Patrzą na nas dumnie z obrazów, szkiców, rysunków wiszących w szkolnych korytarzach, klasach i bibliotekach. Wyniośli, wybitni, utalentowani. Pisarze i poeci. Ikony słowa. Podniebne ptaki, wyzwoliciele, geniusze. Można nieraz zapomnieć, że są ludźmi. I to takimi, którzy, jak każdy, mają swoje dziwactwa, przygody, potrafią kłamać, konfabulować, wdawać się w skandale, romanse, zdradzać, złorzeczyć.

I mają swoje tajemnice.

W ostatnim czasie na polskim rynku wydawniczym pojawiła się ciekawa pozycja. Nie tylko dla miłośników czytania, ale i dla lubujących się w plotkach, ploteczkach i ciekawostkach. A że te dotyczą życiorysów pisarzy i poetów, których dzieła czytujemy na każdym etapie naszej edukacji, wraz z autorem plotkujemy z przyjemnością.  

Sławomir Koper („Nieznane losy autorów lektur szkolnych. Wstydliwe tajemnice mistrzów pióra”) przenosi nas bowiem w codzienność naszych mistrzów. Dziś, razem z nim, podejrzymy Juliusza Słowackiego. Nie uwierzycie, jak zdolnym inwestorem był!

Szlakiem francuskich poetów

Grecja, Egipt, Syria, Liban, Palestyna. Nasz wieszcz szlakiem francuskich poetów – Lamartine’a i Chateaubrianda – wyruszył prosto z Rzymu, gdzie osiadł wyprowadziwszy się z Genewy w 1836 r. Kraje te zwiedził w ciągu zaledwie jednego roku. 

Zamierzony efekt, jakim było dla poety pobudzenie duszy do pracy, został osiągnięty. Podczas tej podróży powstały dzieła: „Grób Agamemnona”, „Ojciec zadżumionych”, „Na szczycie piramid”, Anhelli” i jeden z piękniejszych w polskiej literaturze hymnów – „Smutno mi, Boże”.

Po niej zaś osiadł na dłużej we Florencji. W mieście sztuki i bankierów Słowacki podpatrzył to i owo, zatem - gdy wybierał się do Paryża - wpadł na pomysł, który mógł mu zapewnić stabilizację finansową. I pomóc uzyskiwać środki zarówno na codzienne utrzymanie, jak i na wydawanie swoich utworów. 

W liście z 1838 r. do matki pisał tak:

„W mieście, do którego jadę, pełno było zyskownych teraz spekulacji na akcjach, co mi dało myśl, że gdybym miał nieco grosza w ręku, mógłbym ostrożnie go sobie przysporzyć i na wszelki wypadek mieć w kieszeni. (…) Chciałbym jakimkolwiek sposobem coś sobie zarobić. Alem może nie zdał się do tego i z przedsięwzięciami moimi będzie jak z kwiatkami, które, pomimo że je podlewam, nie rosną”.

Początek podróży na finansowy szczyt

Szybko okazało się, że Słowacki jest pojętnym uczniem i potrafi zachować zimną krew konieczną w operacjach giełdowych. Na paryskiej giełdzie zaczął od inwestowania niskich kwot, które stopniowo rosły. Za część posiadanych środków poeta nabył akcje kolei lyońskiej, ale większość zdeponował w obligacjach bankowych oferujących stabilny zysk.

Nigdy się nie ożenił. Był rentierem, a przysyłane przez matkę pieniądze umiejętnie pomnażał. Pozwoliło mu to zyskać niezależność finansową i umożliwiło wydawanie własnej twórczości. Nade wszystko jednak, mógł poświęcić się jej tworzeniu.

W pierwszym roku zarobił 230 franków (ok. 700 euro) i zaczął lokować pieniądze w papierach wartościowych. Ciekawą lekturą są finansowe notatki poety prowadzone w kolejnych latach i jego coroczne bilanse. I tak, czytamy, np. w 1842-1845 wydatki zamknął sumą 8720 franków (ponad 26 tysięcy euro). W tym czasie z procentów i akcji uzyskał ok. 14 tys. franków (42 tysiące euro). W swoich zapiskach był tak dokładny, że w marcu 1844 roku zanotował przychód w wysokości… 3 franków za sprzedaż jednego egzemplarza „Księcia niezłomnego”.

Bez gry na giełdzie jednak nie mógłby swobodnie prosperować, a zadziwiał stanowczością w wydatkach, żyjąc na z góry ustalonym poziomie. 

Fiaska wydawnicze

Tymczasem interesy wydawnicze Słowackiego stale przynosiły deficyt. Utwory wydawał własnym sumptem, jednak sprzedaż nie pokrywała nakładów. Największe fiasko dotyczyło utworu „Sen srebrny Salomei”. Poeta za jego druk zapłacił 377 franków, ale dzieło nie doczekało się ani jednej recenzji i rozeszło w 54 egzemplarzach, z czego jeden sprzedano w Paryżu dając Słowackiemu zysk… 3 franków.

Zaskoczeniem okazał się rok 1848 i Wiosna Ludów, która wstrząsnęła sektorem finansowym. Nie oszczędziła też naszego wieszcza: jego bank znalazł się w stanie likwidacji, a całkowite straty wyniosły go ostatecznie 3500 franków (ok. 10 500 euro). Choć chciał ratować sytuację, nie zdążył. 3 kwietnia 1849 roku w mieszkaniu znajdującym się przy Rue de Ponthieu zmarł, pozostawiając po sobie 12 500 franków (ok. 37 500 euro), z czego 2 tysiące przeznaczył na… pokrycie kosztów własnego pogrzebu i zakup grobu. Został pochowany na paryskim Cmentarzu Montmartre. 

Mimo iż Słowacki żył zaledwie 39 lat, jego twórczość literacka była obfita i różnorodna. Pozostawił po sobie 13 dramatów, blisko 20 poematów, setki wierszy, listów oraz jedną powieść. Stworzył również spójny system filozoficzny, który nazwał filozofią genezyjską. 

Co ważne: nasz wieszcz od dziecka przekonany był o swoim geniuszu poetyckim i przeznaczeniu do roli przewodnika narodu.