Ukraińskie śledztwo w sprawie korupcji Nowaka utknęło. Media wskazują na polityczne koneksje

Na Ukrainie sprawa Ukrawtodoru, państwowej agencji drogowej, na której czele stał Sławomir Nowak, na razie koncentruje się tak naprawdę na jednej osobie, właścicielu firmy Altkom - przekazał polskim mediom Ołeksa Szałajski z ukraińskiego portalu Naszi Hroszi. Według redakcji walczącego z korupcją portalu sprawa Nowaka może być celowo wyciszana, a problemem dla śledczych są powiązania części oskarżonych z częścią administracji prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego.

Sławomir Nowak
Patryk Lubon / Gazeta Polska

Ogromne łapówki dla Nowaka

Dosyć trudno jest konkretnie podsumować dotychczasowy przebieg sprawy, możemy tylko opierać się o to, że figurują w niej przedstawiciele dwóch firm: Altkom i Onur

 - powiedział Szałajski, proszony o streszczenie dotychczasowego przebiegu na Ukrainie sprawy dotyczącej Ukrawtodoru, państwowej agencji budującej drogi, na której czele stał były polski minister transportu Sławomir Nowak. Altkom to firma ukraińska, a Onur - turecka z ukraińskim przedstawicielstwem.

W kwietniu Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) poinformowało, że ukraiński biznesmen podejrzany jest o wręczenie w latach 2017-2019 575 tys. dol. i 70 tys. euro łapówek ówczesnemu kierownikowi Ukrawtodoru Nowakowi. Według komunikatu w zamian za nielegalne korzyści Nowak miał pomóc firmom podejrzanego w uzyskaniu przedłużenia kontraktu na budowy odcinków dróg Kijów-Odessa, które były finansowane ze środków Europejskiego Banku Rekonstrukcji i Rozwoju.

Ponadto szef Ukrawtodoru "nie zauważył" naruszenia grafiku robót przez firmy podejrzanego, co pozwoliło mu uniknąć ponad 9 mln euro kary

 – napisano w komunikacie.

Później serwis Naszi Hroszi podał, że podejrzany o wręczenie łapówki to właściciel firmy Altkom, jeden z weteranów na rynku.

Zajęli się tym, co dawał, nie tym, co brał

"Na razie wszystko tak naprawdę koncentruje się na jednej osobie - właścicielu firmy Altkom. Sąd nikogo więcej nie pociągał do odpowiedzialności" - zaznaczył w rozmowie z polskimi mediami Szałajski, założyciel i redaktor portalu Naszi Hroszi. Jak przekazał, dotychczas do sądu skierowano jedynie dowody właśnie przeciwko tej ukraińskiej firmie, a wobec szefa przedsiębiorstwa zastosowano środek zapobiegawczy.

Według Szałajskiego twardych dowodów - przelewów z kont firmy na konta osób fizycznych - które śledczy przedstawili w sądzie przeciwko Altkomowi, jest niewiele, bo sumy te są "niezbyt duże", kilkadziesiąt tysięcy euro, a Altkom utrzymuje, że nie były to łapówki, tylko wynagrodzenie.

Jeśli chodzi o wyższe sumy, o których była mowa, setki tysięcy dolarów, to są one oparte o zeznania; możliwe, że śledczy mają też poważniejsze dowody, ale jeśli tak nie jest, to daje to tej firmie dużą możliwość walki

- dodał.

Sprawę Turków przemilczają przez koneksje?

"Nie rozumiemy, dlaczego do sądu nie przekazano sprawy firmy Onur. Wiemy, że w organach ścigania jest jakiś wewnętrzny konflikt dotyczący tego" - zauważył. "Nasza dziennikarska hipoteza zakłada, że w ostatnim czasie przedstawiciele tureckiego Onur zbliżyli się do administracji prezydenta Zełenskiego i możliwe, że to w jakiś sposób wpływa na zmniejszenie na nich nacisku ze strony organów ścigania" - mówił. Według niego "detektywi NABU mają wystarczające dowody, by skierować sprawę wobec Onur do sądu".

O ile się orientuję, w ostatnim czasie trochę się rozluźniła współpraca między Ukraińcami i Polakami. Półoficjalna przyczyna: efektywną współpracę utrudniał Covid. Ja osobiście mam do tego sceptyczny stosunek. Wydaje mi się, że Ukraińcy trochę opóźniali swoją pracę

 - wskazał dziennikarz śledczy. W jego opinii w ukraińskich organach śledczych są dwie grupy: jedna, która chce efektywnie przeprowadzić śledztwo w tej sprawie i pociągnąć odpowiednie osoby do odpowiedzialności, a druga obserwuje, w jaki sposób reagują na to politycy. "Wydaje mi się, że ta druga grupa jest niestety trochę większa" - dodał.

"Podczas gdy w Polsce nacisk na polskiego figuranta może być czy jest odbierany jako nacisk polityczny, na Ukrainie jest na odwrót: ludzie, którzy w niej figurują, są w politycznej łasce (...) to nie za bardzo sprzyja śledztwu" - twierdzi Szałajski. Według niego w ostatnim czasie na Ukrainie utworzył się tzw. kartel firm, które zagarnęły największe drogowe przetargi i obie firmy figurujące w sprawie Ukrawtodoru należą do niego.

Ta sprawa nie jest głośna na Ukrainie - ocenił redaktor i zaznaczył, że "gdyby był to ukraiński szef Ukrawtodoru, byłoby o tym głośniej". Ludzie czekają na jakieś głośniejsze historie, z urzędnikami z wyższych szczebli - dodał. "Na początkowym etapie, kiedy w Polsce zatrzymano Nowaka, zaczęło się mówić o tym, ale im dłużej trwa ta historia, tym mniej jest zainteresowania" - zauważył. "Dopóki nie będzie jakiegoś prawdziwego przełomu w sprawie, społeczeństwo nie będzie na to reagować, a to niestety rozwiązuje ręce tym przedstawicielom organów ścigania, którzy chcieliby, aby sprawa się przeciągała" - wskazał.

O Nowaku mówili źle

Pytany o to, jakie skutki może mieć sprawa Ukrawtodoru, stwierdził, że figuranci mogliby w ramach procesu ujawnić szczegóły funkcjonowania schematów korupcyjnych przy budowie i remoncie dróg na Ukrainie.

Podkreślił, że zagraniczny menedżerowie są zatrudniani na Ukrainie od dawna, ale w ostatnim czasie kraj - według niego - zaczął ich lepiej weryfikować.

Kiedyś była taka tendencja, że mianowano na stanowisko jakiegoś obcokrajowca i uważano to za panaceum, ale w ostatnim czasie, jakoś w ostatnich dwóch latach, patrzy się na profesjonalizm i background danej osoby

- zaznacza.

Kiedy przyjechał tutaj Nowak, który ma taki bardzo specyficzny background, ogólny trend tekstów na jego temat podczas jego nominacji był raczej negatywny niż pozytywny

 - zauważył Szałajski. Podkreślano, że na stanowisko szefa Ukrawtodoru, "jedno z potencjalnie najbardziej skorumpowanych stanowisk", postawiono osobę z niezbyt nienagannym tłem. "To, że to tak się zakończyło (w sprawie Nowaka) nikogo nie zaskoczyło" - ocenił.

Naszi Hroszi (Nasze Pieniądze) to ukraiński portal, który zajmuje się śledzeniem korupcji wśród ukraińskich urzędników państwowych.

W Polsce, Sławomir Nowak, były minister transportu w rządzie Donalda Tuska, jest podejrzany o popełnienie kilkunastu czynów korupcyjnych, w tym przyjmowanie łapówek za przyznawanie kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. 12 kwietnia Nowak opuścił areszt w Warszawie - w którym przebywał od lipca ub.r. - po tym, jak Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił wniosek prokuratora o przedłużenie aresztu o kolejne trzy miesiące.


Nowak został zatrzymany w lipcu 2020 roku przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Z ustaleń Polskiej Agencji Prasowej wynika, że zarzuty korupcji dotyczą nie tylko czasów, gdy pracował na Ukrainie, ale także tych, gdy był szefem gabinetu premiera Tuska. Chodzi o przyjmowanie korzyści majątkowych (w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych) od Wojciecha T., byłego wiceprezesa PGE i Energi za pośrednictwem Leszka K. Nowak miał także - według śledczych - przyjąć blisko 200 tys. zł w latach 2012-2016 od byłego prezesa PKN Orlen Dariusza K. za pośrednictwem "osoby trzeciej". Media dowiedziały się, że "osoba trzecia" miała przekazywać Nowakowi co miesiąc 3,5 tys. zł od byłego prezesa Orlenu.

 

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

#Sławomir Nowak #Ukrawtodor #Ukraina #korupcja #afera Nowaka

Mateusz Tomaszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo