Wyzysk po polsku

Przestrzeganie praw pracowniczych nigdy nie było najmocniejszą stroną realiów społeczno-gospodarczych III Rzeczypospolitej. Jednak obecny kryzys i aspołeczna polityka rządu dodatkowo wzmagają negatywne procesy w tej dziedzinie.

Przestrzeganie praw pracowniczych nigdy nie było najmocniejszą stroną realiów społeczno-gospodarczych III Rzeczypospolitej. Jednak obecny kryzys i aspołeczna polityka rządu dodatkowo wzmagają negatywne procesy w tej dziedzinie.

Gdy firmy – państwowe i prywatne – tną koszty, pracownik zwykle znajduje się na samym dole hierarchii interesów. Wysokie bezrobocie, coraz powszechniejsze zatrudnianie w ramach umów cywilnoprawnych, wreszcie zarobkowanie w szarej strefie powodują, że rynek pracy zdecydowanie nie jest „przyjazny” pracownikom. Więcej – obecne realia stawiają często jedyną możliwą alternatywę: jakakolwiek praca lub jej brak. Albo emigracja zarobkowa. Jak podawał niedawno „Tygodnik Solidarność”, blisko 65 proc. młodych ludzi myśli o wyjeździe za granicę. Nic dziwnego. Przykład Anglii, gdzie Polki nie tylko mają pracę, lecz także zapewnione świadczenia socjalne na wyższym niż tutaj poziomie, pokazuje, dlaczego tak licznie wyjeżdżają. Szukają nie luksusu, ale szansy na udane związki i potomstwo w świecie, gdzie rzeczywiście istnieją perspektywy dla „przeciętnych ludzi”, a nie tylko szczaw i igrzyska.

Emigracja – wentyl bezpieczeństwa

Otwarte granice są chyba najtrafniejszym wytłumaczeniem faktu, dlaczego w Polsce wciąż nie doszło do społecznego wybuchu na dużą skalę. Emigracja to wentyl bezpieczeństwa, który pozwala władzy dryfować donikąd bez większych wstrząsów. Nie da się jednak w nieskończoność tłumaczyć pogarszającej się wciąż sytuacji „przeciętnego obywatela” propagandą medialną. W końcu ludzie zagonieni od świtu do nocy, walczący o utrzymanie stabilności finansowej i poziomu życia, jaki jest kulturowo akceptowalny i ekonomicznie zadowalający, widzieli i widzą na co dzień świat inny niż ten telewizyjny. Trzeba też wziąć pod uwagę, że niski udział w wyborach politycznych wskazuje, iż w Polsce żyje „milcząca większość”, która kompletnie nie jest zainteresowana własnym, nawet bardzo ograniczonym udziałem w życiu publicznym.

To nie jest zarzut wobec nikogo – to próba zrozumienia, co się dzieje z tą „milczącą Polską” i dlaczego jej wybory życiowe, wpływające na losy kraju, są takie, a nie inne. Czy wynikają z antyobywatelskiej postawy, czy z rozczarowań klasą polityczną? Czy są wciąż dziedzictwem Polski Ludowej, rezultatem złamania ducha Solidarności? Czy już przede wszystkim wynikają z atmosfery III RP? Choćby z niewiary w zmianę na lepsze. Poczucia, że pomimo deklaratywnie demokratycznego ustroju, formalnej równości wobec prawa itp. zwykły Polak znaczy niewiele: zarówno wobec własnego państwa, jak i wobec rynku. Suma poczucia bezsilności i krzywdy jednostek tworzy tę szczególną atmosferę atrofii społecznej, charakterystyczną dla państw postkolonialnych. A przecież sytuacja Węgier pokazuje, że można podejmować suwerenne wybory polityczne przy równoczesnym znacznym poparciu społecznym, nawet wbrew woli dominujących państw i instytucji finansowych Zachodu.

Postkolonialna praktyka

Wróćmy do kwestii „wyzysku po polsku”. Jego częścią, oprócz łamania praw pracowniczych, jest zdecydowana tendencja do utrzymywania jak najniższych płac, choć ma to negatywne przełożenie na siłę popytu „zwykłych portfeli”. Oczywiście, ani pomysły podniesienia płacy minimalnej, ani w ogóle idea wyższych pensji nie przemawiają do przedsiębiorców. Klasa polityczna, owszem, dba o wynagrodzenia, ale własne – sejmowe czy prezydenckie premie najlepszym tego przykładem. Warto przy okazji zwrócić uwagę, że także w sprawie płacy minimalnej istnieje „węgierski trop”. Prof. Mieczysław Kabaj przypomniał niedawno na łamach „Tygodnika Solidarność”: „Na Węgrzech rząd doszedł do wniosku, że trzeba podnieść płacę minimalną o 100 proc. Wszyscy ekonomiści krzyczeli, że to doprowadzi do katastrofy. Okazało się, że ten wzrost wynagrodzeń, które były bardzo niskie, doprowadził do wzrostu popytu, a wzrost popytu – do wzrostu zatrudnienia”. W Polsce jednak zbyt zakorzeniona wśród elit rządzących jest praktyka postkolonialna, która wątpliwą atrakcyjność lokalnej gospodarki opiera na taniej sile roboczej, łatwej do eksploatowania i rzadko upominającej się o swoje prawa.

Sygnał alarmowy dla społeczeństwa

Odpowiedzialność za brak przestrzegania praw pracowniczych nie leży wyłącznie po stronie pracodawców. Byłoby uproszczeniem traktowanie wszystkich jedną miarą. Problemem jest także działanie instytucji państwa, jego reprezentantów. Jeśli Państwowa Inspekcja Pracy wielu ludziom kojarzy się ze skorumpowanymi urzędnikami, z ustawianymi albo niedbale przeprowadzanymi kontrolami, to widzimy kolejną cegiełkę w stojącej byle jak konstrukcji III RP. To jeszcze jeden element świadczący nie tylko o politycznym, ale ogólnospołecznym problemie Polaków. Godzimy się na złe funkcjonowanie instytucji, na ich skorumpowanie, ponieważ doraźne interesy temu sprzyjają. A problemy i patologie systemu dostrzegamy wówczas, gdy państwo obraca się przeciwko nam. Myślę, że społecznie jest to nierzadko postawa bezrefleksyjna, ale politycznie może być rozgrywana z całym cynizmem. Beneficjenci Euro 2012 mogliby dużo o tym powiedzieć, ale w różnych wymiarach – niezbyt im się to opłaca. W każdym razie, w czasie kryzysu nawet młodzi, wykształceni z dużych miast zaczynają nazbyt boleśnie odczuwać opór materii i obecność kantów, co do których sądzili, że są tylko wymysłem opozycji, „moherowych beretów” i „życiowych nieudaczników”.

Kryzys dopiero się rozwija. Jego długofalowych efektów jeszcze zakosztujemy. Paradoksalnie – choć nie jestem piewcą idei „im gorzej, tym lepiej” – może właśnie to nawarstwienie problemów uświadomi Polakom konieczność politycznej zmiany. Strategie indywidualnego przetrwania są coraz bardziej kosztowne i zabezpieczają interesy coraz węższej grupy społecznej: kryzys ściąga w dół nawet klasę średnią, nawet tych, którzy sądzili, że wystarczy ambicja, zdolności i odpowiednie układy, by dobrze sobie radzić we współczesnej Polsce. Wyzysk pracowników, łamanie ich praw jest jeszcze jednym sygnałem alarmowym dla całego społeczeństwa, że źle się dzieje w kraju.
 

Autor jest redaktorem „Nowego Obywatela”, członkiem zespołu „Pressji”, felietonistą Deon.pl i portalu Plac Wolności

 

Źródło:

Krzysztof Wołodźko
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo