Dialog z mordercą

Jak może facet od kilkudziesięciu lat obecny w polityce, były wiceprezydent i aktualny prezydent największego mocarstwa świata, zachowywać się jak dziecko we mgle? Stopień bezpłciowości jego obłej wypowiedzi po spotkaniu z prezydentem Rosji, którego sam kilka miesięcy temu nazwał publicznie mordercą, rokuje jak najgorzej gotowości Stanów Zjednoczonych na wyzwania, których i teraz nie brakuje, a w najbliższym czasie będą bez wątpienia narastać w obliczu oczywistej bezradności władz USA wobec bezczelności międzynarodowych bandytów. Co ma w tej sytuacji robić Polska? Jedno jest pewne: wyciskać z Amerykanów spełnianie dotychczasowych zobowiązań, zwłaszcza w sferze militarnej, bo głównym zadaniem musi być zbrojenie się na potęgę!

Szczyt NATO z udziałem głów państw oraz spotkanie z Putinem były pierwszym egzaminem Bidena na arenie międzynarodowej i na tej podstawie komentatorzy polityczni tworzą prognozy co do realnej polityki USA, która niestety także po owym debiucie rysuje się nadal nader mgliście. 

Dialog d… z batem

Co prawda deklaracje, jakie padły z ust przywódcy najsilniejszego członka Paktu, potwierdziły dotychczasowy kurs, czyli dalsze wzmacnianie wschodniej flanki, a nawet otworzenie drogi do NATO Ukrainie, ale można wątpić w entuzjazm Bidena w tym względzie – „palił, ale się nie zaciągał”, jak to amerykańscy demokraci. 

Wygląda na to, że jest to linia nie tyle Waszyngtonu co Pentagonu, sfrustrowanego lewacką agendą nowej administracji, czemu dał nieformalny wyraz w słynnym liście emerytowanych generałów ostrzegających w bardzo ostrych słowach przed upadkiem państwa. W końcu to właśnie ten, co się „nie zaciągał”, Bill Clinton, wprowadził do NATO pod koniec XX w. Polskę, Czechy i Węgry. Tyle że w realność przyjęcia Ukrainy przychodzi mocno wątpić po spotkaniu Biden–Putin, gdzie „morderca” owinął sobie swego oskarżyciela wokół palca i okazało się, że aneksja Krymu i wojna w Donbasie mimo gromkich amerykańskich sprzeciwów mają być rozwiązane przez ożywienie mitycznego formatu mińskiego, czyli jak się mawiało za czasów komuny, „dialogu d… z batem”. Tak to bowiem w realu wygląda, gdy ubóstwiając wręcz pojęcie dialogu jako jedynej formy prowadzenia polityki, podejmuje się go z bandytą. 

Inna tradycja rozmów z Kremlem

Wydawałoby się, że Ameryka powinna była to zrozumieć właśnie po przyjęciu do NATO większości państw, niegdyś w wyniku jałtańskiego dialogowania Roosevelta z winnym śmierci milionów ofiar mordercą Stalinem, oddanych pod władzę sowieckiego satrapy, tym bardziej że już w 1945 r. ostrzegał przed takim dialogiem najwybitniejszy amerykański dowódca w II wojnie światowej, gen. George Patton: 

„Problem w zrozumieniu Rosjanina jest taki, że nie bierzemy pod uwagę faktu, iż nie jest on Europejczykiem, ale Azjatą i dlatego myśli pokrętnie. My nie możemy zrozumieć Rosjanina bardziej niż Chińczyka czy Japończyka i od kiedy mam z nimi do czynienia, nie miałem żadnej szczególnej chęci zrozumienia ich, poza obliczeniem, jak dużo ołowiu lub stali trzeba zużyć, aby ich zabić. W dodatku, poza innymi cechami charakterystycznymi dla Azjatów, Rosjanie nie mają szacunku dla ludzkiego życia i są sukinsynami, barbarzyńcami i pijakami”. 

I konkludował z goryczą: 

„Polska jest pod kontrolą Rosji, tak samo jak Węgry, Czechosłowacja i Jugosławia, a my sobie spokojnie siedzimy i wydaje nam się, że wszyscy nas kochają”. 

Oddanie Europy Środkowo-Wschodniej pod władzę sowieckiej Rosji tak rozzuchwaliło ten reżim, że już kilka lat później rozpętał wojnę o Koreę, a później o Wietnam, wspierając także ekspansję komunistycznych Chin, co kosztowało USA pół wieku krwawych wysiłków o odwrócenie bezmyślnej polityki wobec Kremla symbolizowanej przez umowy z Jałty. Dopiero wielki Ronald Reagan pokazał, jak się powinno dialogować z Moskwą – z pozycji siły, bo jest to jedyny argument zrozumiały dla kremlowskich bandytów od czasów Lenina i Stalina po dziś dzień.

Presja? Jaka presja… Ze strony dziadunia?

Tymczasem Biden w trakcie swego mętnego wystąpienia opowiadał nieskładnie w stylu podwórkowych przechwałek: „ale mu powiedziałem!”, jak to on czymś tam Putinowi przygroził za agresywną politykę zagraniczną czy brutalne tłumienie opozycji wewnętrznej symbolizowane przez uwięzienie Nawalnego. Ale mimo pytań dziennikarzy nie był w stanie sprecyzować, na czym miałyby polegać ostre reakcje USA, gdyby moskiewski uczestnik dialogu jak dotąd gwizdał sobie na takie ostrzeżenia. A wszak rosyjski prezydent na wcześniejszej konferencji prasowej, odpowiadając na zawczasu najwyraźniej przygotowane pytania, na samym wstępie stwierdził z cierpkim humorem, że „żadnej presji ze strony Bidena nie odczuł”. 

No pewnie! Jak ją mógł odczuć, skoro zanim do ich spotkania doszło, amerykański prezydent sam wyzbył się jedynego mocnego argumentu, jakim było w wykonaniu jego poprzednika blokowanie strategicznych interesów Rosji przez skuteczne wstrzymanie budowy Nord Streamu 2? Zdjęcie sankcji z budujących go firm sprowadziło groźne ostrzeżenia głowy supermocarstwa do poziomu zrzędzenia zramolałego dziadunia wobec mającego to gdzieś łobuza. 

Najwyraźniej zatruta liberalną ideologią administracja amerykańska nie bardzo wie, jak postępować z notorycznym łobuzem – to przezywając go mordercą, to mówiąc o partnerskim współdziałaniu. Gdyby wspomnieli cenną radę doświadczonego stratega, wspomnianego już gen. Pattona: „Jeżeli nie jesteś pewien, co robić, to atakuj!”. Ale jak tu odwoływać się do wskazań żołdaka-reakcjonisty, skoro wspiera się we własnym kraju lewacki ferment podważający filary państwa i oskarżający o wszelkie możliwe grzechy już nawet ojców założycieli Stanów Zjednoczonych – męskich białych szowinistów, posiadaczy czarnych niewolników...

Polityka zygzakowania

Jednym słowem – czeka nas w najbliższym czasie ze strony USA polityka uników, gromkich słów bez pokrycia, brak konsekwencji w działaniach, próba podlizania się swoim głównym dotychczasowym oponentom – Rosji i Unii Europejskiej pod batutą Niemiec w zamian za… No właśnie – za co? Liczenie na to, że Putin nagle dokona demokratyzacji życia społecznego w kraju totalnego zamordyzmu i wystąpi wraz z „pindosami”, jak pogardliwie zwą Amerykanów Rosjanie, przeciw Chinom, z którymi Rosja regularnie przeprowadza wspólne ogromne manewry wojskowe? Zgoda na dokończenie Nord Streamu 2, dająca Niemcom utrwalenie dominacji w Europie, a Rosji pieniądze na zwiększanie zbrojnego zagrożenia dla wszystkich sąsiadów, także tych należących do NATO, jak Litwa, Polska, Estonia, Łotwa, świadczy wręcz o jakimś zaćmieniu umysłowym. 

Jedyną pociechą jest pamięć o prezydenturze Obamy, który też zaczynał od resetu z Rosją, ale po kilku doznanych w wyniku tej naiwności katastrofach – np. w Syrii – jako tako się zreflektował i to on na przełomowym szczycie NATO w Warszawie w 2016 r. zdecydował o istotnym zwiększeniu obecności militarnej USA w Polsce i w ogóle wzmocnieniu wschodniej flanki Paktu. Jednak nawet jeśli po kilku własnych już klęskach Biden pójdzie wreszcie w ślady polityka, którego był wszak wiceprezydentem, to tak czy owak będzie to właśnie to, przed czym ostrzegał trzeźwo nader sceptyczny wobec Zachodu Piłsudski: „Najgorszą rzeczą w polityce jest polityka zygzaków”. 

Żeby nie kończyć całkiem pesymistycznie, przytoczę inną maksymę Marszałka, wskazującą, co należy robić w takich sytuacjach: „Wyznaję całkowicie zasadę, którą wypowiedział największy człowiek na świecie – Napoleon: Sztuką łamania przeszkód jest sztuka nieuważania tego lub owego za przeszkodę”. Czyż małoduszne niezdecydowanie najważniejszego nawet sojusznika może być dla nas przeszkodą w budowaniu Polski bezpiecznej i potężnej? My w tej kwestii z bandytami i mordercami dialogować nie będziemy!
 

 

Źródło:

Jerzy Lubach
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo