Lekarze oceniają decyzję rządu. "Każdy widzi, jak to wygląda"

Wczoraj rząd ogłosił kolejne poluzowania obostrzeń sanitarnych, które dziś minister zdrowia określił mianem "totalnego otwarcia gospodarki". Decyzje dobrze przyjęli epidemiolodzy.

pixabay.com/imperioame

W czwartek premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosili kolejne poluzowanie obostrzeń epidemicznych od 13 czerwca. Wiele miejsc np. w hotelach czy kinach, będzie mogło być zajętych od początku wakacji w 75 proc. Na stadionach limit będzie wynosił 50 proc. Nie będą do tych limitów wliczane osoby zaszczepione.

Dzisiaj w TVP Info Adam Niedzielski określił poluzowania mianem "totalnego otwarcia gospodarki". Decyzje zostały przyjęte pozytywnie także przez epidemiologów.

Prof. Marczyńska: Limity traktowane elastycznie

- To przy liczbie szczepień w Polsce powoduje, że większość branż dostała już w zasadzie możliwość 100-procentowego wypełnienia. Społeczeństwo zresztą i tak traktuje obecnie limity w wielu miejscach dość elastycznie. Chyba każdy widzi, że nie obowiązują one już realnie w restauracjach czy transporcie. Dlatego kolejne poluzowania norm sanitarnych na okres wakacji nie dziwią. Doświadczenie z ubiegłego roku, gdy w miejscowościach turystycznych były tłumy, pokazuje, że latem nie wpłynie to raczej na pogorszenie wskaźników epidemicznych. Co będzie jesienią? To zależy od szczepień

 – powiedziała specjalistka chorób zakaźnych wieku dziecięcego, prof. Magdalena Marczyńska.

Dodała, że martwi ją, jak i innych członków Rady Medycznej, szczególnie duży procent niezaszczepionych seniorów.

- Nie ma obecnie w Polsce problemu z zapisami na szczepienia. Dlatego bardzo dziwi niechęć wielu osób starszych do tej formy profilaktyki. Nawet tragiczna liczba zgonów od początku epidemii nie podziałała na wyobraźnię – oceniła prof. Marczyńska.

Jej zdaniem osoby, które nie chcą się szczepić, muszą liczyć się jesienią z konsekwencjami tego stanu rzeczy.

- Wówczas, jeżeli sytuacja epidemiczna się pogorszy, a tak raczej będzie, to one będą grupą obejmowaną restrykcjami. Oby więc poluzowanie obostrzeń w wakacje nie spowodowało, że w ogóle zapomnimy jako społeczeństwo o konieczności szczepień

 – dodała prof. Marczyńska.

Latem w jej ocenie fikcyjne utrzymywanie administracyjnych rygorów i tak nie przyniosłoby pozytywnych efektów.

- Zbyt mocne i niedostosowane do realiów prawo powoduje tylko demoralizację. Poza tym obecnie niskie wskaźniki zachorowań po prostu pozwalają na otwieranie kolejnych branż – podsumowała lekarka. 

Prof. Matyja: Efekt sprzyjającej pogody

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja pytany był w TVN24 m.in. o to, czy to dobry czas na luzowanie obostrzeń związanych z przeciwdziałaniem rozprzestrzeniania się koronawirusa.

- Ja myślę, że bardzo dobry czas, że istotnie liczba zachorowań w Polsce spadła do bardzo niskiego poziomu, ale nie znaczy to, że wirus zniknął z naszego życia. Wirusa dalej krąży wśród nas. To, że mamy mniejszą liczbę zachorowań to efekt sprzyjającej nam pogody, zwiększyła się nasza aktywność na świeżym powietrzu (...)

 - mówił prof. Matyja.

W jego ocenie, należy odblokowywać powoli różne formy życia społecznego, gospodarczego.

- Podkreślam - to wszystko musi być wykonywane, zrobione pod warunkiem bardzo ścisłego monitorowania aktualnej sytuacji rozprzestrzeniania się nowych wariantów, nowych mutacji wirusa. My jesteśmy w sytuacji, gdzie od listopada nie mamy szefa Głównego Inspektoratu Sanitarnego kraju - przypomniał. Jego zdaniem, jest to sytuacja niezrozumiała.

- Kiedy mamy wirusa dalej, a priorytetem w każdym działaniu epidemiologicznym jest obserwacja aktualnej sytuacji, monitorowanie, zwłaszcza w szkołach, które są otwarte, zwłaszcza w miejscach większych zgromadzeń, jak dyskoteki, jak domy weselne - GIS powinien opracować natychmiast zalecenia, procedury bezpieczeństwa dla organizatorów tych spotkań

- podkreślił prezes NRL.

 

Źródło: niezalezna.pl, pap, TVN24

md
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo