Adam Niedzielski dla "Gazety Polskiej": Nie możemy jeszcze ogłosić sukcesu

- Pandemia stanowi traumę dla wszystkich pokoleń. Będzie powodowała, że pewne wzorce zachowań, ostrożność pozostaną na stałe. Przykładowo ewoluują zachowania, które przed pandemią były na porządku dziennym, na przykład interakcje społeczne takie jak wylewne powitania, przytulania, całowania. Teraz takich zachowań jest już zdecydowanie mniej - mówi w rozmowie z "Gazetą Polską" Adam Niedzielski, minister zdrowia.

fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Tomasz Sakiewicz: Panie Ministrze, w momencie, kiedy rozmawiamy, odnotowano w Polsce najniższy od dawna poziom zakażeń i niewielką liczbę zgonów. Epidemia więc słabnie. Potwierdziło się działanie elementów wpływających na poprawę sytuacji. Mam na myśli dużą liczbę osób, które mają przeciwciała po przechorowaniu, rosnącą liczbę zaszczepionych, a także lepszą pogodę. Czy to już koniec pandemii?

Adam Niedzielski: Bardzo chciałbym to stwierdzić, ale jeszcze tak nie jest. Rzeczywiście istotne znaczenie mają wspomniane przez Pana czynniki. Od ponad miesiąca sukcesywnie luzujemy kolejne obostrzenia, pozwalamy na coraz więcej i nie obserwujemy żadnych niebezpiecznych skutków. Prowadzimy badania, w ramach których na reprezentatywnej grupie sprawdzamy, jaka jest skala odporności społeczeństwa. Wynika z nich, że to około 60 proc., czyli taki odsetek osób posiada przeciwciała z powodu szczepienia czy przechorowania lub z obu tych powodów. Sezonowość bez wątpienia ma znaczenie.

Z drugiej strony codziennie otrzymujemy informacje o nowych mutacjach, pojawił się wariant wykryty w Wietnamie. Pod tym względem musimy się liczyć z zagrożeniem nagłego pojawienia się mutacji, która szybko się rozprzestrzeni i spowoduje większą zakażalność, a szczepionki przed nią nie uchronią w sposób efektywny. Na szczęście dostępne szczepionki chronią przed dotychczasowymi mutacjami. Jeżeli szczepienie nie wykluczy zachorowania, to z pewnością złagodzi przebieg choroby, zmniejszając jednocześnie ryzyko jej ciężkiego przebiegu. Z jednej strony rzeczywiście mamy korzystną sytuację, bo trzecia fala opadła. Z drugiej – musimy się liczyć z tym, że pewien poziom zakażeń będzie się tlił, więc istnieje ryzyko pojawienia się mutacji, która może przyspieszyć procesy pandemiczne. Nie można więc jeszcze ogłosić sukcesu.

Czy to oznacza, że z epidemią będziemy musieli żyć przez lata? Czy może okazać się, że pewne ograniczenia z nami pozostaną?

Sądzę, że będziemy mieli do czynienia ze scenariuszem podobnym jak w sezonie grypowym. Wydaje się, że nie nastąpi moment, w którym koronawirus odejdzie w zapomnienie, ponieważ będzie ewoluował. Prawdopodobnie dojdziemy do scenariusza, w którym zakażenia będą się pojawiały, ale nie będzie aż tak dużego zagrożenia dla zdrowia populacyjnego. Będziemy mogli więc przyzwyczaić się do myśli, że w otoczeniu istnieje coś niebezpiecznego, ale w mniejszej skali. Myślę, że koniecznych środków zabezpieczających będzie coraz mniej, ale pamiętajmy, że pandemia stanowi traumę dla wszystkich pokoleń. Będzie powodowała, że pewne wzorce zachowań, ostrożność pozostaną na stałe. Przykładowo ewoluują zachowania, które przed pandemią były na porządku dziennym, na przykład interakcje społeczne takie jak wylewne powitania, przytulania, całowania. Teraz takich zachowań jest już zdecydowanie mniej. Mamy bowiem doświadczenie, że to się wiąże z ryzykiem.

CZYTAJ CAŁY WYWIAD w najnowszym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska"!

 

Źródło: niezalezna.pl

#Gazeta Polska

Tomasz Sakiewicz
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo