Po przegranej ze Słowacją. Pod zimnym prysznicem

Wypada uderzyć się we własne piersi i przeprosić za nadmierny optymizm, który zaprezentowałem w tym miejscu po ostatnim sparingu reprezentacji przed EURO 2020. Myślałem, że szarpana i nierówna gra biało-czerwonych z Islandią to wciąż rodzaj testu poszczególnych formacji przed kluczową imprezą. A może zasłona dymna? Niestety myliłem się. Dym się rozwiał i okazało się jak to często bywa, że polski król jest nagi. O ile to był w ogóle król.

Porażka z jednym z najsłabszych teoretycznie zespołów EURO pokazała słabe przygotowanie fizyczne Polaków, a co za tym idzie nienadążanie za rześkimi Słowakami. Pokazała, że nawet Robert Lewandowski bez efektywnych pomocników nic nie zrobi. Pokazała, że jednak Piotr Zieliński wciąż jest Piotrusiem Panem, a nie panem Piotrem. Pokazała też, że Grzegorz Krychowiak jest zupełnie bez formy i wystawianie go w składzie to igranie z ogniem. I należy zastanowić się, czy powierzenie numeru jeden Wojciechowi Szczęsnemu to najlepszy pomysł. Oczywiście za powyższe odpowiedzialność bierze Paolo Sousa. Zobaczymy, czy wyciągnie wnioski.

Przegraliśmy ze Słowakami, bo byliśmy słabsi. Teraz Hiszpania i Szwecja. Strach się bać.

 

Źródło:

#Euro 2020

Igor Szczęsnowicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo