Paszkwil „Wyborczej” wywołał burzę. „Wyciąganie komuś, że wyszedł z piekła to jest skur…syństwo!”

Po dzisiejszej publikacji "Gazety Wyborczej" wymierzonej w nowego dyrektora programowego TV Republika Witolda Newelicza nie milkną głosy oburzenia. O opinię na jego temat spytaliśmy jego przyjaciół: reżysera i publicystę Marcina Mamonia, dr. Pawła Chojnackiego z krakowskiego oddziału IPN oraz komisarza Jacka Wronę. - Wyciąganie komuś, że wyszedł z takiego piekła i traktowanie tego, jako zarzutu, to jest skur…syństwo. Sam byłem świadkiem degradacji takich osób, najczęściej śmierci, rzadziej sytuacji, że jakoś funkcjonowali, a ci, którym udało się przed tym uciec, to są jednostki, którym należy się szacunek - ocenił emerytowany oficer CBŚP Jacek Wrona, który od ponad 26 lat zajmuje się przestępczością narkotykową.

Zdjęcie ilustracyjne
Autor: Piotr Galant

O opinię na temat Witolda Newelicza spytaliśmy jego przyjaciół i znajomych, którzy znają go zarówno z czasów walki w podziemiu niepodległościowym, a także na gruncie prywatnym.

Marcin Mamoń (reżyser dokumentalista i dziennikarz), który pod koniec lat 80-tych działał w organizacjach antykomunistycznych (w Ruchu Wolność i Pokój, Federacji Młodzieży Walczącej i Niezależnym Zrzeszeniu Studentów) przyznał, że zna Witolda Newelicza bardzo długo. - To był zawsze bardzo aktywny człowiek, zarówno w tzw. środowisku miasta, jak i przede wszystkim wśród ludzi, których zawsze można było spotkać na przeróżnych demonstracjach – opowiadał.

- On był jedną z osób, które pchały się na pierwszą linię i walczyły w sensie dosłownym. Cenię go przede wszystkim za tę odwagę i za gen, który on w sobie ukształtował w ciągu swojego życia – gen ludzi, którzy w młodości byli na tyle poważnie doświadczeni, że wieloma rzeczami się nie przejmują i mają w sobie jakąś taką wypielęgnowaną wręcz odwagę. A ja ludzi za odwagę bardzo cenię

- tłumaczył nasz rozmówca.

Odnosząc się do kuriozalnych stwierdzeń, a właściwie zarzutów artykułowanych pod adresem Newelicza na łamach „Wyborczej”, Marcin Mamoń podkreślił, że każdy człowiek powinien mieć szansę, „po to, żeby swoje błędy naprawić, czy zacząć od nowa”. – Doświadczenia Witka były wręcz graniczne, ale jakoś się z tego wydobył. Mam kolegów, którzy np. popadli w ciężki alkoholizm i ci, którzy wyszli z tego, to są ludzie, którzy mi imponują - mówił.

- Jeżeli „Wyborcza” przez tyle lat hodowała człowieka, który się nazywa Lesław Maleszka i dzisiaj mówi, że człowiek, który kiedyś miał jakieś tam zatargi z prawem, popełnił błąd, to to dla mnie jest zupełnie nieadekwatne. Oni hodowali Maleszkę, a tu jest problem, że człowiek, który miał ciężkie życie, ale udało mu się ten trudny los jakoś chwycić i nad nim zapanować, to co w tym jest złego? To trzeba docenić!

- przekonywał Marcin Mamoń.

Wspominając lata dziewięćdziesiąte, podkreślił tragiczny stan gospodarki i panujące wówczas bezrobocie, wywołane m.in. przez „tzw. reformy Balcerowicza”. – Lata dziewięćdziesiąte, to był jeden wielki koszmar, który ludzie, którzy tych lat nie pamiętają wręcz nie są w stanie sobie wyobrazić. Zwyczajnie Witek nie miał z czego żyć, nie miał co do garnka włożyć, takie były wtedy czasy – opowiadał.

- Różni ludzie, którzy walczyli z systemem, licząc na to, że ta Polska się diametralnie zmieni nie odnaleźli się w nowej rzeczywistości (a było takich ludzi sporo, sam się poniekąd do nich zaliczam) i szukali różnych możliwości, żeby po prostu przeżyć. To oczywiście nie znaczy, że produkowanie narkotyków jest sposobem na życie, który można dzisiaj usprawiedliwiać, ale ja to rozumiem. Rozumiem, że ludzie próbowali wszystkiego, żeby móc przetrwać, to były takie czasy

- tłumaczył. 

Dr Paweł Chojnacki, historyk krakowskiego oddziału IPN i współpracownik Instytutu Historii PAN, poznał Witolda Newelicza w końcówce lat 80-tych w środowisku radykalnej wówczas młodzieży antykomunistycznej. O Neweliczu nie chciał mówić jednak, jako historyk, ale jako osoba aktywna niegdyś w działaniach antykomunistycznych w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych oraz prywatnie, jako osoba, która go zna od ponad trzydziestu lat.

- Ja byłem uczestnikiem Ruchu Wolność i Pokój i członkiem NZS, Witek utkwił mi w pamięci, bo on zaistniał w samej końcówce roku 1989 taką samodzielną firmą – jak to nazywaliśmy wtedy – formacją młodzieżową, która się nazywała „Front Antykomunistyczny”

– wspominał.

Jak zaznaczył, brał udział wraz z Witoldem Neweliczem w licznych, radykalnych antykomunistycznych akcjach. – Tutaj ta karta Witka jest absolutnie niepodważalna – dodał.

Podkreślił jednocześnie, że Newelicz „nigdy nie robił z siebie żadnego kombatanta” i zawsze był skromny.
Nawiązując do „problemów związanych z zażywaniem i produkcją przez Newelicza narkotyków”, nasz rozmówca przyznał, że „nie były one żadną tajemnicą”. – Najistotniejsze jest to, że Witek po wyjściu z więzienia odbył zupełną kwarantannę. On nie był obecny w żadnej działalności publicznej, podobnie jak wielu innych skazanych nie mógł znaleźć pracy, więc wyjechał do Anglii i tam bardzo ciężko pracował – wspominał.

Jad dodał, „Witek, to nie jest karierowicz, który mógłby wykorzystywać polityczne układy” i dobrze zna życie „od którego dostał mocno po głowie”, jednak obecnie doświadcza „niesłychanego hejtu”. - To jest hejt, w którym niestety uczestniczą – i to mówię z bólem – wspólni, byli koledzy ze środowiska młodzieży antykomunistycznej – tłumaczył.

- Okres po wyjściu Witka z więzienia, tych lat kwarantanny, po prostu pokuty jest sprawdzianem naszych chrześcijańskich odniesień, bo on już swoje przecierpiał i ma absolutne prawo do tego, żeby podjąć pracę jaką chce

- ocenił.

Według niego, część krakowskiego środowiska dawnej opozycji antykomunistycznej  tego sprawdzianu „nie zdaje”. – O ile zaangażowanie Macieja Gawlikowskiego, osoby, która ma duży udział w niszczeniu pamięci wspólnej o naszych działaniach w latach 80-tych, mniej dziwi, to wypowiedzi Pawła Sabudy (z dawnego KPN) w kontekście tego, że mieni się on kolegą Witka, to jest coś zawstydzającego. (…) Uczestniczy w hejcie, a widać, że jest to zorganizowany hejt. Nie pierwszy raz ten główny animator jest zamieszany w podobne akcje. Też byłem obiektem takiego ataku – przyznał.

- Nazwisko Macieja Gawlikowskiego pojawia się, w moim przekonaniu w roli jakiegoś zawodowego trolla politycznego. Ten atak jest zasmucający, ale to nie jest nic nowego, to jest osoba znana z takich działań wobec pewnych osób, które są „wyznaczone” do zniszczenia, a Witka jest łatwo zranić 

– ocenił nasz rozmówca. 

- W tym artykule „Wyborczej” pada takie sformułowanie domorosłych kaznodziei etycznych, że to powinno być dożywocie. To na jakim my świecie żyjemy? Jak byśmy wyglądali, gdyby ludzie, którzy się potknęli byli do końca swoich dni napiętnowani?

- zastanawiał się dr Paweł Chojnacki.

Emerytowany policjant CBŚP, komisarz Jacek Wrona, który od ponad 26 lat zajmuje się przestępczością narkotykową podkreślił, że bardzo szanuje i podziwia determinację Newelicza, dzięki której udało mu się pokonać nałóg narkotykowy.

Jak wspominał, poznał się z Witoldem Neweliczem w latach 80-tych. – Znaliśmy się z różnych akcji, począwszy od tej na rynku, w Nowej Hucie i tej sławnej akcji w postaci okupacji komitetu PZPR – mówił.
- Znaliśmy się też na gruncie prywatnym, bo te akcje kończyły się nie raz w Klubie Pod Jaszczurami, gdzie byłem wiceprzewodniczącym rady programowej. Wiadomo, piweczko itd. (…) Witek był postacią taką bardzo wyraźną, konkretną – opowiadał.

- Później straciliśmy trochę kontakt, bo ja wyjechałem do Anglii, potem wstąpiłem do struktur i funkcjonowałem na zupełnie innych poziomach

– dodał.

Odnosząc się do osobistych i narkotykowych problemów Newelicza, Jacek Wrona przyznał, że wiedział o nich od wspólnych znajomych. – Dla mnie jest to też sprawa wyjątkowa, że zdołał się po takim czymś podnieść. Ja zajmuje się narkotykami ponad 26 lat i zaczynałem właśnie w czasach polskiej heroiny. Kontakt z tą postacią heroiny rzadko się kończył tym, że człowiek wychodził z tego cało. Zwykle prędzej czy później spotykała go śmierć, albo jakieś ciężkie upośledzenie – tłumaczył.

- On jest jednym z nielicznych, którzy wyszli z tego obronną ręką, no bo doszedł do tego, co obecnie, do stanowiska dyrektora programowego ważnej stacji telewizyjnej. To jest niesamowite! Trzeba mieć potworne wręcz zaparcie, żeby z tego wyjść i uniknąć spustoszenia psychicznego i fizycznego. To pokazuje, że jest to człowiek bardzo wartościowy

- ocenił Jacek Wrona.

- Wyciąganie komuś, że wyszedł z takiego piekła i traktowanie tego, jako zarzutu, to jest skur…syństwo. Sam byłem świadkiem degradacji takich osób, najczęściej śmierci, rzadziej sytuacji, że jakoś funkcjonowali, a ci, którym udało się przed tym uciec, to są jednostki, którym należy się szacunek

- dodał.

Zdaniem Jacka Wrony, piętnowanie Witolda Newelicza, za to, że udało mu się wyjść „z piekła”, to jest „splunięcie w twarz setkom tysięcy osób, które próbują się wyrwać z nałogów” oraz ich bliskim i znajomym.
- Absolutny szacunek dla Witka. To jak sobie poradził ze swoimi problemami pokazuje jego niezłomność i hart ducha (…) i to daje mu moralne prawo do wypowiadanie się na szereg tematów – podsumował komisarz Jacek Wrona.


O życiu Witolda Newelicza i jego zmaganiach z licznymi trudnościami (także w czasach PRL-u) można się dowiedzieć m.in. z wywiadu, który przeprowadził z nim niedawno Piotr Lisiewicz.

 

 

Źródło: niezalezna.pl

#Paweł Chojnacki #Marcin Mamoń #Jacek Wrona #Gazeta Wyborcza #Polska #polityka #Telewizja Republika #Witold Nemelicz

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo