Więcek i Koza o płycie "Niebo nad Berlinem": Połączyliśmy dwa światy - muzyczny i uliczny

Na naszej płycie połączyliśmy dwa światy, z których przychodzimy, nasze backgroundy - muzyczny i uliczny - powiedzieli saksofonista jazzowy Kuba Więcek i raper Koza. Ich wspólny album "Niebo nad Berlinem" ukaże się 21 maja.

Narodowe Centrum Kultury

Wasza współpraca wzięła się z tego, że obaj chcieliście odejść od dotychczas wykonywanych gatunków - Kuba od jazzu, Koza od rapu.

Koza: To był jeden z powodów.

Kuba Więcek: To było coś, co nas przyciągnęło w kosmosie. Kiedy zacząłem robić muzykę elektroniczną, napisałem do Kamila, bo czułem, że potrzebuję partnera do współpracy, a byłem wielkim fanem tego, co robi. Wiedziałem, że to musi być on.

Jakie znaczenie w tej historii ma Berlin?

K.W.: Kiedy do niego napisałem, Kamil był w Berlinie - tak jak ja. Spotkaliśmy się tam i tam powstał utwór "Bóg Niemoty".

Koza: Do miejsca nawiązuje też tytuł płyty "Niebo nad Berlinem". Oczywiście inspirował nas film Wima Wendersa. Miałem ten tytuł cały czas z tyłu głowy, choć przychodziły też inne.

Udało się wam odejść od dotychczasowych stylów? Bo jednak w utworach pojawia się rap.

K.W.: Dla każdego z nas było w tym projekcie wiele niecodziennych rzeczy, sytuacji mniej komfortowych, zupełnie nowych.

Koza: Wyjście ze strefy komfortu nie oznacza jednak czegoś niekomfortowego.

A co oznacza?

Koza: Na przykład ja uważałem, że nie potrafię śpiewać, a Kuba mówił mi, że dobrze to robię.

K.W.: Dla Kamila to były pierwsze kroki w śpiewaniu. Ja z kolei w swoich dotychczasowych zespołach byłem solistą, frontmanem, a tutaj musiałem odnaleźć się w roli akompaniatora, producenta muzycznego. Jednym z najważniejszych dla mnie zadań było stworzenie sytuacji, w której Koza będzie mógł przejść samego siebie.

Kuba, czy twój jazzowy background pomógł w tym projekcie czy raczej przeszkadzał?

K.W.: Wydaje mi się, że zdecydowanie pomógł, bo nasze kompozycje mają dużo wspólnego z tym, co robiłem wcześniej z moim trio. Już wcześniej zaczepiałem się lekko o elektronikę, a granie solówek na saksofonie zaczynało mnie trochę nudzić.

Chodzi o to, że rap wynika z jazzu?

Koza: Ja bym powiedział raczej, że słowo mówione. To, że decydujemy się na taką, a nie inną warstwę narracyjną, wynika z konkretnego podłoża muzycznego. Jest oczywiste połączenie między jazzem a hip hopem, który z jazzu wyrósł, ale myślę, że w naszym przypadku to było bardziej spotkanie poetyckie. Staraliśmy się przede wszystkim pokazać naszą wrażliwość. Dlatego powiedziałbym, że to jest poezja.

K.W.: Najbardziej jazzowy jest sposób powstawania tych utworów. Bo nagrywaliśmy te kawałki bardzo spontanicznie, najdłużej trwało to około trzech godzin. Spotykaliśmy się i pokazywaliśmy w muzyce to, kim jesteśmy danego dnia - spontaniczne decyzje, pierwsze wybory. Takie podejście ma dużo wspólnego z jazzem, z jamowaniem, z otwartością i akceptacją błędów.

Jak nawzajem się inspirowaliście? Mówicie, że macie podobną wrażliwość.

Koza: To oczywiste, że na przykład pokazywaliśmy sobie nawzajem muzykę, która nam się podoba. Rozmawialiśmy też o tym, jakie chcielibyśmy obrać podejście do przygotowywanego materiału. Opowiadaliśmy sobie w wszystkim, co danego dnia nam się przytrafiło i jak to odebraliśmy. Rozmawialiśmy dużo o emocjach, o tym, jak postrzegamy świat, ale też o różnicach między nami. Inspirowaliśmy się w bardzo ludzki, naturalny sposób.

K.W.: Dla mnie ważne we współpracy z Kamilem było to, że wkraczając w świat hip hopu i elektroniki bałem się, że moje pomysły jako awangardowego jazzmana mogą być zbyt zaskakujące, tymczasem było odwrotnie. Kamil był na wszystko bardzo otwarty i czasem miałem wrażenie, że to ja z naszej dwójki staram się to wszystko bardziej uprościć.

Jesteście z dwóch różnych światów. Kuba to wykształcony muzyk po studiach, a ty, Kamil, jak wspominałeś w wywiadach, rapem zająłeś się przez przypadek.

Koza: To prawda. Połączyliśmy te dwa światy, nasze backgroundy - muzyczny i uliczny.

K.W.: Dla mnie to bardzo ważne. Uwielbiam spotkania ludzi z różnych światów, osób, które mają inne spojrzenie na muzykę, inaczej ją czują. Kiedy czasem rzucam Kamilowi różne terminy muzyczne, on inaczej je rozumie, ale używa odniesień, które dla mnie bywają zaskakujące. Gdybym grał z osobą, która skończyła szkołę muzyczną, nie odkryłbym prawdopodobnie niczego nowego. Tutaj co chwilę czuję inspirujące zaskoczenie.

A pozamuzyczne inspiracje? Widzę na waszej płycie odniesienia do filmów.

Koza: Starałem się przeplatać swoją narrację motywami zaczerpniętymi od innych. Wydawało mi się to interesujące, że można użyć klimatu, atmosfery, którą wytworzył ktoś wcześniej i wrzucić je w swoją narrację, aby oddać to, co samemu czujesz. Dużo czerpałem z Jima Jarmuscha, a gdy idzie o literaturę przede wszystkim z Julio Cortazara. Bardzo mi zależało, żeby wyrazić - jakby to Gombrowicz powiedział - taką wsobność w tych tekstach - skupienie na wewnętrznym przeżywaniu świata. Dla mnie bardzo istotne jest to, że starałem się - że tak powiem - "wypodmiotowić" siebie z tej rzeczywistości - jednocześnie pokazać, co odczuwam, i patrzeć w obiektywny, opisowy sposób na rzeczywistość. Raperzy cały czas nawijają, że są najlepsi, ciągle mówią: ja, ja, ja, moje ego. Chciałem namalować słowami obraz i opisać to, co widzę.

W jakim momencie waszych dróg artystycznych jesteście?

K.W.: Teraz pracujemy nad premierą koncertową tej płyty. Zaprosiliśmy do naszego zespołu pianistę Grzegorza Tarwida oraz perkusistę Jana Młynarskiego. Już za niedługo będzie można nas usłyszeć m.in podczas festiwalu Tauron Nowa Muzyka w Katowicach. Równolegle pracuję nad nowym albumem ze swoim trio z gościnnym udziałem Pauliny Przybysz. A poza tym staram się prowadzić spokojne życie.

Koza: A ja nasz projekt traktuję jako początek czegoś więcej. Gram z ludźmi, którzy są bardzo doświadczonymi muzykami i codziennie się uczę, odkrywam rzeczy, których nie widziałem wcześniej.

K.W.: Kamil nie ma zbyt wiele doświadczenia grania z żywymi muzykami i jest zupełnie świeżą kartą. Ma szanse pójść w zupełnie nowym kierunku. To że jest on z zupełnie innego świata muzycznego jest dla nas bardzo dużą inspiracją. Jak damy dziecku ołówek, żeby coś narysowało, może nas zaskoczyć. To jest ta świeżość, którą Kamil wprowadza.


Jakub Więcek (ur. 1994) - saksofonista i kompozytor jazzowy. Jego album "Another Raindrops", nagrany z Michałem Barańskim i Łukaszem Żyłą, ukazał się w legendarnej serii Polskich Nagrań "Polish Jazz" jako pierwszy od 28 lat debiut, w dodatku najmłodszego w jej historii twórcy. Koncertuje m.in. z Piotrem Orzechowskim, Marcinem Maseckim i Kamilem Piotrowiczem.

Koza (Kamil Białaszek ur. 2000) - reper, debiutował albumem "Mystery Dungeon" w 2019 r. W zeszłym roku ukazała się jego płyta "PATOLOGYA". 

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo