Przemysł aborcyjny w USA przerażony. Ważą się losy ważnej ustawy. W tle precedens z Roe vs Wade

Już niedługo Sąd Najwyższy USA (SCOTUS) rozważy sprawę łamiącej kompromis aborcyjny ustawy z Missisipi. Przemysł aborcyjny jest przerażony tym, że dzięki tej rozprawie uda się ograniczyć w USA zabijanie dzieci nienarodzonych. 

congerdesign/pixabay.com/service/license/

Aborcja na życzenie została zalegalizowana dzięki wyrokowi SCOTUS w sprawie Roe vs Wade. Był to jeden z najbardziej kontrowersyjnych wyroków w historii tego sądu, wiele osób twierdzi wręcz, że był to bardziej przykład sądowego aktywizmu. Sama Norma McCorvey, która w tej sprawie wystąpiła pod pseudonimem Jane Roe, szybko zaczęła żałować swojej roli w legalizacji zabijania dzieci i ostatnie lata życia spędziła jako aktywistka ruchu pro-life. Było już jednak za późno – kolejne rozprawy zezwoliły na niewielkie ograniczenia nakładane przez władze stanowe, ale z powodu utworzonego przez ten wyrok precedensu delegalizacja aborcji stała się niemożliwa, gdyż każda delegalizująca ją ustawa byłaby w świetle interpretacji SCOTUS niezgodna z konstytucją. 

W ostatnich latach Republikanie rozpoczęli jednak ostrą ofensywę w obronie życia. Jak informuje proaborcyjny Instytut Gutmachera tylko w 2021 roku politycy prawicy przedstawili ponad pół tysiąca ustaw i rozporządzeń utrudniających zabijanie dzieci, z czego ponad 60 weszło w życie. Wiele z nich w jawny sposób łamie obecny kompromis aborcyjny, który zezwala na wprowadzenie ograniczeń dopiero, kiedy dziecko jest w stanie przeżyć poza organizmem matki, czyli w 24 tygodniu ciąży. Na przykład, jak informowała dzisiaj Niezależna, gubernator Teksasu podpisał ostatnio ustawę delegalizującą aborcję na życzenie po 6 tygodniu ciąży. 

Tym, co budzi obecnie największe emocje jest jednak antyaborcyjna ustawa z Missisipi przyjęta w 2018 roku. Stanowi Republikanie zdelegalizowali wtedy aborcję po 15 tygodniu ciąży, robiąc wyjątek jedynie dla wypadków, w których ciąża zagraża życiu i zdrowiu matki lub w wypadku poważnej choroby dziecka. Rok później przyjęli jeszcze bardziej restrykcyjną tzw. ustawę o biciu serca, która zakazuje aborcji, jeśli da się wykryć bicie serca dziecka, czyli od ok. 6 tygodnia. Wcześniejsza ustawa jest jednak ważniejsza. Jedyna w tym stanie klinika aborcyjna podała ją bowiem do sądu. Sędzia federalny uznał, że jest niezgodna z konstytucją. Także sędziowie Sądu Apelacyjnego 5 Okręgu – uznawanego za jeden z najbardziej konserwatywnych sądów apelacyjnych w USA – stwierdzili, że narusza ona kompromis aborcyjny. W poniedziałek jednak SCOTUS ogłosił niespodziewanie, że w przyszłej sesji rozważy apelację stanu, która została złożona w zeszłym roku. 

Okazuje się, że taki rozwój wypadków wzbudził panikę aborcjonistów. Nancy Northup, przewodnicząca proaborcyjnego Centrum Praw Reprodukcyjnych zwróciła uwagę, że SCOTUS nie może uznać tej ustawy za zgodną z konstytucją bez odrzucenia głównych punktów Roe vs Wade. To z kolei może spowodować reakcję łańcuchową, z kolejnymi stanami rządzonymi przez Republikanów wprowadzającymi podobne lub bardziej radykalne ustawy. 

Stawka jest niesamowicie wysoka.
- ostrzegła. 

Wielu Republikanów przyjmujących antyaborcyjne ustawy nie ukrywa, że właśnie taki jest ich cel. Wiedzą doskonale, że przerażeni utratą zysków aborcjoniści będą zwracać się do sądów, aby je zablokować. Tylko SCOTUS może odwrócić precedens z Roe vs Wade i liczą na to, że którejś z kolejnych ustaw uda się doprowadzić do rozszerzenia kompromisu aborcyjnego. Ustawa z Missisipi jest kolejną, która może tego dokonać. 

Panika aborcjonistów jest tutaj całkowicie zrozumiała. Od wypracowania obecnego kompromisu SCOTUS raczej rzadko przyjmował na wokandę sprawy dotyczące aborcji, a jeśli już na nią trafiały, to bez wyjątku były uznawane za niekonstytucyjne. Pod koniec czerwca zeszłego roku sąd zajął się jednak ustawą z Luizjany, która wymagała od aborcjonistów załatwienia dla swoich „pacjentek” priorytetu w najbliższym szpitalu, gdyby „zabieg” spowodował komplikacje zdrowotne. Ostatecznie ta sprawa upadła, ale było bardzo blisko – czterech z dziewięciu sędziów uznało, że ustawa z Luizjany powinna obowiązywać. Przeważył głos nominowanego przez George'a W. Busha przewodniczącego SCOTUS Johna Robertsa, który zagłosował razem z sądową lewicą. W swojej opinii Roberts skrytykował jednak używany przez nich do oceny podobnych spraw test biorący pod uwagę ocenę efektów tej ustawy i stwierdził, że odrzucił ją z powodu wcześniejszego precedensu. 

Tym razem jednak sytuacja jest zupełnie inna. Ustawa z Luizjany przepadła bowiem dzięki głosowi skrajnie lewicowej Ruth Bader Ginsburg, największej zwolenniczki legalności aborcji w SCOTUS. Ta jednak zmarła trzy miesiące później a Donald Trump zdążył nominować na jej miejsce bardzo konserwatywną Amy Comey Barret, która nigdy nie ukrywała, że nie podoba jej się Roe vs Wade. Oznacza to, że nawet jeśli przy tej sprawie Roberts znów dołączy do lewicy, to głosy konserwatystów i tak przeważą. A jeśli SCOTUS uzna tę ustawę za zgodną z prawem, to inne prawicowe stany wprowadzą podobne. 

Geoffrey Stone, profesor prawa z uniwersytetu w Chicago uważa, że tak właśnie się stanie i że był to jedyny powód przyjęcia tej sprawy na wokandę. „Uważam, że jedynym powodem dla którego zgodzili się ją przyjąć jest to, że chcą ograniczyć Roe. A to jest sprawa, która daje im na to kolejną okazję” - powiedział portalowi The Hill. Zapytany o to, czy w razie zwycięstwa prawicy kolejne stany wprowadzą podobne odparł, że na sto procent. „To sprawa antyaborcyjna” - podkreślił - „Jeśli będą wiedzieć, że mogą wprowadzić to prawo i sprawić, że będzie działać, to na pewno to zrobią”. 

Pełna delegalizacja aborcji w USA raczej na pewno nie nastąpi w przewidywalnej przyszłości, ale upadek Roe vs Wade i przyznanie prawa do decydowania o jej legalności władzom stanowym znacznie ograniczy to zjawisko. W raporcie z 2019 roku Centrum Praw Reprodukcyjnych stwierdziło, że w razie upadku tego precedensu aborcja pozostałaby legalna, ale w 24 stanach i terytoriach zostałaby w znacznej części lub całkowicie zdelegalizowana, a w pięciu pozostałych znalazłaby się na krawędzi legalności. Już teraz 11 stanów przyjęło ustawy, które całkowicie zabraniają aborcji lub wręcz ją kryminalizują, które wejdą w życie w dniu upadku Roe vs Wade. 

Na efekty tej sprawy przyjdzie nam jednak jeszcze trochę poczekać. Ma ona bowiem trafić na wokandę w przyszłej sesji, jesienią. Biorąc pod uwagę jej potencjalnie gigantyczne konsekwencje sędziowie nie będą się z nią spieszyć, więc na wyrok poczekamy najprawdopodobniej do maja lub lipca przyszłego roku. 

 

Źródło: niezalezna.pl, AP, Fox News

#USA #pro-life #pro-choice #Sąd Najwyższy

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo