„Konfederaci” z Budką chcieli obalić gabinet Morawieckiego? „Mieli być w rządzie technicznym”

Głosowanie nad ratyfikacją Funduszu Odbudowy miało być okazją do przejęcia władzy przez opozycję. Przyznają to otwarcie autorzy artykułu w najnowszym Newsweeku, którzy swój tekst reklamują na okładce hasłem: „ Kulisy Spisku”. Według nich, w intrydze mieli m.in. brać udział politycy Konfederacji, którzy nie wykluczali poparcia dla rządu technicznego, a nawet mogliby w takim rządzie uczestniczyć. - W rządzie technicznym miała być Konfederacja - mówi polityk Lewicy.

Zdjęcie ilustracyjne
Autor: Tomasz Hamrat

4 maja Sejm uchwalił ustawę wyrażającą zgodę na ratyfikację decyzji o zwiększeniu zasobów własnych UE. Ratyfikacja tej decyzji przez wszystkie państwa członkowskie jest niezbędna do uruchomienia Funduszu Odbudowy po pandemii COVID-19. Za ratyfikacją opowiedziała się większość klubu PiS (oprócz Solidarnej Polski), a także Lewica, PSL i Polska 2050.

Zalążek "spisku"

Z uwagi na nieprzejednane (i zapowiadane od dawna) stanowisko polityków Solidarnej Polski, którzy zdecydowali, że nie poprą ratyfikacji, opozycja uznała, że może coś przy tej okazji ugrać. 

Pojawił się jednak zasadniczy problem, otóż każde z ugrupowań opozycyjnych chciało ugrać przede wszystkim coś dla siebie, a to z kolei spowodowało, że zabrakło koordynacji (a może także chęci) do podjęcia wspólnych działań, zmierzających do konstruktywnego wotum nieufności i w konsekwencji powołania tzw. rządu technicznego.

W tej politycznej rozgrywce wiodącą rolę odegrała Lewica, która postanowiła dogadać się z PiS i premierem Mateuszem Morawieckim w sprawie kształtu Krajowego Planu Odbudowy, czyli dokumentu opisującego sposób wydatkowania środków z Funduszu Odbudowy. Rząd zaakceptował propozycje Lewicy m.in. dotyczące dofinansowania szpitali powiatowych czy budowy 75 tys. mieszkań komunalnych.

Dlaczego Lewica poparła KPO? - odpowiedzi są co najmniej dwie. Po pierwsze stawiając swoje warunki Morawieckiemu, doprowadziła do złożenia przez rząd deklaracji, które wpisują się w istotną część jej programu socjalnego. Po drugie, Włodzimierz Czarzasty nie kwapił się do wcześniejszych wyborów. – Tak było rok temu, kiedy nie chciał rozmawiać z Gowinem, i teraz, kiedy chciał rozmawiać z Morawieckim – czytamy w tekście Tomasza Lisa i Dominki Długosz w najnowszym wydaniu Newsweek'a.

Poza tym, jak zauważają autorzy, cytujący anonimowych przedstawicieli Lewicy „dla Zandberga Platforma to jest większe zło niż PiS”. Według ich źródeł w Lewicy, rozmowy z PiS-em ws. KPO i w efekcie poparcia ratyfikacji Funduszu Odbudowy „odbyły się z inicjatywy Czarzastego”. – To on zadzwonił do Dworczyka z prośbą o umówienie spotkania.

Budka chciał porozumienia

Jednak pomysł na obalenie rządu Morawieckiego forsował Borys Budka, który chciał się dogadać z Ludowcami i Ruchem Hołowni. Brał również pod uwagę Lewicę, jednak z przyczyn, które opisaliśmy wcześniej nie udało mu się przekonać jej liderów.

Podobnie jak przed rokiem, Platforma próbowała wciągnąć w projekt Jarosława Gowina, ale jak podkreśla cytowany w materiale polityk PO, Porozumienie było sceptyczne. – Póki nie będzie zjednoczonej i przewidywalnej opozycji, to nie będzie żadnych rozmów – miał usłyszeć od „Gowinowców”.

Konfederacja nie mówi "nie"

Do tej sejmowej układanki w każdym wariancie brakowało głosów, więc „spiskowcy sondowali posłów Konfederacji”.

– Nie wejdziemy do żadnego rządu z Lewicą, ale kiedy przyjdzie do rozpatrzenia wniosku o konstruktywne wotum nieufności, będziemy się zastanawiać, czy poprzeć opozycyjnego kandydata na premiera

– miał brzmieć komunikat Konfederacji. Jak podkreślają autorzy artykułu, „nie było to zatem wyraźne NIE”.

O możliwej roli Konfederacji w obaleniu rządu Morawieckiego mówił także cytowany przez autorów Borys Budka i Krzysztof Śmiszek. – (…) podniosły się głosy, że nikt spoza PO nie może być szefem rządu [technicznego-red.], ale doszliśmy do wniosku, że szef PSL jest najbardziej do przełknięcia dla Lewicy i Konfederacji (…) – mówił Budka, opisując swoją rozmowę z zarządem Platformy.

Śmiszek pomysł na konstruktywne wotum nieufności nazwał „mrzonką”, podkreślając, że „w rządzie technicznym miała być Konfederacja, która chce odrzucenia Funduszu Odbudowy”. - To jak ten rząd techniczny miał przyjąć ratyfikację KPO – zastanawiał się polityk Lewicy. Jak zauważył, ewentualny nowy rząd też usiałby się dogadać z PiS. 


Aby Fundusz Odbudowy został uruchomiony, wszystkie państwa członkowskie muszą ratyfikować decyzję unijnych liderów o zwiększeniu zasobów własnych UE. Brak ratyfikacji tej decyzji wstrzymałby uruchomienie pakietu środków - zarówno z wieloletniego budżetu na lata 2021-2027, jak i Funduszu Odbudowy. Polska z unijnego budżetu i Funduszu Odbudowy ma otrzymać łącznie 770 mld zł.
Głosowanie za ratyfikacją Funduszu Odbudowy deklarowali jeszcze niedawno politycy Koalicji Obywatelskiej. Sam Borys Budka mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że burzy się w nim krew, gdy słyszy głosy, że „to [głosowanie nad ratyfikacją] szansa, by zagrać PiS-owi na nosie i doprowadzić do upadku rządu”.
Na początku grudnia Budka mówił z kolei, że „kiedy będzie trzeba ratyfikować ten nowy fundusz, tak bardzo potrzebny Polsce, będziemy wspierać ten rząd”.

 

Źródło: niezalezna.pl, Newsweek

#polityka #Polska #Sejm #konfederacja #PO #PSL #lewica #Polska 2050

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo