Uczestnicy II Wielkiego Wyjazdu na Węgry minęli już Radom. ok. 18 pociąg powinien przyjechać do Warszawy.

-
 Sprawa trafi do prokuratury. PKP zapewniło warunki niebezpieczne dla podróżujących – relacjonuje Ryszard Kapuściński prezes klubów „GP” . 

- Dwa wagony nie mają hamulców, zaczęły się palić. Musieliśmy podjąć decyzję, czy siedzimy tam pod Budapesztem i zamarzniemy, czy jedziemy bez hamulców. Kolejarze podjęli decyzję, że jedziemy – dodaje.

- Niektóre wagony miały o dwa tygodnie przedłużoną gwarancję, po to tylko żeby je podpiąć i mogły jechać do Budapesztu. Po powrocie mają być zezłomowane. Będziemy domagać się zwrotu pieniędzy. Zgłosimy również tą sprawę do prokuratury –powiedział portalowi niezalezna.pl Ryszard Kapuściński.

- Pociąg miał 6 godzin opóźnienia. W niektórych wagonach padły systemy hamulcowe i trzeba je było wyłączyć. Przez całą noc wiele osób nie miało ogrzewania, niektórzy pozostawiali swoje bagaże i ściskali się w pozostałych ciepłych przedziałach co utrudniało sen. Jesteśmy zmęczeni i wykończeni - relacjonuje na bieżąco Katarzyna Pawlak, dziennikarka GPC, jadąca pociągiem z Węgier. Jak dodaje najbardziej szkoda jest dzieci i osób starszych, dla których ta sytuacja jest najcięższa.

- Jedzie też z nami też dziewczyna w 8 miesiącu ciąży. Ktoś z innego wagonu chciał dać jej swój koc, który stał się dobrem mocno deficytowym. Konduktor przyłapał przemytnika na gorącym uczynku. Jak mi tłumaczył: zgodnie z przepisami ilość kocy i pościeli w każdym wagonie musi się zgadzać i nie można ich roznosić swobodnie po pociągu. Doszło do kuriozalnej sytuacji, w której trzeba było przemycać koce i się z nimi przemykać przez zimny i ciemny pociąg. Gdybym tego nie widziała na własne oczy ciężko byłoby mi w to uwierzyć. Kompletny absurd dorównujący narracją dziełom Mrożka czy Bareii. Tylko nikomu nie jest do śmiechu - mówi Katarzyna Pawlak. 

Wczoraj w wyniku awarii lokomotywy uczestnicy II Wielkiego Wyjazdu na Węgry nie mogli kontynuować podróży powrotnej. Wracając do Polski utknęli pod Budapesztem. Gdy tylko pociąg wyjechał z Budapesztu, awarii uległa lokomotywa. Ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne, a przede wszystkim z powodu dużego mrozu ruch był sparaliżowany.

Jednym ze skutków awarii lokomotywy był poważny problem z zasilaniem, a przede wszystkim brak ogrzewania. Uczestnicy Wielkiego Wyjazdu na Węgry musieli całą noc czekać aż zostanie podstawiona nowa lokomotywa.

- Przez całą noc nie było ogrzewania. Pociąg miał 6 godzin opóźnienia. W niektórych wagonach po tym jak wyruszyliśmy nadal nie było ogrzewania a w kilku wagonach padły systemy hamulcowe i trzeba je było wyłączyć. Jesteśmy zmęczeni i wykończeni - relacjonuje na bieżąco Katarzyna Pawlak, dziennikarka GPC, jadąca pociągiem z Węgier. 

Mimo fatalnych warunków uczestnicy wyjazdu cieszą się, że już najgorsze za nimi. - To żaden wysiłek przylecieć na miejsce w luksusowych warunkach. To co ma wartość musi kosztować - powiedziała pani Barbara z Warszawy.



- Przepraszamy wszystkich pasażerów powracających dziś w nocy z Węgier. Reklamacje związane z opóźnieniem pociągu oraz warunkami podróży zostaną przez nas potraktowane priorytetowo. Wyciągniemy także konieczne konsekwencje - PKP Intercity przesłało na adres redakcji wyjaśnienie.

- Brak ogrzewania w pociągu był spowodowany defektem węgierskiej lokomotywy. Jednocześnie zapewniamy, że nasze wagony tworzące skład miały aktualne rewizje i przeglądy, a pociąg miał odpowiednią masę hamowania. Zleciliśmy audyt stanu technicznego pociągu. Szczegółowa rewizja zostanie przeprowadzona natychmiast po wjedzie składu na teren Zakładu Centralnego w Warszawie - czytamy w komunikacie PKP Intercity.