IPN zbada miejsce niemieckich mordów

Pion śledczy gdańskiego IPN planuje badania w lasach w okolicy Piaśnicy (Pomorskie), gdzie jesienią 1939 r. Niemcy zabili i pochowali najprawdopodobniej 12-14 tysięcy osób, głównie Polaków. Śledczy chcą zweryfikować dotychczasowe dane na temat mordów

Waldemar Engler/wikipedia.org
Pion śledczy gdańskiego IPN planuje badania w lasach w okolicy Piaśnicy (Pomorskie), gdzie jesienią 1939 r. Niemcy zabili i pochowali najprawdopodobniej 12-14 tysięcy osób, głównie Polaków. Śledczy chcą zweryfikować dotychczasowe dane na temat mordów i mogił.

W lasach w pobliżu Piaśnicy zamordowani zostali przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji z terenu Pomorza, ale także pacjenci niemieckich szpitali psychiatrycznych. Niemcy pochowali ich ciała w zbiorowych mogiłach, których dokładna liczba i lokalizacja nie została do dziś ustalona.

Właśnie tej weryfikacji mają służyć badania, jakie planuje pion śledczy gdańskiego IPN, który od 2011 r. prowadzi podjęte na nowo śledztwo w sprawie masowych zabójstw w Piaśnicy.

Jak wyjaśnił szef pionu śledczego gdańskiego IPN Maciej Schulz, prokuratorzy zapoznali się już w postępowaniu z zeznaniami wielu świadków, pozyskali też wiele nowych dokumentów, m.in. z archiwów niemieckich. Mają nadzieję, że na postawie ukształtowania terenu i wyników ewentualnych prac sondażowych, uda się zlokalizować wszystkie mogiły ofiar niemieckich mordów. Badania mają zostać przeprowadzone wiosną, gdy stopnieje śnieg i odmarznie ziemia w lasach.

Dziesiątki masowych grobów

Dotychczas w Piaśnicy przeprowadzano dwukrotne badania. Pierwsze z nich i największe – połączone z ekshumacjami, miały miejsce w 1946 r. Jak napisała Barbara Bojarska w publikacji pt. „Piaśnica”, w ich trakcie natrafiono na 30 mogił, z których 26 przebadano. W kolejnych badaniach – wykonanych w 1962 r., jak pisze autorka natrafiono na kolejną mogiłę. Bojarska dodała, że według zeznań świadków masowych grobów mogło być jednak więcej – nawet 35.

Zacieranie śladów

Masowe egzekucje w lesie w Piaśnicy Niemcy rozpoczęli w połowie października 1939 r. i wg niektórych źródeł kontynuowali do kwietnia 1940 r. Szacuje się, że hitlerowcy zamordowali tam kilkanaście tysięcy osób, głównie przedstawicieli polskiej inteligencji - nauczycieli, wojskowych, urzędników, duchownych, działaczy społecznych i politycznych z Pomorza Gdańskiego, a także cudzoziemców - w tym pacjentów niemieckich szpitali psychiatrycznych przywożonych pociągami z III Rzeszy.

Dla zatarcia śladów zbrodni hitlerowcy sprowadzili więźniów z obozu koncentracyjnego Stutthof, którzy latem i jesienią 1944 r. musieli wydobywać ze zbiorowych grobów zwłoki ofiar i palić je. Trwało to kilka tygodni. Po wykonaniu tej pracy więźniów rozstrzelano, a ich ciała spalono i pochowano w lesie.

Dokumenty zaginęły

Wielu sprawców mordów w piaśnickich lasach zostało po II wojnie światowej osądzonych. W poszukiwaniu pozostałych winnych w kwietniu 1967 r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Gdańsku wszczęła śledztwo w tej sprawie. Po zgromadzeniu szeregu dowodów i wyjaśnieniu części istotnych okoliczności zbrodni, zostało ono zawieszone w 1975 r. We wrześniu 2011 r. postępowanie zdecydował się wznowić gdański IPN, którego prokuratorzy mają nadzieję ustalić nieznane dotąd okoliczności mordów, a także jak najpełniejszą listę ofiar.

- Już dziś wiemy, że będzie to bardzo trudne zadanie. Ze źródeł, do których dotarliśmy, wynika, że bardzo wiele dokumentów dotyczących zbrodni znalazło się po wojnie w różnych polskich instytucjach, ale dziś nie ma już po nich śladu. Wiemy np., że do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Wejherowie trafiła lista osób, na której znajdowali się najprawdopodobniej ludzie zakwalifikowani do stracenia, niestety dokument zaginął – powiedział Schulz.

Prokurator dodał, że także w nielicznych zachowanych dokumentach panuje bardzo duży chaos. - Jedna osoba potrafi np. kilkakrotnie pojawić się na jakiejś konkretnej liście pod nieco zmienionym nazwiskiem – wyjaśnił Schulz dodając, że dziś prokuratorzy dysponują listą około 300 osób, które z całą pewnością zginęły w Piaśnicy, a kolejnych kilkaset nazwisk czeka na zweryfikowanie.

W trakcie śledztwa gdańscy prokuratorzy natrafił m.in. na dokumenty mówiące, iż w czasie ekshumacji w 1946 r. wykonano bogatą dokumentację fotograficzną i natrafiono na ponad 200 przedmiotów należących do zabitych. Niestety, ślad po fotografiach i pamiątkach zaginął. Wiadomo, że trafiły one na przechowanie do Zarządu Okręgu Polskiego Związku Zachodniego w Gdańsku z siedzibą w Sopocie. Jednak w 1950 r. Związek Zachodni został zlikwidowany, a ostatnia wzmianka o przedmiotach pochodzi z grudnia 1948 r.

W październiku ub.r. IPN z zwrócił się z apelem do ludzi, którzy mogliby coś wiedzieć na temat losów zaginionych przedmiotów, niestety, do dziś nie ma odzewu na tą prośbę.

 

 

Źródło: niezalezna.pl,PAP

oa
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo