Puchar pełen wielkiej kasy

O ponad 8 milionów złotych wzbogaci się zwycięzca piłkarskiego Pucharu Polski. W finale tych rozgrywek 2 maja w Lublinie zmierzą się Raków Częstochowa i Arka Gdynia. - Na papierze zdecydowanym faworytem jest Raków, który rozgrywa najlepszy sezon w historii. Ale tylko skrajnie nieodpowiedzialny człowiek zlekceważyłby Arkę. Choć gdynianie na co dzień grają o klasę niżej niż rywale, to są typowo turniejową drużyną i już nieraz udowadniali, że w Pucharze Polski są w stanie zlać teoretycznie silniejszego przeciwnika – przyznaje w rozmowie z portalem Niezalezna.pl Leszek Ojrzyński, który w 2017 roku poprowadził Arkę do triumfu w PP.

Faworytem finału PP będzie Raków Częstochowa
Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Były opiekun drużyny znad morza wie co mówi. Cztery lata temu Arka pod wodzą Ojrzyńskiego, po pasjonującym meczu na Stadionie Narodowym w Warszawie pokonała faworyzowanego Lecha Poznań 2:1. - O wszystkim zdecydowała dogrywka, w której główne role odegrali rezerwowi Rafał Siemaszko i Gruzin Luka Zarandia. Obaj zdobyli gole na wagę naszego zwycięstwa – wspomina pan Leszek. - Skoro nam się udało, to dlaczego w niedzielę nie mieliby tego dokonać aktualni gracze Arki?! - dodaje szkoleniowiec.

2017 rok był jednym z najbardziej udanych w historii klubu z wybrzeża. Arka zdobyła Puchar Polski, a potem wygrała rywalizację o krajowy Superpuchar, w którym po rzutach karnych pokonała ówczesnego mistrza kraju – Legię Warszawa.

Arka już po raz czwarty zagra w finale PP. Pierwszy triumf w tych rozgrywkach „żółto – niebiescy” odnieśli w 1979 roku. Wtedy, również w Lublinie pokonali Wisłę Kraków 2:1.

- To dopiero była kapela. Niemal na każdej pozycji mieli reprezentanta Polski. Kazek Kmiecik, Zdzisiek Kapka, Leszek Lipka, Marek Motyka i Adam Nawałka w lidze rozstawiali wszystkich po kątach, a z nami przegrali

– wspomina trener tamtych zwycięzców Czesław Boguszewicz, który wtedy miał zaledwie 28 lat. - Byłem młodszy od kilku swoich zawodników – śmieje się legendarny szkoleniowiec.

Raków do finału Pucharu Polski awansował drugi raz w historii. W 1967 roku w Kielcach gracze spod Jasnej Góry przegrali z Wisłą Kraków 0:2. - Teraz zrobimy wszystko, by zabrać puchar do Częstochowy – zapowiedział na łamach „Przeglądu Sportowego” prezes Rakowa Wojciech Cygan.

To jego drużyna jest niemal stuprocentowym faworytem niedzielnego starcia. Raków zajmuje drugie miejsce w Ekstraklasie i ma wielkie szanse na wicemistrzostwo Polski. Jeśli do tego dołoży jeszcze krajowy puchar, to – jak żartują kibice – trener Marek Papszun doczeka się w Częstochowie pomnika.

Finał Pucharu Polski będzie nie tylko starciem o prestiż, chwałę i sportową nieśmiertelność, ale również o wielką kasę. Zwycięzca zarobi ponad 8 milionów złotych. 5 milionów to nagroda od organizatora rozgrywek PZPN-u, a kolejne 3,1 mlliona dorzuci spółka Ekstraklasa. Jak udało nam się ustalić piłkarze obu klubów w przypadku zdobycia pucharu otrzymają premie oscylujące wokół miliona złotych do podziału na drużynę. Dodatkowo triumfator PP zagra w drugiej rundzie eliminacji nowego europejskiego pucharu – Conference League.

- Jest o co grać. Nie sądzę, żeby któraś z drużyn murowała bramkę. Przewiduję, że będzie mnóstwo emocji i padnie kilka goli. Coś mi mówi, że w tej konfrontacji Dawid pokona Goliata i puchar wróci do Gdyni – kończy Leszek Ojrzyński.

 

Źródło: niezalezna.pl

#sport #piłka nożna #Puchar Polski #Raków Częstochowa #Arka Gdynia

Euzebiusz Radomski
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo