Fajerwerki i kapiszony

Wybory w Rzeszowie, wyczekiwana deklaracja w sprawie powrotu Donalda Tuska, wspólna deklaracja Jarosława Kaczyńskiego i Pawła Kukiza, głosowanie w Sejmie nad kandydatami na RPO i ciąg dalszy dyskusji o marszałku Terleckim – to wszystko wydarzenia, które mogą mieć wpływ na bliższą i dalszą przyszłość sceny politycznej w Polsce. 

To powinna być refleksja dla wszystkich tych, którzy dalej chcą rozbijać Zjednoczoną Prawicę. Prawica podzielona to prawica przegrywająca. Czy miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego dla jednej osoby jest tego warte?” – pyta na Twitterze Jan Strzeżek z Porozumienia, najwyraźniej nie pamiętając, że jego partia, nim zdecydowała się poprzeć Marcin Warchoła, również miała w Rzeszowie własnego kandydata. 

RPO – serial z suspensem

„Atak na klasę średnią, podwyższanie podatków, centralizm zamiast samorządności i brak szacunku dla koalicjantów to utorowanie drogi do przejęcia władzy przez opozycję” – pisze tymczasem na wieść o rzeszowskich wynikach Jarosław Gowin, najwyraźniej strofując jednak nie siebie samego, ale kolegów z PiS i Solidarnej Polski. Odważnie jak na wicepremiera rządu. 

Najbardziej rażą słowa o szacunku dla koalicjantów, które padają w samym środku kolejnej batalii o obsadzenie funkcji rzecznika praw obywatelskich. Przypomnijmy, że to Gowin ze swoimi ludźmi namawiali do startu Lidię Staroń, by natychmiast po wyrażeniu przez nią zgody poprzeć wraz z opozycją kandydaturę prof. Marcina Wiącka. 

Wydaje się, że właśnie ten aspekt sprawy jest najbardziej dla Jarosława Gowina i jego współpracowników kompromitujący. Sama kandydatura Wiącka, który jawi się jako apolityczny prawnik o dość konserwatywnych poglądach, była o wiele mniejszym problemem, w innych okolicznościach byłaby zapewne do zaakceptowania dla PiS. 

Senator Staroń pierwsze głosowanie wygrała, przed nią jednak bój w jej własnej izbie, który zapowiada się o wiele poważniej. W tej chwili głosowanie przeciw jej kandydaturze zapowiada cała opozycja. Brak tylko deklaracji kolegów z jej własnego koła, którzy musieliby wprost głosować przeciw własnej przewodniczącej – nie takie jednak widujemy ostatnio cuda. 

Ostro przeciw Staroń wypowiada się jak na razie również Lewica. Wygląda na to, że jej przedstawiciele robią wszystko, by nie zauważyć zdecydowanego poparcia, jakiego kandydatce PiS udzielił jej własny niedoszły RPO – Piotr Ikonowicz, widząc w niej prawdziwą i zaangażowaną w obronę praw zwykłych ludzi społeczniczkę. 

Tuska powrót na raty

Wybór RPO to przedstawienie wielokrotnie bisowane. Podobnie sprawy mają się z wyczekiwanym i wciąż niedoczekanym powrotem Donalda Tuska do polskiej polityki. W poniedziałek wiele osób spodziewało się, że tym razem ze strony byłego premiera pojawią się w końcu konkrety. Nie pierwszy i, jak się oczywiście okazało, nie ostatni raz. Wcześniej wiążących deklaracji oczekiwano 4 czerwca, gdy Tusk pojawił się w studiu zaprzyjaźnionego TVN. W rozmowie z dziennikarką nie mówił niczego konkretnego, jednak ten brak konkretów sformułował tak, by jego sympatycy usłyszeli to, co usłyszeć chcieli. 

Przełomowa miała być jednak rozmowa z Borysem Budką. Do dziś jednak o spotkaniu wiemy tylko tyle, że się odbyło i że panowie kibicowali wspólnie reprezentacji Polski. Swój pierwszy mecz nasi piłkarze przegrali. Czy dlatego Tusk i Budka nie zdecydowali się na wspólne oświadczenie w pomeczowy wieczór? Kolejne spotkanie byłego i obecnego lidera PO planowane jest na przyszły tydzień. 

Czy jednak własna partia nie przecenia wartości powrotu swojego najbardziej kiedyś popularnego polityka? Kolejne sondaże wskazują, że Tusk nie ma dziś mocy porywania ani Polaków (choć czeka na niego grono szersze niż sami wyborcy Platformy), ani pozostałych sił opozycji, dla których byłoby to ryzyko ponownej utraty pozycji na rzecz Platformy, bez zwiększenia szansy na wspólny powrót do władzy. Tusk bowiem mobilizuje tylko własny elektorat, jednak ogół Polaków antagonizuje, może więc pomóc również PiS. Stąd przywoływane już przeze mnie we wcześniejszych tekstach racjonalne i bardzo wobec Tuska krytyczne wypowiedzi polityków Lewicy. Z wyjątkiem Leszka Millera, którego dawni koledzy oskarżają o bezwstydne zabieganie o miejsce na przyszłych listach wyborczych Koalicji Obywatelskiej.

Kukiz, ostatnia deska ratunku

Tusk wraca więc na raty. Zawiązanie współpracy Pawła Kukiza i PiS również zmieniło się w serial, wygląda jednak na to, że strony są już dogadane. Za poparcie kilku kluczowych dla Kukiza spraw ten głosować ma tak, jak wskaże Jarosław Kaczyński, czego próbkę mieliśmy przy wyborze Lidii Staroń. Tak więc mamy do czynienia ze współpracą na rzecz spraw, bez dzielenia się stanowiskami. 

To ostatnie w normalnych warunkach powinno uchronić Kukiza przed oskarżeniami o „zdradę” czy „sprzedanie się”, jednak przy tak ostrej polaryzacji sceny politycznej nie jest to już możliwe. Sam Paweł Kukiz mówi, że jest to już ostatnia szansa na realizację jego postulatów i jest to ocena tyleż trzeźwa, co uzasadniona. Atrofię kukizowego pospolitego ruszenia obserwowaliśmy praktycznie od wyborów parlamentarnych w 2015 r. Odejścia posłów z klubu i rozpad struktur lokalnych, wreszcie wspólny start z PSL i utrata znaczenia w Sejmie – to wszystko nie pozwala już patrzeć z optymizmem na szansę ruchu Kukiz’15 jako samodzielnego podmiotu polskiej polityki. 

Paradoksalnie, stojąc w obliczu własnego politycznego końca i co więcej, mając tego świadomość, Paweł Kukiz jest najbliżej realizacji przynajmniej części własnych postulatów. Pytanie, czy naprawdę nie mogło wydarzyć się to wcześniej, skoro, o czym wielokrotnie pisałem, bardzo wiele z tych pomysłów mieści się w retoryce sanacji państwa głoszonej przez PiS w początkowych latach istnienia ugrupowania. 

Przed nami deklaracja Tuska lub jej brak, czekają nas też kolejne testy Zjednoczonej Prawicy. Porozumienie wciela się w rolę opozycji przy okazji ataku na wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, a deklaracje o trwaniu Zjednoczonej Prawicy nie znajdują pokrycia w rzeczywistości. Co z ostatnich wydarzeń i zapowiedzi będzie kapiszonem, co fajerwerkiem, a co bombą z opóźnionym zapłonem? Wygląda na to, że przed nami kolejny rok bez politycznych wakacji.


 

 

Źródło:

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo