Kłamstwa celebrytów

  

Zniszczenia, jakie w powszechnej świadomości powoduje kult celebrytów, trudno wprost oszacować. Tę współczesną, żałosną namiastkę arystokracji stanowią przeważnie przedstawiciele show-biznesu: aktorzy, piosenkarze, filmowcy, modelki, prezenterki telewizyjne. Czyli ludzie, których powołaniem jest tworzenie iluzji.

Ich powodzenie życiowe zależy od biegłości w sztuce kreowania ekranowych, scenicznych lub estradowych pozorów. Z czasem nieuchronnie ulegają przekonaniu, że fikcja jest ważniejsza niż rzeczywistość, wizerunek liczy się bardziej niż autentyczna osobowość, szczupła sylwetka oraz strój od wziętego projektanta bardziej niż charakter. Że sukces życiowy mierzy się aplauzem gawiedzi, a gawiedź podziwia pięknych, zdrowych i bogatych, zatem szczęście jest tożsame z urodą, sprawnością i stanem konta.

W świecie pozorów

Celebryci, wyniesieni do rangi autorytetów, upowszechniają ten fałszywy obraz ludzkiej egzystencji w lifestyle’owych pismach i stacjach telewizyjnych. Celebryckie wyobrażenia o człowieku oraz sensie życia stają się wzorem dla urzędników korporacyjnych, biznesmenów, fryzjerek i nauczycielek. Każą im wierzyć, że popularność jest miernikiem wartości człowieka, miłość zdobywa się i pielęgnuje, dbając o wygląd, a rodzinną idyllę zapewnią wakacje na Hawajach (z których fotki będzie można wywiesić na Facebooku). Że markowy ciuch wykreuje indywidualność, a odpowiedni samochód jest warunkiem prestiżu. Te życiowe wskazania unieszczęśliwiają rzeszę czytelników prasy kolorowej, którzy gubią się w świecie pozorów, próbują realizować cele niewarte zachodu, a często dla nich także nieosiągalne, więc wpędzające ich w kompleksy i frustracje. Zważywszy, że często celebryci okazują się ludźmi powierzchownymi, o dość ograniczonych horyzontach umysłowych, za to bardzo rozdętym ego, lekturę ich wyznań i opowieści o nich wypada zdecydowanie odradzać. Istnieją jednak wyjątki.

Książka o Macieju Kozłowskim – aktorze i niewątpliwie także celebrycie, zmarłym przed niespełna trzema laty – nosi tytuł „Czas na mnie”. Napisała ją jego żona, malarka Agnieszka Kowalska. To po trosze wspomnienie, po trosze zaś rekapitulacja doświadczenia egzystencjalnego, jakim dla autorki była ich wzajemna miłość, późna i tym samym bardzo dojrzała, potem choroba i śmierć męża. Na pozór jest to kolejna książka o znanym artyście adresowana do jego licznych fanów oraz miłośników plotek z życia prywatnego. W istocie jednak stanowi manifest całkiem odmiennego myślenia niż to, które z reguły prezentują podobne wydawnictwa, wręcz gwałtowny protest przeciwko koncepcji życia propagowanego w kolorowej prasie i na plotkarskich portalach.

Sukces pachnie siarką

Sytuację celebryty Kowalska definiuje zgoła odmiennie niż urzeczone mirażem popularności media: „Bywa, że aktor jest już tak sławny, że cokolwiek zrobi, wywołuje skrajne emocje. Chodzi tylko o to, żeby był stale obecny na scenie, więc scena rośnie do niespotykanych rozmiarów, zajmuje mu dom, jedzie z nim na wakacje, połyka mu dzieci, jest w sypialni, w kuchni, w samochodzie, w pokoju jego żony i następnej żony. Jeśli nie wystarcza żon – sięga po kochanki. Taką sytuację określa się dzisiaj mianem sukcesu. Artysta staje się bogiem. Uznaję boski pierwiastek w artyście, ale słowo »sukces« pachnie mi siarką”.

W dodatku „sukces” nie daje żadnego zabezpieczenia w obliczu nieszczęścia. Kowalska opisuje, jak w miarę postępów choroby jej mąż otrzymuje coraz mniej propozycji, a ich kondycja materialna gwałtownie się pogarsza. Dzieje się tak m.in. za sprawą bezmyślnego kultu zdrowia i urody, który eliminuje ludzi dotkniętych cierpieniem: „Moda na »twarze nieskalane myślą« sprawia, że nie zauważamy potężnej siły ukrytej w ludziach o twarzach naznaczonych bólem. […] Może odrobina zapotrzebowania na przymioty ludzi cierpiących zmieniłaby im optykę z niepotrzebnych na wyjątkowych? Im większe fizyczne ograniczenie, tym potężniejsza bywa duchowość. Śmiertelnie chorzy są zwykle bliżej tajemnicy życia. Bardziej współczujący. Mądrzejsi, zdystansowani, cierpliwi, pokorni. Same zalety! W wyścigu szczurów żółw jest społecznym rarytasem. […] Maciek […] pełnię człowieczeństwa, która dzisiaj czyni go symbolem wewnętrznej siły, osiągnął dopiero w stanie ciężkiej choroby, wręcz wyniszczenia. Ile wielkich ról mógłby zagrać w ostatnim roku swojego życia...”.

Pod ścianą

Uroda, sława, powodzenie materialne – to nietrwałe atrapy szczęścia, które zawodzą w zderzeniu z losem – przekonuje Kowalska. Jedyne, co nas chroni, to wiara, nadzieja i miłość i tylko im warto zawierzyć. Wiara, która pozwala zaakceptować cierpienie i śmierć w przekonaniu, że mają one sens, którego nie pojmujemy. Nadzieja, która każe walczyć. I miłość, której nawet śmierć nie jest w stanie unicestwić: „Miłość to stan ducha wykraczający poza ciało. I, jak się dobrze zastanowić – najważniejszy cel i sens naszego istnienia tutaj. Żyjemy po to, żeby wyprowadzić miłość ze sfery materialnej do wieczności. Ciało jest nośnikiem miłości. Miłość zagnieżdża się w ciele, wyrasta z niego, ogarnia je i przemienia w ogniu. Kiedy ciało umiera – miłości to już nie zagraża”.

Takiej miłości nie można doświadczyć, póki myli się ją z pożądaniem, co obecnie jest – zdaniem autorki – na porządku dziennym. Droga do niej nie prowadzi przez siłownie, gabinety spa i chirurgii plastycznej. Uroda i zdrowie nie są jej niezbędne. Ale odwaga – owszem. „Przeciwieństwem miłości jest lęk, tak powiadają duchowi nauczyciele, a jeden posunął się jeszcze dalej i powiedział, że lenistwo. Lenistwo i lęk to dobrana para, jedno nieustannie usprawiedliwia drugie. Jeśli się boisz, wybierasz bezpieczeństwo i konsekwentnie gasisz pożary. Jeśli kochasz, wciąż żyjesz, ale niczego nie jesteś pewien. […] Nie chce nam się walczyć, bo tak jest wygodniej, bo mało to kłopotów, bo i tak jest za dużo roboty. Mamy zmęczony umysł i odrętwiałe serce. Jak nie musimy, wolimy się nie ocierać o ostateczność, nie analizować głębiej, nie drążyć, nie zadawać trudnych pytań. Przeciągamy każdy rodzaj stabilizacji, dopóki się da, dopóki wystarczy sił, dopóki łaskawy los nie postawi nas pod ścianą”.

Tych dwoje los postawił pod ścianą. Powstała z tego bezpretensjonalna, ale przejmująca książka, która kompromituje wypisywane przez celebrytów recepty na szczęście tym skuteczniej, że pochodzi z ich świata.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts