Wyższe ceny nawet o 20 proc., wzrost bezrobocia, niższe płace, spadek konkurencyjności polskich przedsiębiorstw – to tylko niektóre ze wstrząsów, jakie mogą dotknąć polską gospodarkę po wejściu do strefy euro. Najbardziej są narażone sektory: rolnictwo, górnictwo, kopalnictwo, handel i usługi - pisze "Gazeta Polska Codziennie".

Zagrożenia są tak realne, że zostały ujęte w dokumencie zatytułowanym „Bilans zagrożeń i korzyści po wejściu do strefy euro”, który został opracowany w biurze pełnomocnika rządu ds. wprowadzenia euro w Ministerstwie Finansów. Wicepremier Jacek Rostowski nie przedstawia pełnej diagnozy, choć dokument istnieje już od dwóch lat. Mówi jedynie, że „jeśli Polska będzie dobrze przygotowana, to skorzysta na tym ekonomicznie, jeśli chodzi o rozwój, płace, liczbę miejsc pracy, poziom bezrobocia”. 

Stanie się to jednak pod warunkiem, że nie będzie żadnych różnic między polską gospodarką a gospodarką strefy euro, m.in. pod względem wysokości dochodów społeczeństwa, poziomu gospodarczego, inflacji, stóp procentowych itd. Najlepiej więc wchodzić w rozkwicie gospodarczym, a to zadanie na lata. Gonienie zachodnich gospodarek staje się coraz trudniejsze, bo nasz produkt krajowy brutto (PKB) spada. Dodatkowo, jak podano w dokumencie, reżim fiskalny w okresie dwóch lat poprzedzających wejście do strefy euro może spowodować spadek tempa wzrostu PKB o 0,8 proc. rocznie.

W przytoczonym dokumencie przyjmuje się, że wprowadzenie euro do obiegu (druk pieniądza, zmiany systemów informacyjnych, kampania informacyjna itd.) może nas kosztować 1,7–1,9 proc. PKB. Przy wartości PKB na poziomie 1,5 bln zł (dane z 2011 r.) koszt wprowadzenia wspólnej waluty wyniesie więc 25–28 mld zł. Dla porównania rząd przeznaczy w tym roku na oświatę 39 mld zł. Koszty banków szacuje się w tym procesie na 0,14–0,26 proc. PKB, a przedsiębiorstw niefinansowych na 0,5–0,8 proc. rocznych obrotów. 

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"