Przysięgły, który skazał Dereka Chauvina, brał udział w proteście Black Lives Matter i zataił to

Jeden z przysięgłych który skazał Dereka Chauvina - policjanta oskarżonego o morderstwo George'a Floyda - był na proteście Black Lives Matter i zataił ten fakt przed sądem. Adwokat policjanta żąda teraz nowego procesu.

pixabay.com

Chauvin został uznany przez przysięgłych winnym wszystkich trzech stawianych mu zarzutów – morderstwa drugiego i trzeciego stopnia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Teraz siedzi w izolatce w jedynym w Minnesocie więzieniu maksymalnego bezpieczeństwa i czeka na rozprawę, na której sędzia zdecyduje o wysokości kary.

Najprawdopodobniej jako osoba bez wcześniejszych konfliktów z prawem usłyszy wyrok 40 lat więzienia, ale prokurator próbuje zachęcić sąd do wyższej kary, zwracając uwagę na wyjątkowe okoliczności tej sprawy. Równocześnie od początku słychać głosy, że wobec ogromnego zainteresowania mediów tą sprawą, jej skrajnego upolitycznienia oraz gróźb członków ruchu Black Lives Matter, że spalą Minneapolis, jeśli policjant nie zostanie skazany, nie miał szans na uczciwy i bezstronny sposób. 

Tożsamość przysięgłych, którzy zdecydowali o jego winie, jest z oczywistych względów pilnie strzeżoną tajemnicą. Dwoje z nich jednak nie wytrzymało i ujawniło się mediom.

Jednym z tych, których poznaliśmy, był Brandon Mitchell, znany wcześniej jako „przysięgły 52”. Mitchell to pracownik organizacji pozarządowej i trener koszykówki w jednej ze szkół średnich w Minneapolis. Był jednym z trzech czarnoskórych przysięgłych w tej sprawie i jedynym, który nie był imigrantem. 

Ujawnienie swojej tożsamości przez Mitchella może dać Chauvinowi wolność. Internauci odkryli bowiem, że 28 sierpnia był on uczestnikiem demonstracji, którą ruch Black Lives Matter zorganizował w Waszyngtonie. Podczas tej demonstracji przemawiali członkowie rodziny Floyda oraz Breonny Taylor i Erica Garnera, innych czarnoskórych osób zabitych przez policję. W manifestacji wzięli również udział lewicowi aktywiści Al Sharpton i Martin Luther King III oraz prawnik Benjamin Crump – ten sam, który wynegocjował 27 milionów dolarów odszkodowania dla rodziny Floyda od władz Minneapolis. 

Związek tego protestu ze sprawą Chauvina był jednoznaczny. Już jego nazwa - „Zdejmijcie kolana z naszych szyi” - jednoznacznie o tym świadczy. Ze zdjęć, do których dotarli internauci, wynika, że Mitchell w jego trakcie miał na sobie koszulkę z tym samym hasłem i literami BLM. On sam powiedział dziennikarzom AP, że nie pamięta tej koszulki.

Stwierdził również, że wziął w nim udział, bo... nigdy nie był w Waszyngtonie i uznał, że to dobra okazja do odwiedzenia stolicy USA. „Okazja, żeby pojechać do D.C., okazja żeby być wśród tysięcy i tysięcy czarnoskórych, pomyślałem, że to dobra okazja, żeby być częścią czegoś” - stwierdził. 

W amerykańskim systemie prawnym sens instytucji ławy przysięgłych, która decyduje o winie oskarżonego, jest taki, że według jego twórców zwykli współobywatele są bardziej obiektywni niż zawodowy sędzia. W idealnej sytuacji przysięgli nie powinni nic wiedzieć o oskarżonym przed procesem i podjąć decyzję o jego winie wyłącznie na podstawie tego, co usłyszeli na sali sądowej. W wypadku procesu Chauvina było to oczywiście niemożliwe, gdyż sprawa była tak głośna, że nie dałoby się znaleźć nikogo, kto o niej nie słyszał. Jednak sytuacja, w której przysięgły brał aktywny udział w proteście, gdzie uczestnicy żądali skazania oskarżonego, to zdaniem wielu komentatorów zdrowa przesada. 

Tym bardziej, że agencja AP odkryła, że Mitchell zataił ten fakt przed sądem. Wypełniając kwestionariusz przed byciem wybranym na przysięgłego, na obydwa pytania o udział w protestach BLM odpowiedział negatywnie. „To niepokojące” - powiedział lokalnemu dziennikowi "Star Tribune" adwokat Mike Padden - „Może gdyby to przyznał, to pan Nelson (adwokat Chauvina) zostawiłby go w ławie przysięgłych, ale wątpię w to”. Sam przysięgły twierdzi, że nie kłamał, gdyż pytania dotyczyły protestów przeciwko brutalności policji, a ten w Waszyngtonie formalnie miał na celu uczczenie rocznicy słynnego przemówienia Martina Luthera Kinga.

Ted Sampsell-Jones, profesor w Szkole Prawa Mitchell Hamline, powiedział AP, że ta sprawa może być przy apelacji dowodem na to, że proces Chauvina był niesprawiedliwy, gdyż pozbawiono go prawa do bezstronnej ławy przysięgłych. „Mówiąc szczerze, Chauvin nie miał w pełni bezstronnej ławy przysięgłych w sensie, w jakim dajemy ją oskarżonym o przestępstwa kryminalne” - stwierdził - „To nie była wina sędziego czy prokuratorów, to po prostu był wynik niewiarygodnego zainteresowania tą sprawą oraz nacisków opinii publicznej”. 

Nelson złożył już wniosek o uznanie tamtego procesu za niebyły i przeprowadzenie go od nowa. Twierdzi, że jego klient nie miał uczciwego procesu z powodu zainteresowania tą sprawą, błędów prokuratury i sądu oraz „opartych na kwestiach rasowych naciskach” na ławę przysięgłych. Jego zdaniem w tym wypadku przysięgli powinni być sekwestrowani – tzn. odizolowani od kontaktów ze światem zewnętrznym – podczas całego procesu, a nie tylko w okresie od finałowych przemów prokuratury i obrony do wydania wyroku. Jego zdaniem proces nie powinien mieć również miejsca w Minneapolis, gdyż tutaj uprzedzenia wobec Chauvina i lęk przed kolejnymi zamieszkami BLM były ekstremalnie wysokie. 

Adwokat w swoim wniosku nie wspomniał o Mitchellu i jego obecności na proteście w Waszyngtonie, ale zdaniem ekspertów jego zdjęcie w koszulce BLM zapewne zostanie użyte jako dowód na to, że przynajmniej jeden z przysięgłych nie był w tej sprawie bezstronny. Crump zareagował panicznie na złożenie tego wniosku, co może świadczyć o tym, że jego zdaniem to jest mocny argument. „Nie. Nie. Nie” - napisał na swoim Twitterze - „Winny. Winny. Winny.”. 

Jeffrey Frederick, prawnik specjalizujący się w wyborze przysięgłych, uważa jednak, że sprawa nie jest jednoznaczna. Jego zdaniem skoro protest w Waszyngtonie formalnie nie miał nic wspólnego ze sprawą Chauvina, to odpowiedź w jego kwestionariuszu i podczas voir dire – przesłuchania podczas którego sprawdza się bezstronność przysięgłych – mogły być „technicznie prawdziwe”. Jego zdaniem to sędzia będzie musiał zdecydować czy przysięgły był uprzedzony do oskarżonego w wystarczającym stopniu aby miało to wpływ na wynik procesu. Inny ekspert Steve Tuller zgodził się z jego opinią. Obaj uważają, że sądy apelacyjne niezwykle rzadko zgadzają się na ponowny proces, zwłaszcza w sytuacji, w której wyrok już zapadł. 

 

 


Źródło: niezalezna.pl

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo