Bezpieczeństwo energetyczne Polski

Narzucona przez unijną politykę przeciwdziałania zmianom klimatu rewolucja w polskiej energetyce oznacza odejście od taniego lokalnego surowca, jakim był węgiel kamienny, na rzecz źródeł odnawialnych. Niezbędnym do osiągnięcia czynnikiem zmian jest suwerenność energetyczna kraju możliwa do osiągnięcia dzięki dywersyfikacji dostaw, a także źródeł energii.

Jeszcze 10 lat temu węgiel kamienny uznawany był za jeden z podstawowych surowców energetycznych świata na długie lata. Światowe Forum Energii szacowało jego zasoby na 860 mld ton, z czego na Europę przypadała 1/4. Polska miała udział w tym rynku na poziomie 2 proc. Zasoby węgla brunatnego i czarnego miały wystarczyć na 200–250 lat. Niezmiennie od półwiecza węgiel odpowiadał też za blisko 30 proc. wytworzonej energii na świecie, w Europie, trzecim pod względem wielkości konsumencie energii, za 22 proc., natomiast w Polsce za 63 proc., a za wytwarzanie energii elektrycznej w ponad 90 proc.

Czarne na zielone

Miało to swoje złe i dobre strony. Uzależnienie od węgla paradoksalnie oznaczało też, że nasz kraj jest najmniej zależnym państwem w Europie, obok Danii, od importu energii. Import zapewniał mniej niż 20 proc. zapotrzebowania, wobec 53 proc. jako średniej unijnej. Polska była jednym z wiodących producentów surowca, plasując się w pierwszej dziesiątce, między Kazachstanem a Kolumbią, skąd także płynął węgiel do Europy.

Wszystko zmieniło się podczas ostatniej dekady, gdy na skutek gigantycznego lobbingu sektora tzw. zielonej energii, lewicowych polityków oraz aktywistów ekologicznych walka z dwutlenkiem węgla jako największą trucizną doprowadziła do postulatu dekarbonizacji gospodarki. Polska skapitulowała jako ostatnia. Jeszcze podczas szczytu klimatycznego w Katowicach w 2018 r. politycy partii rządzącej przekonywali o zaletach węgla i innowacyjnej strategii naszego kraju w walce z globalnym ociepleniem, polegającej na rozszerzaniu leśnych areałów pochłaniających CO2. Od zeszłego roku rodzimi politycy mówią już takim samym głosem, jak ich koledzy z Brukseli, a ich usta są pełne biurokratycznej nowomowy w stylu: „zrównoważony rozwój”, „sprawiedliwa transformacja”, „ambitne cele klimatyczne” itd. Do Polski zaczęły płynąć miliardy euro, rynek zaczął dryfować w stronę, którą wyznaczyły kraje zachodniej Europy.

W 2020 r., po raz pierwszy w historii naszego kraju, udział węgla w miksie wytwórczym spadł do poziomu mniejszego niż 70 proc. Wzrósł udział energii odnawialnej i gazu. Wzrosła jednak rola importu. Ceny energii dla konsumentów rosły najszybciej w Unii Europejskiej. Według Eurostatu w II połowie 2020 r. płaciliśmy za prąd 9,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Warto zauważyć, że istotnym składnikiem cen energii są podatki. W przypadku energii elektrycznej to aż 40 proc. ceny, w przypadku gazu ziemnego – niewiele mniej.

Transformacja u bram

W Polsce wzrastające ceny surowca, wzrost cen uprawnień do emisji CO2 na rynku, rosnące koszty produkcji doprowadziły do spadku wolumenu energii uzyskiwanej z węgla kamiennego do poziomu 158 TWh, co oznacza 4 proc. mniej niż w 2019 r. Rekordowy był za to import. W ten sposób uzyskaliśmy 13,3 TWh, czyli 8 proc. rocznego zapotrzebowania. Produkcja z odnawialnych źródeł energii to obecnie 28 TWh. Tutaj prym wiodą panele słoneczne i wiatraki. 10 proc. w miksie energetycznym stanowi gaz ziemny. Spadł import surowca z Rosji z 80 do 44 proc. Wciąż jest to jednak zbyt duże uzależnienie, abyśmy je mogli akceptować ze względów strategicznych.

To dopiero preludium do tego, co będzie działo się w państwowej energetyce. Według założeń strategii energetycznej dla Polski na lata 2021–2040 całkowite nakłady na transformację sięgną kwoty 1,6 bln zł. Zmiany w sektorze wytwarzania energii pochłoną 320–342 mld zł, z czego 80 proc. zostanie przeznaczone na inwestycje w OZE i energetykę jądrową. Najbardziej kosztowne będą zmiany w sektorze paliwowo-energetycznym. Nie ma także dobrych wiadomości dla konsumentów. Część kosztów funkcjonowania rynku mocy odbije się na wyższych rachunkach za prąd.

Cele są naprawdę ambitne. Udział węgla w koszyku energii ma spaść do poziomu 37–56 proc. w 2030 r. i 11–28 proc. dziesięć lat później. Już za niespełna dekadę udział OZE ma wzrosnąć do co najmniej 32 proc. Tutaj też należy wspomnieć, że swoje dokładają indywidualni konsumenci. Świadczą o tym coraz częściej montowane panele fotowoltaiczne na dachach domów jednorodzinnych. Energetyka jądrowa to pieśń przyszłości. Jej debiut przewidziany jest dopiero na 2033 r. Planowana jest budowa sześciu bloków o mocy 6–9 GW.

Podstawą bezpieczeństwa energetycznego ma być także dywersyfikacja źródeł i dostaw energii oraz dobra współpraca z państwami regionu Morza Bałtyckiego. Uruchomiony rurociąg Baltic Pipe łączący nasz kraj z Danią i Norwegią oraz rozbudowa terminalu LNG w Świnoujściu i pływającego terminalu w Zatoce Gdańskiej uniezależnić Polskę od importu niebieskiego paliwa z Rosji.

W przypadku gospodarstw domowych konsumenci indywidualni będą przyłączani do zbiorczej sieci ciepłowniczej na rzecz całkowitego wyeliminowania węgla używanego do ogrzewania mieszkań i domów do 2030 r. w miastach i do 2040 r. na terenach wiejskich. Produkcja węgla kamiennego w kopalniach ma zostać definitywnie zakończona przed 2050 r.

Bezpieczna Polska

Przechodząc do meritum: jak zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski w procesie transformacji? To niełatwe zadanie, mając na uwadze przymusową dekarbonizację. W wymiarze zewnętrznym należy sobie zapewnić dostęp do źródeł energii, posiadać kompatybilną infrastrukturę energetyczną i być elastycznym. W wymiarze wewnętrznym mieć własne niezawodne zasoby do ciągłej produkcji i dystrybucji taniej energii. Aby to osiągnąć, konieczna jest modernizacja i ciągłe inwestycje infrastrukturalne. Pomóc ma dywersyfikacja źródeł energii oraz dobra współpraca międzynarodowa z państwami przyjaznymi Polsce. Konkurencyjność powinna ustabilizować rynek cen, co jest niezmiernie ważne dla całej gospodarki.

Wydaje się, że w przyjętej strategii można osiągnąć zakładane cele. Przede wszystkim przez następne dziesięciolecia Polska mimo wszystko zachowa swoją specyfikę i wykorzysta dostępne zasoby najtańszego lokalnego surowca energetycznego, jakim jest węgiel kamienny. Ten czas jest nam potrzebny na zbudowanie alternatywnej infrastruktury energetyki opartej na OZE oraz siłowni jądrowej. Tę drugą moglibyśmy już mieć, gdyby nie zaniedbania poprzednich ekip rządzących.

W przypadku infrastruktury nacisk położony będzie na różnorodność rynku mocy, postawienie nowych mocy wytwórczych, powstanie magazynów energii oraz stałą rozbudowę infrastruktury sieciowej.

Kluczową rolę odegra także dywersyfikacja. Istotne jest uniezależnienie się od niekorzystnych umów importowych z Rosją na rzecz współpracy ze Skandynawią oraz importu z USA. Ważną rolę odegrają także połączenia transgraniczne uelastyczniające przepływ energii. Współpraca międzynarodowa to mosty energetyczne z Niemcami, Czechami, Słowacją oraz Litwą.

Kluczowe mogą okazać się także innowacje. Rozwój technologiczny może przynieść znaczne oszczędności w zużyciu energii. Z pewnością duże zmiany dotkną rynek motoryzacyjny i transport. Rozwijane będą także paliwa syntetyczne, głównie pochodzące z odpadów komunalnych i biomasy. Duże nadzieje, jednak w dalszym horyzoncie czasowym, pokładane są także w paliwach wodorowych.

Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org)
 

 

Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Tomasz Teluk
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo