Znany historyk, współautor słynnej książki „Wysadzić Rosję”, dr hab. Jurij Felsztyński w rozmowie z portalem niezalezna.pl przyznaje że będzie wśród ludzi, którzy nie uwierzą w śmierć Borisa Bieriezowskiego z przyczyn naturalnych. Felsztyński i Berezowski poznali się w 1998 r. w Moskwie.
 
Wersja o samobójstwie Borisa Bieriezowskiego przyszła z Rosji. Już nie wiadomo - czy od jakiegoś dziennikarza, czy od jednego z prawników, związanych z Bieriezowskim. Ona pojawiła się bardzo szybko. Szybciej, niż mogła przyjść jakakolwiek potwierdzona informacja z Londynu. Myślę, że wypowiem wspólną opinię ludzi, którzy znali Bieriezowskiego - z punktu widzenia psychologicznego jest trudno uwierzyć w wersję o samobójstwie. Bez względu na to, że Bieriezowski miał depresję. Bez względu na to, że on niewątpliwie był rozczarowany przegraną w sądzie w ub.r. z Romanem Abramowiczem. Jednak z trudem sobie wyobrażam, aby Bieriezowski mógł popełnić samobójstwo. Tym bardziej, że nawet w planie finansów w ostatnim czasie nie wszystko było źle. Zgodnie z informacją, którą posiadam, Wasilij Anisimow, jeden z rosyjskich oligarchów aluminiowych, któremu w swoim czasie nieżyjący już partner Bieriezowskiego Badri Patarkaciszwili pożyczył 300 mln dolarów, zgodził się zwrócić Bieriezowskiemu oraz wdowie Patarkaciszwili, Innie, 800 milionów dolarów. Co najmniej połowę tych pieniędzy musiał otrzymać Boris, więc nie patrząc na żadne długi, które trzeba było spłacać – prawnikom samego Bieriezowskiego, prawnikom Abramowicza, sytuacja prawdopodobnie nie była aż tak katastrofalna jak próbują ją pokazać rosyjskie media.

Potwierdzonej faktami informacji o tym, co było przyczyną śmierci Bieriezowskiego, na razie nie ma. Wiemy tylko, że ekipa sprawdzająca dom, w którym odkryto ciało, nie znalazła podejrzanych śladów. I może takowe nie zostaną znalezione. Jednak Londyn w ostatnim czasie stał się dosyć niebezpiecznym miejscem dla rosyjskich emigrantów. Wszystko zaczęło się od zabójstwa Aleksandra Litwinienki w 2006 r. Przy czym chcę przypomnieć, że kiedy Litwinienko został otruty, w ciągu dwudziestu trzech dni – do pierwszego listopada do 23 listopada 2006 r., uważano, iż Litwinienko umarł „z przyczyn niewyjaśnionych”. I dopiero 23 listopada udowodniono, że zmarł po otruciu radioaktywnym polonem. Więc nie spieszyłbym się teraz z wnioskami, lecz dałbym policji czas wyjaśnić co się stało.

Poza tym, chce przypomnieć, że 12 lutego 2008 r. w swoim domu w Londynie zmarł Badri Patarkaciszwili. Zmarł na zawał serca, mając 52 lata. Widziałem go cztery dni przed śmiercią. Wyglądał na absolutnie zdrowego i kwitnącego człowieka. Nie było żadnych wskazówek na to, że może mieć problemy z sercem. Jednak cztery dni później po naszym spotkaniu zmarł. Teraz pojawiła się wersja o tym, że w wyniku podobnego zawału, mógł umrzeć Bieriezowski.

Powtórzę, że nie spieszyłbym się z wnioskami. Ale także powiem szczerze, nawet jeżeli policja nie znajdzie niczego podejrzanego, nawet jeżeli poinformują nas o tym, że śmierć Bieriezowskiego nastąpiła z przyczyn naturalnych, zawsze pozostanie jakiś procent ludzi, którzy będą podchodzić do tej wersji z pewnym niedowierzaniem. I ja będą wśród tych ludzi.