Kulisy EURO 2020. W Rosji najważniejszą reprezentacją jest... Ukraina

Po dwóch dniach spędzonych w Sankt Petersburgu śmiało można napisać, że dla Rosjan w tym turnieju liczą się tylko dwie reprezentacje - Rosja i Ukraina. Miłość miejscowych do tej pierwszej jest całkowicie zrozumiała. Nakręcanie negatywnych emocji w stosunku do tej drugiej wygląda jednak, jak zorganizowana i zaprogramowana na Kremlu akcja. 

Sankt Petersburg jest jednym z miast gospodarzy Euro 2020
fot. pixabay.com; twitter @Euro2020

Wideo ze Lwowa, gdzie kibice cieszą się porażki Rosji jest jednym z najbardziej akcentowanych i eksponowanych na rosyjskich stronach piłkarskich. „Nie klęknęli przed meczem, ale przed Belgami po meczu” - cytują ukraińskie media Rosjanie. Z Twittera wyciągane są wpisy anonimowych kibiców, którzy życzyli Rosji porażki 0:10, albo przypominające, że siedziba NATO znajduje się w Brukseli i nie jest to przypadek.

Kreml gra w swoją grę i nikogo to specjalnie nie powinno dziwić. UEFA, a wcześniej FIFA i MKOl powierzają Władimirowi Putinowi organizację największych sportowych imprez. Chciałoby się napisać, „nie zważając na protesty”, ale nie można, bo tak naprawdę to nikt przeciwko takiemu stanowi rzeczy nie protestuje. 

O koszulce Ukrainy z obrysem Krymu i hasłem „Sława Ukrainie! Bohaterom sława” pisze w Rosji każda gazeta i mówi każda telewizja. Przypomina się, że było to zawołanie UPA, co czyni tę koszulkę kontrowersyjną także dla Polaków. Za popieranie pomysłu z „upolitycznioną” (zdaniem UEFA i Rosji) koszulką dostało się nawet ikonie ukraińskiej piłki, selekcjonerowi Ukraińców - Andrijowi Szewczence. 

Wielki piłkarz, ale czy dobry trener?” - pyta w tytule championat.ru. Nieprzypadkowo, bo „Szewa” bronił, jak lew, koszulki, którą ostatecznie ocenzurowała UEFA. Rosyjskie media cytują dziesiątki Ukraińców, mieszkańców Charkowa, czy Odessy, gdzie mieszka mnóstwo rosyjskojęzycznych Ukraińców. Ich też ta koszulka ma obrażać. 

Rosyjscy reporterzy udali się do Bukaresztu oraz Amsterdamu i tam znaleźli kibiców, którzy pragną, żeby wróciła przyjaźń rosyjsko-ukraińska. I tak dalej, i tak dalej. Temat żyje, jest podkręcany w każdej gazecie, telewizji, radiu. 

Jest możliwe, że Rosja trafi na Ukrainę już w II rundzie, w Baku. To nie byłby jednak wielki problem dla UEFA. Europejska centrala będzie miała twardy orzech do zgryzienia, jeśli Ukraina zajmie trzecie miejsce w grupie i trafi się jej mecz w... Sankt Petersburgu. 

Tutaj sport od polityki już trudno oddzielić. 

 

Źródło: niezalezna.pl

#Ukraina #Rosja #Euro 2020

Artur Szczepanik
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo