Szwedzkie rabunki polskich skarbów

Kiedy podczas potopu szwedzkiego szlachta polska i możnowładcy przysięgę wierności składali królowi Karolowi X Gustawowi, mieli nadzieję na uratowanie majątków własnych i powstrzymanie wojsk szwedzkich przed zapędami łupieżczymi. Władca Szwecji choć początkowo zabronił rabunków i gwałtów – rozkazał nawet powiesić przy drodze kilkuset swoich żołnierzy, którzy nie przestrzegali jego zaleceń – szybko zmienił swoje myślenie. Rzeczpospolita padła ofiarą ogromnej, na wielką skalę i z rozmysłem przeprowadzanej grabieży skarbów narodowych.

Oblężenie Warszawy

27 lipca 1655 roku w Gnieźnie padł łupem szwedzkim księgozbiór katedry, z Poznania zaś wywieziono przebogatą bibliotekę i archiwum Jezuitów. Łupem padły woluminy dominikanów i bernardynów. W Poznaniu zresztą rozpoczął działalność Claes Rålamb – wyznaczony przez Karola Gustawa na stanowisko głównego koordynatora do spraw grabieży Polski. Człowiek ów miał dokładne rozeznanie skąd rabować i gdzie znajdują się najważniejsze dzieła polskiej i światowej kultury.

Z kolei w Warszawie, mimo nałożonej ogromnej kontrybucji, żołnierze z rozkazu dowódcy zarządzającego miastem Benedykta Oxenstierna, „rewidowali najmniejsze kąty”. Zrabowali Bibliotekę Zamku Królewskiego, Archiwum Metryki Koronnej, bibliotekę pałacu Ujazdowskiego, ich łupem padły m.in. zbiory Zygmunta Augusta, Zygmunta III Wazy, Anny Jagiellonki, listy władców, rękopisy. Zamek Królewski już nigdy nie podniósł się do świetności sprzed potopu. Z jego sal skradziono ponad 200 obrazów, zerwano plafony, marmury, rzeźby i sztukaterie, a nawet podłogi. Król szwedzki wyznaczył dwóch swych sekretarzy do nadzorowania przewozu: Matthiasa Biörnkloua i Larsa Cantersena.

Spławiano zrabowane przedmioty Wisłą, a niejedna z przeładowanych barek zatonęła. Do dziś, kiedy rzeka zaczyna wysychać podczas suszy, odnajdywane są fragmenty kamiennych rzeźb z Zamku Królewskiego. W Krakowie udało się ukryć polskie regalia, ale Skarbiec Koronny został spustoszony. Zniszczono też grobowiec św. Stanisława. Z Wiśnicza Lubomirskich wyjechało 150 wypełnionych po brzegi wozów. Szwedzi szaleli w klasztorach warszawskich, w Łucku, Toruniu, Bydgoszczy, Malborku, Krakowie, Radomiu, Lublinie, Płocku – wszędzie stamtąd ukradziono bezcenne zbiory ksiąg. Zrabowane woluminy są obecnie ozdobami zbiorów Biblioteki Królewskiej w Sztokholmie, biblioteki w Uppsali, w Lund, Szwedzkiego Archiwum Państwowego i wielu innych szwedzkich bibliotek. Po złupieniu Fromborka Szwedzi wywieźli księgozbiór Mikołaja Kopernika (łącznie z wczesnym wydaniem O obrotach sfer niebieskich), jak również zbiory biblioteki katedralnej. Te jakże ważne dla polskiego dziedzictwa dzieła (m.in. najwcześniejsza wersja Bogurodzicy), znajdują się w Szwecji po dziś dzień. 

Jerzy Besala w „Grabieży skarbów Polski” przywołuje słowa szwedzkiego badacza Otto Waldego, który stwierdził:

Spotykamy wszędzie oczywiste pozostałości z tego pochodu plądrowania. Każda kościelna wystawa, która ma miejsce w naszym kraju składa się z wielu przedmiotów sztuki zabranych w Polsce; każde dzieło, które traktuje o większej czy mniejszej części naszych publicznych zbiorów, nawraca wspomnieniami do twardego pochodu szwedzkiego króla w polskim kraju.

Kolejni polscy władcy latami starali się o odzyskanie skarbów kultury. Część polskiego mienia wróciła po pokoju oliwskim (1660 rok), ale był to zaledwie ułamek wywiezionych dóbr. Jan III Sobieski wysłał specjalnie do Sztokholmu swego przedstawiciela, by odszukał wszelkie polonika zabrane podczas potopu. Ciągle jednak w Szwecji pozostaje duża część naszego narodowego dziedzictwa.

 

 

Źródło: niezależna.pl

#potop szwedzki #grabież Polski #Karol X Gustaw #polskie dziedzictwo

Magdalena Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo