Człowieka można zabić dwa razy

Człowieka można zabić dwa razy. Raz zabija się go fizycznie, drugi raz przez niepamiętanie, ignorowanie, lekceważenie – powiedziała Magdalena Gawin. Jak dodała tego doświadczały rodziny „Zawołanych po Imieniu” - Polaków zamordowanych za ratowanie Żydów podczas okupacji.

Autorstwa Instytut Pileckiego - https://instytutpileckiego.pl/pl/instytut/aktualnosci/rodziny-polakow-zamordowanych-za-pomoc-zydom-chca-upamietnie, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=90876154

Wiceminister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu Magdalena Gawin wzięła udział w posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Zawołanych po Imieniu.

„Przed chwilą odbyła konferencja, na której mówiliśmy o współpracy pomiędzy naszym zespołem a Instytutem Pileckiego oraz Ministerstwem Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu na rzecz upamiętnienia Polaków, którzy w czasie okupacji niemieckiej ratowali swoich żydowskich sąsiadów i z tego powodu ponieśli śmierć. Nasz parlamentarny zespół powstał kilka tygodni temu, są w nim senatorowie i posłowie”

– powiedziała przewodnicząca Zespołu, senator Maria Koc (PiS).

Jak przypomniała, Instytut Pileckiego powstał jesienią 2017 r. i ma na celu „upamiętnienie, uhonorowanie Polaków, którzy w czasie okupacji niemieckiej ratowali Żydów”. „Zadaniem Instytutu jest prowadzenie pogłębionych badań na temat trudnej historii XX w. i dwóch strasznych totalitaryzmów niemieckiego i sowieckiego, które odcisnęły tragiczne piętno na naszej polskiej historii. Instytut Pileckiego prowadzi badania naukowe, ożywioną działalność edukacyjną, kulturalną, wydawniczą, nie tylko w kraju, ale także w Berlinie, trwają też prace nad powołaniem takiej placówki w Nowym Jorku” - mówiła.

Musimy mówić o naszej historii z naszej polskiej perspektywy. My tę historię znamy, nie tylko z podręczników, ale z opowieści rodziców, dziadków, którzy tę historię czasów wojennych, powojennych przeżyli i te ich doświadczenia są w nas. I jesteśmy zobowiązani, aby tę historię zapisać, przywołać, upowszechnić wśród ludzi młodych, ale też pośród innych krajów, tam gdzie często mówi się o +polskich obozach zagłady+, obwinia Polaków za śmierć Żydów, gdzie często przypisuje się Polakom udział w Holokauście. Taka narracja pojawia się dosyć często z ogromną krzywdą dla Polski i Polaków, dla naszych przodków”

– podkreśliła senator Koc.

Zaznaczyła, że jako zespół parlamentarny chcą blisko współpracować z Instytutem Pileckiego, by zachęcać lokalne społeczności, „aby przywracały pamięć o swoich bohaterach, by szukali informacji na temat historii II wojny, by tę historię upowszechniali wśród młodych, by upamiętniali tych, którzy w czasie okupacji wykazywali się taką solidarną, humanitarną, bardzo ludzką postawą, bo ryzykowali, a często oddawali życie za pomoc drugiemu człowiekowi”. „Ważne jest przywracanie świadomości kto był ofiarą, a kto katem, ponieważ z biegiem lat pod naporem różnych kłamstw pewne fakty się zacierają i osądy zmieniają” - oceniła.

Magdalena Gawin wyraziła satysfakcję w związku z powstaniem zespołu.

„To nasza wspólna historia, ponieważ ludzie, którzy pomagali Żydom i którzy zginęli także należeli do różnych sektorów społeczeństwa, głosowali na różne partie i uważam, że dobrze się stało, iż pani senator Koc zainicjowała tę grupę. Ponieważ państwo musicie wiedzieć z pierwszej ręki jak wyglądają badania naukowe nad tą grupą, a ręczę, że są duże niespodzianki, po prostu nikt wcześniej tej grupy nie badał”

- zaakcentowała.

Mówi się, że człowieka można zabić dwa razy. Raz zabija się go fizycznie, a drugi raz przez niepamiętanie, ignorowanie, lekceważenie. I dokładnie tego doświadczały wszystkie rodziny +Zawołanych po Imieniu+ . Mamy w tej chwili absurdalną sytuację w związku z ludźmi, którzy zapłacili najwyższą cenę, bo decyzja o ukrywaniu, o pomaganiu, rozciągnęła się na kolejne pokolenia, ponieważ nikt tym ludziom nie zwrócił rodziców, majątku, szans edukacyjnych. Teraz słyszymy, że pojawiły się grupy naukowców, którzy chcą tych członków rodzin pouczać jak należało pomagać, że powinny się wstydzić, dlatego że większość tych osób została zamordowana na skutek donosu”

– powiedziała Gawin.

„Nigdy nie ukrywaliśmy żadnych donosów. Każde upamiętnienie poprzedzone głęboką kwerendą rozpoczynamy od pierwszej sentencji +spotkaliśmy się, żeby potępić donos i uczcić bohaterów+. Polska nie ma absolutnie żadnego powodu, żeby tłumaczyć się za donosicieli. Ale co bardzo ważne – nie może być odpowiedzialności zbiorowej. Doniosła jedna osoba - winna cała wieś, całe miasto, cały naród. Jesteśmy także tutaj, by kategorycznie potępić próby nakładania odpowiedzialności zbiorowej, za donosy istniała odpowiedzialność indywidualna. Tych ludzi przez lata zawstydzano, bo ktoś na nich doniósł, tak jakby to była ich wina i całych społeczności. Tak być dłużej nie może”

- mówiła.

W jej ocenie, pamięć jest bardzo ważna, ponieważ „narody, wspólnoty polityczne nie mogą funkcjonować bez pamięci”. „Upamiętnienie to ta zewnętrzna forma, którą państwo oglądacie w telewizji, a upamiętnianie to przede wszystkim głęboki research w dokumentacji polskiej, niemieckiej, żydowskiej, w archiwach państwowych i prywatnych. Każda upamiętniona rodzina ma swoją teczkę ze zdjęciami, artefaktami i informacjami. Upamiętnienie jest potrzebne, ponieważ ci ludzie muszą być uznani przez społeczności lokalne, musi im być przywrócony status bohaterów” – wyjaśniła podkreślając, że każda śmierć za drugiego człowieka ma sens i musimy o tych ludziach pamiętać.

„Instytut Pileckiego jako pierwsza instytucja odszukuje rodziny i pracuje z rodzinami. Zorganizowaliśmy w 2019 r. pierwszy zjazd rodzin +Zawołanych po Imieniu+, przyjechało ponad 100 osób, ci ludzie czasem mieszkają kilka kilometrów od siebie, na tym zjeździe po raz pierwszy mogli się poznać. Kolejny zjazd będzie w sierpniu, teraz już mamy ponad 230 osób. To bardzo ważne, muszą się integrować, nie mogą zwątpić, że ich rodzice, dziadkowie robili dobrze. Tu jest nasza rola, żeby ich wzmocnić”

– podkreśliła Gawin.

„Nigdy nikt nie zadał pytania o sprawców, a takim czynnikiem wiążącym wszystkie te historie jest fakt, że są oni anonimowi - bliżej nieokreślona żandarmeria, Gestapo - ale nie znamy żadnych nazwisk, nie było śledztwa, procesu, nie byli w ogóle ukarani. Na następnym posiedzeniu chciałabym szczegółowo przedstawić postać jednego z największych morderców Polaków i Żydów. Poświęciłam temu dwa lata życia, odkryłam jego prawdziwą tożsamość, miał fałszywe nazwisko, zmarł w 1976 r. nietknięty ręką sprawiedliwości, w RFN. Więc Instytut Pileckiego prowadzi badania, upamiętnia, integruje rodziny i stara się odpowiedzieć na pytanie jak wyglądała polityka okupacyjna na prowincji”

– powiedziała.

Odnosząc się do kwestii skąd pochodzą informacje o ratujących i pomagających przypomniała, że Polska ma ponad 100 tys. zeznań przed Główną Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich.

„Składanych pod przysięgą, przez naocznych świadków i z tych zeznań pochodzą te przypadki. W niektórych udało się dotrzeć do niemieckiej dokumentacji potwierdzającej, że Polacy ratowali. Instytut robi to czego nikt nie robił, nikt nie gromadził źródeł do historii tych ludzi, a te historie nie mogą odejść”

– oceniła Gawin.

„Nie powstaną książki historyczne, żadna reforma się nie powiedzie, będziemy krajem zajadle atakowanym za II wojnę, chociaż jest to absurd, jeśli nie udrożnimy zeznań przed Główną Komisją Badania Zbrodni. Wszystkie opinie na temat położenia Żydów są na podstawie ich zeznań powojennych, natomiast nasze zeznania są ciągle nieużywane, a są bezcenne. Instytut Pileckiego jest pierwszym, który z nich korzysta. Jeśli te zeznania nie będą używane historia Polaków zostanie zmieniona na zawsze, dlatego że czasami czytając książki mam wrażenie, że Polacy żyli wówczas w komforcie, w zdrowiu, a eksterminacji podlegała tylko jedna grupa, a myśmy stracili 2 mln ludzi. Bardzo się cieszę, że są tu przedstawiciele wszystkich partii politycznych, ponieważ historia Polski obejmuje nas wszystkich” – podkreśliła.

Dyrektor Instytutu Pileckiego Wojciech Kozłowski wskazał kilka najważniejszych aspektów programu „Zawołani po Imieniu”. „Pierwszy to kim są Zawołani, kim są ich rodziny, na czym opiera się ten program i jaki jest dalszy kierunek działań. Zawołani to Polacy, którzy podczas niemieckiej okupacji zostali zamordowani przez Niemców za ratowanie Żydów lub okazanie im nawet prostej formy pomocy. Ich rodziny, to ci którzy zostali, najczęściej ludzie z małych miasteczek i wsi, którzy przez dziesięciolecia żyli w poczuciu zapomnienia, osamotnienia i głębokiej niesprawiedliwości. Zostali zostawieni sami sobie ze swoją historią i dramatem. Zaczęliśmy docierać do tych historii poprzez prowadzone przez nas badania naukowe nad niemieckim terrorem” - mówił.

 

„Są cztery filary programu: z jednej strony to rodzina Zawołanego, z nimi pracujemy, oni są depozytariuszami danej opowieści. Z drugiej strony jest lokalna społeczność, która obok uczestniczenia w upamiętnieniu jest jego podstawowym adresatem, to im tę historię przywracamy. Trzeci filar to miejsce, stawiamy kamienie z tablicą upamiętniającą Zawołanego, czyli osobę zamordowaną w miejscu możliwie najbliższym temu, gdzie to wydarzenie miało miejsce i wprowadzamy to w ten sposób do pamięci zbiorowej. Czwarty filar to kwestia sprawców, ich identyfikacja jest bardzo trudna, chociaż czasami udaje nam się przynajmniej poznać nazwisko” – dodał Kozłowski.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

bm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo