"Gazeta Polska" alarmowała o skutkach jesiennych manifestacji. Teraz potwierdza to premier

- Jest rzeczą oczywistą, że wówczas organizowane demonstracje, w szczycie drugiej fali, prowadziły do wzajemnych zakażeń, a w ślad za tym, kilka tygodni później, do zgonów - mówił w środę podczas debaty nt. wotum nieufności dla szefa MSWiA, Mariusza Kamińskiego. O epidemicznych skutkach manifestacji organizowanych w ramach tzw. Strajku Kobiet wielokrotnie w przeszłości informowała "Gazeta Polska".

fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

22 października 2020 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z ustawą zasadniczą tzw. aborcyjnej przesłanki eugenicznej. Po decyzji TK nastąpiła fala gwałtownych protestów w wielu miastach Polski, w których brali udział także politycy związani z partiami opozycyjnymi oraz zachęcali oni do udziału w manifestacjach. Protesty OSK trwały przez kilkanaście dni w dobie dużego zagrożenia epidemicznego związanego z drugą falą pandemii COVID-19.

Wielokrotnie o skutkach, jakie nieść może za sobą masowe gromadzenie się ludzi na ulicach i zachęcanie do tego przez ważne postaci życia politycznego, pisała na swoich łamach "Gazeta Polska". Mocny i wyraźny przekaz nie spodobał się politykom opozycji, którzy postanowili wejść na drogę sądową. 

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej, Borys Budka, pozwał redaktora naczelnego "GP", Tomasza Sakiewicza oraz wydawcę "Gazety Polskiej" w związku z okładką tygodnika z 10 listopada 2020 r. 

28 czerwca 2021 r. o 9.30 przed Sądem Okręgowym w Gliwicach odbędzie się pierwsza rozprawa w procesie o ochronę dóbr osobistych.

Tymczasem o ryzyku epidemicznym, jakie niosły za sobą jesienne manifestacje, mówił w środę w Sejmie premier Mateusz Morawiecki podczas debaty dotyczącej wotum nieufności dla szefa MSWiA, Mariusza Kamińskiego.

- Policjanci dbali o to, żeby utrzymać porządek publiczny w czasie, kiedy nielegalne demonstracje, podsycane zresztą z tej strony sceny politycznej, doprowadzały – bo to trzeba podkreślać, szanowni państwo – do wielu zgonów kilka tygodni później. Przecież jest rzeczą oczywistą, że wówczas organizowane demonstracje, w szczycie drugiej fali, prowadziły do wzajemnych zakażeń, a w ślad za tym, kilka tygodni później, do zgonów. Proszę teraz nie klaskać, bo to bardzo smutna rzecz

- mówił szef rządu.

- Pan minister Kamiński starał się temu zapobiegać. Jeżeli ja miałbym jakąś uwagę do tego, to raczej uważam dzisiaj, już na zasadzie ex post… że może powinniśmy jeszcze więcej interweniować, aby nie dochodziło do tych demonstracji, bo one doprowadzały do zgonów. I to jest rzecz, która również powinna zapaść głęboko w wasze serca - dodał.

Premier odniósł się także do oskarżeń opozycji o brutalność funkcjonariuszy policji. Przywołał tutaj prowadzoną w czasie rządów PO akcję "Widelec" wymierzoną w środowiska kibicowskie.

- Wiecie, co tam było robione podczas tej akcji „Widelec”? Używano gazu wewnątrz zamkniętego samochodu. Kazano ludziom robić przysiady nago. Poczytajcie sobie zeznania tych ludzi, którzy zostali wtedy bestialsko pobici, bestialsko potraktowani przez, tak, policję i służby specjalne w waszych czasach, czasach waszych polityków - dodał Mateusz Morawiecki.
 

 

Źródło: niezalezna.pl

#Gazeta Polska

redakcja
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo