Sędzia Żurek o awanturze w punkcie szczepień: Nie mogę jej ocenić, bo nie byłem przy tym obecny

- Nie mogę tego incydentu ocenić, bo nie byłem przy nim obecny - powiedział w rozmowie z Niezalezna.pl Waldemar Żurek, odnosząc się do awantury w punkcie szczepień, w której mieli brać udział m.in. sędziowie. Jak dodał, podczas szczepień pracowników sądu panował jego zdaniem "chaos organizacyjny".

Waldemar Żurek
Autor: Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Jak donoszą media, przed jednym z punktów szczepień w Krakowie doszło do kłótni i przepychanek. Według relacji przytoczonej w tygodniku „Do rzeczy”, osobami chcącymi się zaszczepić z pominięciem kolejki mieli być sędziowie, którzy wymachując swoimi legitymacjami i krzyczeli, że „kolejka ich nie obowiązuje bo mają immunitet i wokandę”.

Awantura w punkcie szczepień

„Tłum wpadł w szał i zaczął wykrzykiwać pod adresem kasty słowa, których nie godzi się przytaczać. Wśród zelżonych był też słynny sędzia Waldemar Żurek. Choć nasze wiewiórki zaświadczają, ze akurat on w odróżnieniu od kolegów zachowywał się kulturalnie”

– przekazali Cezary Gmyz oraz Piotr Gociek na łamach „Do Rzeczy”.

Portal Niezalezna.pl postanowił zasięgnąć informacji „u źródła”, kontaktując się z sędzią Waldemarem Żurkiem.

Nasz rozmówca nie potwierdził doniesień dziennikarzy, podkreślając, że „nie był obecny przy tym zdarzeniu”. – Dowiedziałem się o tym, że mój wydział jest skierowany na szczepienie, ale poszedłem bardzo późno, pytając, czy w ogóle mogę się zaszczepić i powiedziano mi, że „tak” – relacjonował sędzia.

- Praktycznie w ogóle nie było kolejki, tak, że nawet nie zdążyłem dobrze wypełnić tego druku. Byłem już w kolejnym dniu, kiedy były realizowane szczepienia

- powiedział. - W pierwszej kolejności poszła pani prezes sądu (jeszcze przed świętami), ja byłem już po świętach – dodał.

Sędzia Żurek: Nie mogę tego incydentu ocenić

Sędzia Waldemar Żurek przyznał, że nie widział opisywanej na łamach „Do Rzeczy” sytuacji. – Dochodziły mnie słuchy, że doszło do jakichś incydentów, natomiast nie mogę w ogóle potwierdzić, czy byli to sędziowie, pracownicy, o której to było godzinie, bo w punkcie szczepień byłem przed jego zamknięciem, z pytaniem, czy w ogóle mogę się zaszczepić – tłumaczył nasz rozmówca.

- Panował pewien chaos organizacyjny moim zdaniem. To sytuacja bardzo niedobra, kiedy najpierw na stronach internetowych ministerstwa [sprawiedliwości-red.] pojawiły się informacje, że pracownicy wymiaru sprawiedliwości będą szczepieni w pierwszym rzucie, a później – po iluś dniach, kiedy w sądach trwały już te szczepienia w różnych miejscach w Polsce – pojawiły się informacje dementujące tą sytuację
- ocenił.

- Nie mogę tego incydentu ocenić, bo nie byłem przy nim obecny – dodał.

Podkreślił, że jakiekolwiek powoływanie się na stan sędziowski „jest nie na miejscu”. – Sędzia jest przede wszystkim od sądzenia, natomiast pytanie jest tak naprawdę do ustawodawców, bo my każdego dnia przesłuchujemy na salach rozpraw, w skali kraju dziesiątki tysięcy ludzi i w momencie, kiedy prokuratorzy dostali jako pierwsi możliwość szczepień, to wszyscy się dziwili dlaczego nie sądy? – mówił Waldemar Żurek.

- Trzeba zapytać władze sądu, czy szczepiły się jako pierwsze i czy było to w jakiś sposób zorganizowane, bo słyszałem, że w godzinach szczytu pojawiały się duże liczby osób, które chciały się zaszczepić

- podsumował.
 

 

Źródło: niezalezna.pl

#Waldemar Żurek #koronawirus #szczepienia #sądy #nadzwyczajna kasta #Polska #Kraków

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo