Jaka wolna Białoruś?

Niektóre działania białoruskiej opozycji w Polsce sprawiają, że Alaksandr Łukaszenka może zacierać ręce. Ci, którym zależy na wolnej Białorusi, powinni zastanowić się nad sylwetkami ludzi pretendujących do bycia jej twarzami.

W ostatnim czasie dużo dyskutuje się o Białorusi. Nie tylko dlatego, że Alaksandr Łukaszenka przyjął pozycję skrajnie antypolską. Także dlatego, że białoruska opozycja w Polsce, a przynajmniej ci, którzy chcą stanowić jej twarz, zaczęła się dziwnie zachowywać. I nie chodzi nawet o kontakty z totalną opozycją, bo rozsądnie jest utrzymywać kontakty z większością sił politycznych kraju, który jest największą ostoją przeciwników białoruskiego reżimu. Chodzi o to, że część białoruskiej opozycji zaczyna wprost przesiąkać ideami, które polska totalna opozycja prezentuje. A przecież te idee raz po raz są odrzucane przez Polaków. Dlaczego miałyby więc przekonać Białorusinów? Czy ludzie pretendujący do bycia twarzami wolnej Białorusi naprawdę chcą pokonać Alaksandra Łukaszenkę?

Białoruski plan Balcerowicza

Duże wzburzenie wywołało w Polsce zaangażowanie Swiatłany Cichanouskiej w inicjatywę Campus Polska, stworzoną przez Rafała Trzaskowskiego. Oczywiście każdy ma prawo brać udział w takich inicjatywach, w jakich chce. Problemem Swiatłany Cichanouskiej jest jednak fakt, że jest ona uznawana za liderkę białoruskiej opozycji. Wszelkie jej działania automatycznie identyfikowane są z postawami całego białoruskiego obozu wolnościowego. A zaangażowanie w Campus Polska nie jest po prostu współpracą z partią, która – trzeba to przyznać – jest dosyć życzliwa Białorusinom. Zaangażowanie w Campus Polska jest stanięciem po stronie pewnych idei politycznych, które reprezentują Rafał Trzaskowski i Platforma Obywatelska. Idei, które już sami Polacy zdążyli odrzucić w wyborach, a których przyjęcia sami Białorusini pewnie by nie chcieli.

PO i prezydent Warszawy prezentują idee neoliberalne. Idee twardej polityki gospodarczej, ledwo dostrzegającej problemy społeczne i ludzi biedniejszych. Idee, które stawiają wyżej interesy międzynarodowych korporacji niż interesy własnego kraju. Idee, których realizacja w Polsce oznaczała olbrzymie bezrobocie i masową migrację zarobkową. Alaksandr Łukaszenka dosyć skutecznie straszy Białorusinów powtórzeniem w ich kraju terapii szokowej Balcerowicza i wykupowaniem białoruskiej własności przez zagraniczne koncerny. A Swiatłana Cichanouska wzmacnia ten strach, angażując się w inicjatywy zagorzałych obrońców planu Balcerowicza i zwolenników korporacyjnej polityki realizowanej przez brukselskie elity. Widząc działania liderów opozycyjnych, Białorusini powinni się dwa razy zastanowić, czy chcą w swoim kraju takiej polityki.

Białoruskie julki

Zaangażowanie białoruskich opozycjonistów w inicjatywy platformerskie to jedno. Ale inną kategorią jest współpraca niektórych Białorusinów z polskimi ruchami ze skrajnej lewicy. Oczywiście środowiska lewicowe, podobnie jak Platforma, są szczerze probiałoruskie. Ale w wypadku współpracy części działaczy białoruskiej opozycji nie może być mowy o nieświadomym poparciu dla idei głoszonych przez polską skrajną lewicę. Patrząc na charakter happeningów tych działaczy, w których ważną rolę odgrywają golizna i niecodzienne zachowania, można dojść do wniosku, że przesiąknęli oni lewicowym klimatem ideowym. A skrajna lewicowość spod znaku tęczy może zniechęcić zwyczajnych Białorusinów do opozycji jeszcze bardziej niż neoliberalizm. Alaksandrowi Łukaszence łatwiej będzie straszyć ruchami LGBT niż zachodnimi korporacjami.

Happeningi nawiązujące do lewicowej obyczajowości budzą też niesmak Polaków. Trudno więc oczekiwać, że przekonają one Białorusinów. Trzeba pamiętać, że nie po to nasi sąsiedzi chcą się pozbyć łukaszenkowskiego reżimu, aby wprowadzić w swoim kraju homomałżeństwa i ideologię gender. Białorusinom chodzi o wolność myśli i działania. A ideologia skrajnej, stawiającej na kwestie obyczajowe lewicy jest zaprzeczeniem wolności myśli i działania. Gdyby Białorusini trafili pod taką władzę, to mogliby zapomnieć o budowaniu narodowej tożsamości, z którą od lat walczy Alaksandr Łukaszenka. Przecież skrajna lewica chce zniszczyć wszelkie narodowe tożsamości i zastąpić je sztuczną tożsamością europejską, opartą na gloryfikowaniu mniejszości seksualnych, antyreligijnych i emigranckich.

Prawdziwi przyjaciele

Wielu polityków Platformy Obywatelskiej, tak samo jak wielu działaczy skrajnej lewicy, to osoby szczerze wspierające Białorusinów w walce o wolność. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w zaangażowaniu środowisk platformerskich i skrajnie lewicowych po stronie białoruskiej opozycji w grę mogą wchodzić też inne kwestie niż wsparcie jej dążeń wolnościowych. Zarówno Platforma, jak i lewica chciałyby po prostu wciągnąć Białoruś do scentralizowanej, rządzonej przez brukselskie elity Europy. Różnica jest taka, że Platforma widzi tę Europę jako neoliberalną, a skrajna lewica jako tęczową. A Białorusinów, którzy chcą wyrwać się spod buta Moskwy i postsowieckiego autorytaryzmu, raczej nie zadowoli trafienie pod but Brukseli i neoliberalnego czy też tęczowego autorytaryzmu.
Wolni Białorusini mają jeszcze jednak w Polsce innych przyjaciół niż PO i skrajna lewica. Obóz patriotyczny też chce pomóc Białorusinom w uzyskaniu wolności. Sam przecież staje dziś przeciwko antywolnościowym, centralistycznym zapędom brukselskich elit. Wolnych Białorusinów i polski obóz patriotyczny łączą antykomunizm, nieufność wobec Rosji Putina i odwoływanie się do demokratycznych tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jeśli więc białoruska opozycja chce mieć partnera, który będzie wspierał jej dążenia wolnościowe, a nie próbował narzucać liberalizm bądź ideologię LGBT, to powinna go szukać po prawej stronie polskiej sceny politycznej. 

Mińsk, Warszawa – wspólna sprawa

Chyba nigdy wcześniej interesy Polaków i Białorusinów nie były tak zbieżne. Sojusz rosyjsko-niemiecki, dopinany przy okazji budowy Nord Streamu 2, jest olbrzymim zagrożeniem dla suwerenności całego regionu. Jakby tego było mało, Moskwa przestała ukrywać, że chce ostatecznie podporządkować sobie Mińsk, Berlin zaś, że chce podporządkować sobie Warszawę. W takiej sytuacji Polacy i Białorusini tym bardziej powinni ze sobą współpracować. I to nie tylko przeciwko zakusom Rosjan i Niemców. Także przeciwko politykom bardziej prorosyjskim niż probiałoruskim, takim jak Łukaszenka, i politykom bardziej proniemieckim niż propolskim, takim jak Tusk. W tej sytuacji głównym kierunkiem współpracy białoruskiej opozycji powinien być obóz patriotyczny, a nie środowiska neoliberalne bądź tęczowe.

Zjednoczona Prawica od kilku lat realizuje politykę budowania suwerenności zarówno względem Moskwy, jak i Berlina. Jeśli więc Białorusini chcą się pozbyć rosyjskiego buta, ale nie trafić pod but niemiecki, powinni brać z tego przykład. Jeśli białoruskiej opozycji naprawdę zależy na wolnej Białorusi, to powinna poważnie przemyśleć, z kim chce ją tworzyć. 

 

Źródło:

Bartosz Bartczak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo