Zagłębie: komu zależy na zniszczeniu obiektu świadczącego o dwóch totalitaryzmach?

Zagłębiowski społecznik Zbigniew Wysocki ujawnia mało znaną historię Kazimierza Górniczego (dzielnica Sosnowca, stolicy Zagłębia), gdzie w czasie II wojny światowej byli więzieni jeńcy brytyjscy, a później działał sowiecki obóz pracy. Z prośbą o ich upamiętnienie zwraca się do władz Sosnowca, ale bez skutku. Przez rok. Mimo że jego inicjatywę wspierają m.in. poseł Prawa i Sprawiedliwości Ewa Malik, Piotr Ociepka, radny PiS z Sosnowca i Krzysztof Klebach, przewodniczący Klubu GP Będzin II. Prezydent Sosnowca, Arkadiusz Chęciński, (związany z PO) wyjaśnia: "Zagłębiowscy historycy badają sprawę"...

mat. prasowe

Piotr Wysocki ustalił, że z dawnego kompleksu obozowego przy ul. Anki Kowalskiej 31 (dawniej ul. Jasieńskiego) w Sosnowcu-Kazimierzu ocalał do dziś jeden budynek. (W pobliskiej dzielnicy Niwka działała filia obozu w Auschwitz, ale tam budynki się nie zachowały). Dlatego pan Zbigniew chce, by obiekt w Kazimierzu nie został zdewastowany i zniszczony. Walczy o to od prawie roku. 

- Jako mieszkaniec Sosnowca i zwolennik zachowania ostatniej pamiątki historycznej po obozie stalinowskim oraz repliki baraku obozu jenieckiego nazistów proszę o uratowanie go przed wyburzeniem. Obiekt jest odkryciem historycznym, a dla przyszłych pokoleń będzie świadectwem dwóch systemów totalitarnych. Posiadam wiedzę na temat tamtych mrocznych czasów, a IPN podejrzewa, że na terenie obozu chowano zmarłych. Jeśli barak zostanie zniszczony w Sosnowcu, stolicy Zagłębia nie zostanie już nic, co unaoczni tamten okres, nawet historia, której nie posiada tutejsze muzeum

- stwierdza Zbigniew Wysocki.

Całość obozu jenieckiego w Kazimierzu tworzyło m.in. 7 baraków, pomieszczenia dla zmarłych, ziemianka, staw, otoczone wysokim ogrodzeniem z bramą i 4 wieżyczkami strażniczymi. Sprawę bada Oddziałowe Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Katowicach. Potem katowicka Pracownia Terenowa Narodowego Instytutu Dziedzictwa.

- W "Arbeitskommando" E744 VIII B "Kasimirgrube" przebywają podczas II wojny światowej jeńcy brytyjscy zatrudnieni przymusowo na terenie kopalni. Po zakończeniu działań wojennych powstaje tu obóz pracy przymusowej działający w strukturach Dąbrowskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego w Sosnowcu

- tłumaczy Jan Kwaśniewicz, naczelnik Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa w Katowicach.

Wrogowie władzy ludowej

Pierwszy transport robotników przymusowych do zagłębiowskich kopalń i hut dociera do Zagłębia w październiku 1945 r. Liczy 1,5 tys. osób. Jak ustalili historycy w lipcu 1946 r. w Kazimierzu przy ul. Jasieńskiego było 213 więźniów. Obóz działał do końca 1949 r. 

- Ten obóz, podobnie jak i pozostałe utworzone przez Niemcy hitlerowskie na terenie całego województwa śląskiego zostają zaprzężone do sowietyzacji Polski. Przez niewolniczą pracę miały złamać opór i nieprzychylność Polaków względem nowych okupantów i narzuconej siłą mniejszościowej władzy komunistycznej. Były uzależnione od  powiatowych i miejskich delegatur Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Z pracy tych ludzi zyski czerpało UB. Oprócz jeńców wojennych - żołnierzy Wehrmachtu - moglibyśmy doszukać się tam: Ukraińców, Łemków, Ślązaków, powstańców i harcerzy śląskich, żołnierzy podziemia niepodległościowego i ich bliskich, czyli osób zdefiniowanych przez komunistów jako wrogowie i przeciwnicy ludowej władzy

- tłumaczy Krzysztof Klebach.

W Sosnowcu-Kazimierzu po 1949 r. baraki były wykorzystywane dla nowo werbowanych ochotników do pracy pod ziemią oraz na ośrodki pracy więźniów tworzone w latach 1951-54. Budynek przy Anki Kowalskiej 31 służył w latach 60. jako dom dla pracowników kopalni, potem korzystali z niego działkowcy. Obecnie stoi nieużytkowany.

Niestety społecznikom nie udaje się wpisać baraku na listę zabytków województwa śląskiego, co uchroniłoby go z mocy prawa - przed dalszą dewastacją. Powstał już po II wojnie światowej, więc nie można traktować go jako świadectwa obozu nazistowskiego. 

- Nie przeszkadza to jednak, by upamiętnić historię terenu poobozowego w inny godny sposób jako miejsca pamięci narodowej - podsumowuje Dorota Bojanowska z Instytutu Dziedzictwa Narodowego. 

Tu nie było getta!

Zbigniew Wysocki występuje kilkakrotnie do władz Sosnowca, których obowiązkiem jest dbanie o zachowanie dla przyszłych pokoleń historii miasta. Bez skutku. Zapytania w tej sprawie składają też m.in. poseł Prawa i Sprawiedliwości Ewa Malik i Piotr Ociepka, radny Rady Miejskiej w Sosnowcu, z PiS oraz Krzysztof Klebach, przewodniczący Klubu "Gazety Polskiej" Będzin II. Chodzi o upamiętnienie obozów jenieckich, getta (największe mieściło się w Sosnowcu - Środuli i sąsiadowało z tym w Będzinie-Kamionce, gdzie w wyniku działań okupanta śmierć poniosło prawie 50 tys. ludzi). Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca (związany z Platformą Obywatelską), odmawia utworzenia przy Anki Kowalskiej muzeum, bo miasto prowadzi już Pałac Schoena Muzeum w Sosnowcu, które upowszechnia wiedzę o historii, gromadzi i opracowuje zbiory m.in. z czasów okupacji. (O poobozowym baraku jednak nikt tam nie wiedział!) Poza tym w Sosnowcu w latach 1939-45 istniało 6 jenieckich podobozów, które były filiami obozów w Cieszynie i Opolu-Łambinowicach. Tym bardziej więc ocalenie budynku w Kazimierzu powinno być priorytetem dla władz miasta, zwłaszcza że powstanie placówki można sfinansować z programu ministra kultury i dziedzictwa narodowego "Miejsca pamięci i trwałe upamiętnienia w kraju" (jak proponuje poseł Malik po konsultacji z ministrem kultury Piotrem Glińskim). Zapytaliśmy o to w Biurze Prasowym UM Sosnowiec.

-Już w lipcu ub.r. podjęliśmy działania zmierzające do ustalenia prawdy historycznej dotyczącej sieci obozów, które działały na terenie miasta. Prowadzimy w tej sprawie korespondencję z IPN, sprawę bada również Instytut Zagłębiowski kierowany przez prof. Dariusza Nawrota, wybitnego specjalistę historii Zagłębia. W tej chwili toczą się prace nad kompleksowym upamiętnieniem wszystkich obozów działających na terenie Sosnowca

- tłumaczy Rafał Łysy, rzecznik prasowy UM w Sosnowcu, ale dodaje, że przy Anki Kowalskiej getta nie było.

Po kolejnych pismach radnego Ociepki, Miejski Zakład Usług Komunalnych w Sosnowcu - na wniosek prezydenta Sosnowca -zabezpieczy drzwi i okna w baraku przy Anki Kowalskiej 31. To ochroni budynek. Doraźnie, ale od czegoś trzeba zacząć.

 

Źródło: niezalezna.pl

#historia

Agnieszka Kołodziejczyk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo