twitter.com/SasinJacek

  

"Bezpieczeństwo na drogach jest i było priorytetem rządu, dzięki budowanym obwodnicom będzie mniej wypadków, do których w 70 procentach dochodzi na terenie zabudowanym" - mówił dziś w Zamościu wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin

Sasin na konferencji w Zamościu przypomniał, że wśród zapowiedzi rządu był program budowy stu obwodnic, który miał zostać wdrożony w pierwszych stu dniach rządu premiera Mateusza Morawieckiego.

Słowa dotrzymaliśmy, program jest niezwykle ważny dla rozwoju naszego kraju, ale też dla poziomu życia mieszkańców. Bo obwodnice miast to przede wszystkim większe bezpieczeństwo w ruchu drogowym, to lepsze, czystsze powietrze, mniej hałasu i większa przepustowość dróg; to wreszcie otwarcie zablokowanych obszarów, mniejszych miejscowości, które zatykają się ruchem samochodowym

 - powiedział.

Sasin podkreślił, że bezpieczeństwo na drogach jest i było priorytetem rządu, zauważył, że do 70 proc. wypadków drogowych dochodzi na terenie zabudowanym. Powiedział także, że większy ruch w tych obszarach w połączeniu z brakiem obwodnic powoduje, że liczba wypadków rośnie. Według niego ich zbudowanie powoduje, że wypadków będzie mniej, co pozwoli zachować wiele istnień ludzkich i uniknąć tragedii.

Minister zapowiedział, że w województwie lubelskim w ramach rządowego programu powstanie siedem obwodnic na drogach krajowych. Mają to być obwodnice: Zamościa, Gorajca, Szczebrzeszyna, Dzwoli, Janowa Lubelskiego, Łęcznej i Łukowa. Zaznaczył, że nie jest to maksimum tego, co ma zostać zrealizowane na drogach w Lubelskiem. Dodał, że w ramach innego programu dróg krajowych i autostrad tych obwodnic powstanie jeszcze więcej.

Mówię tutaj przede wszystkim o ciągach drogowych: drogi S12, S 17 i S19. Na samym tylko ciągu drogi S17, która będzie przechodziła w bezpośredniej okolicy Zamościa, powstaną dwie nowe obwodnice: Zamościa, inna niż ta, o której tu mowa i Tomaszowa, która już jest realizowana

- zaznaczył Sasin.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w ciągu pierwszych 100 dni jego rządu zostaną uchwalone ustawy albo przygotowane programy rządowe dot. małego ZUS, 13 i 14 emerytury, pakietu kontrolnych badań profilaktycznych, budowy 100 obwodnic i planu dojścia do równych dopłat dla rolników.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts