Dla jednych będzie to polityczny kryminał, dla innych wspomnienia doświadczonego dziennikarza, jeszcze inni w księgarni ominą półkę z tą książką szerokim łukiem. I dużo stracą. Bo w książce „Partyzant wolnego słowa” Tomasz Sakiewicz dzieli się nie tylko wieloma analizami, ale i przewidywaniami. Zważywszy na fakt, że „Gazeta Polska” pisała o ważnych wydarzeniach często z dziesięcioletnim wyprzedzeniem, po książkę naprawdę warto sięgnąć.

Książka przybliża istotne dla Polski wydarzenia. Można odnieść wrażenie, że autor w przeważającej większości był ich uczestnikiem, a nie tylko bacznym obserwatorem. I nie wynika to tylko z subiektywnego wyboru haseł, jakiego dokonał Sakiewicz. Choć jedni ufają mu bezgranicznie, a inni, pisząc delikatnie, okazują mu pogardę, to jednak wiele o nim mówi np. to, że Radosław Sikorski tuż przed odwołaniem z funkcji szefa MON, a Andrzej Lepper na krótko przed śmiercią, poprosili go o prywatne spotkanie w dość tajemniczych okolicznościach. Przez lata tworzenia środowiska „Gazety Polskiej” zgłaszali się do niego poważni informatorzy, którzy często nie chcąc narażać się władzy, przekazywali mu niezwykle cenne informacje, jak choćby te o eksterytorialnych obszarach w Warszawie należących do Federacji Rosyjskiej. Są tu historie jak z dobrego kryminału, ale niestety i dramatu czy thrillera – np. gdy jego rozmówca tracił życie bądź palono mu dom. Im Sakiewicz był silniejszy, tym większe działa przeciwko niemu wytaczano. I nie chodzi tylko o dziennikarską konkurencję. Tak często otrzymywał wezwania do sądu, ABW i prokuratury, że bywało, iż terminy przesłuchań się pokrywały. Często nawet, by nie niepokoić najbliższych, nie informował ich o liczbie spraw karnych.

Środowisko, w którym pracuje, to ludzie z mocnym kręgosłupem, których, choć na wielu płaszczyznach, łączy jedno – troska o niepodległość kraju. Wynika to nierzadko z rodzinnych tradycji czy pamięci o swoich przodkach – często bohaterach AK. Dla kilkunastoletniego Sakiewicza Solidarność była jak powstanie narodowe. „Bez tłumienia strumieni krwi na ulicach, ale jednak niepodległościowe” – pisze.

Premierę książki zaplanowano w ramach obchodów 20-lecia tygodnika. „»Gazeta Polska« to przede wszystkim misja. To poczucie towarzyszy nam od samego początku. Istnieje coś takiego, jak testament Armii Krajowej, który stał się swoistą ściągawką, jak w warunkach niewoli zachować godność i walczyć o wolność. „Gazety Polskie” zresztą zawsze, już od XIX wieku, były wydawnictwami patriotycznymi” pisze Sakiewicz.

Dziś „Gazeta Polska” jest fundamentem szerszej grupy medialnej. Należą do niej miesięcznik „Nowe Państwo”, „Gazeta Polska Codziennie”, portal Niezależna.pl oraz telewizja internetowa Vod.gazetapolska.pl. Ale istnieje także coś więcej niż kolejne redakcje, które z powodzeniem działają na rynku prasowym. To kluby „Gazety Polskiej”, również poza granicami kraju – w Londynie, Filadelfii, Ottawie czy Wiedniu. A te, które działają w kraju, jak pisze Sakiewicz, „są w tej chwili największą w Polsce realnie działającą organizacją społeczną”. A przekonać się o tym można każdego 10. dnia miesiąca, gdy – nie tylko w naszej ojczyźnie – wychodzą na ulice miast, by czcić pamięć ofiar tragedii smoleńskiej i dopominać się prawdy. Ich siłę zobaczymy już niedługo, w trzecią rocznicę katastrofy.

Książka powstała przy dużym udziale i zaangażowaniu Katarzyny Pawlak, znakomitej dziennikarki działu krajowego „Codziennej”.

Dziś o godz. 18 w księgarni Traffic Club w Warszawie premiera książki „Partyzant wolnego słowa” Tomasza Sakiewicza. Podczas promocji przekazane też będą istotne informacje nt. TV Republika. Spotkanie poprowadzi Jan Pospieszalski. Każdy uczestnik dostanie… słoik szczawiu. Zapraszamy!