Legia wietrzy szatnię. Gwilia już się pakuje. Niepewna sytuacja Boruca i Wszołka

Po ostatnim zwycięstwie nad Piastem w Gliwicach (1:0) piłkarze Legii mogą już przyjmować gratulacje za zdobycie mistrzostwa Polski. Trudno bowiem sobie wyobrazić, żeby na cztery mecze przed końcem sezonu, warszawianie roztrwonili sześć punktów przewagi, jaką mają nad drugą w tabeli Pogonią Szczecin. Dlatego przy Łazienkowskiej trwają już przymiarki do budowania zespołu na nowy sezon. Wiele wskazuje bowiem na to, że z drużyną pożegna się kilku znaczących zawodników. Jednym z nich jest Walerian Gwilia.

Walerian Gwilia
Tomasz Hamrat / Gazeta Polska

Kontrakt gruzińskiego rozrywającego z Legią wygasa z końcem czerwca. Gwilia chętnie zostałby w Warszawie, ale... do tanga potrzeba dwojga, a Legia jakoś nie kwapi się do zaakceptowania jego warunków. Wykupiony latem 2019 roku ze szwajcarskiego FC Luzern Gruzin, zarabia w CWKS-ie 300 tysięcy euro rocznie i jeśli parafowałby nową umowę z mistrzami Polski, to liczyłby na podwyżkę o pięćdziesiąt tysięcy euro. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, nie ma mowy, żeby Legia przystała na warunki piłkarza. Tym bardziej, że Gwilia w tej kampanii Ekstraklasy radzi sobie zdecydowanie gorzej niż w poprzednim sezonie. W trwającej edycji pomocnik rozegrał 17. meczów, z czego tylko trzy rozpoczynał w podstawowym składzie. Nie strzelił żadnego gola. Ma na koncie zaledwie jedną asystę. To w porównaniu do poprzednich rozgrywek mizerne dokonania. W sezonie 2019/2020 Gruzin zaliczył w Legii 35 gier. Zdobył osiem bramek i mógł pochwalić się sześcioma podaniami, po których piłkę do siatki rywali kierowali jego koledzy.

W równie trudnym położeniu jak Gwilia jest czarnogórski prawy obrońca lub skrzydłowy Marko Vesović. Choć drużyny Ekstraklasy mają już za sobą 26 kolejek, to „Veso” w tym sezonie nie pojawił się jeszcze na boisku ani razu. W czerwcu ubiegłego roku w meczu ze Śląskiem Wrocław piłkarz zerwał bowiem więzadła krzyżowe oraz boczne w kolanie i przez ponad osiem miesięcy leczył uraz. Dopiero w Gliwicach, po raz pierwszy w tych rozgrywkach, znalazł się w kadrze meczowej ekipy Czesława Michniewicza, ale całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych. Przez epidemię koronawirusa Legia straciła 30 procent swoich dochodów, dlatego czeka na to co po kontuzji pokaże Vesović, zanim ewentualnie przedstawi mu propozycję nowej umowy. Jedno jest pewne: Czarnogórzec może zapomnieć o zarobkach, jakie ma w tej chwili. Nikt przy Łazienkowskiej nie zaoferuje mu 150 tysięcy złotych miesięcznie, jakie kasuje obecnie.

Podobnie rzecz się ma z klubową ikoną – Arturem Borucem. 41-letni bramkarz jest architektem ostatnich ligowych sukcesów stołecznego klubu. Wielokrotnie świetnymi interwencjami ratował skórę Legii i szefowie klubu ze stolicy chętnie zatrzymaliby go na kolejny sezon. Tyle, że jest pewien szkopuł. Pieniądze. Boruc rocznie zarabia 300 – 400 tysięcy euro i Legii zwyczajnie nie stać na płacenie mu takiej gaży. Co zresztą między wierszami przekazał prezes stołecznych Dariusz Mioduski, który w wywiadzie z Piotrem Koźmińskim z serwisu „Sportowe fakty” wyznał, że finansowe oczekiwania klubu i Boruca oraz Pawła Wszołka znacznie się różnią.

No właśnie, Wszołek. Gdybyśmy dziś mieli obstawiać, kto ma większe szanse na pozostanie w Legii – on czy Boruc, zdecydowanie postawilibyśmy na bramkarza. Skrzydłowy sam mocno sobie skomplikował pozycję negocjacyjną. O ile na boisku spisuje się bowiem więcej niż przyzwoicie, to w meczu z Wisłą Płock (4:3) wywołał awanturę, za którą może zapłacić odejściem z Legii. Otóż, Wszołek po tym, jak został zmieniony w przerwie tego spotkania, wpadł w szał. Groził, że w trybie natychmiastowym rozwiąże kontrakt z klubem i miał wielkie pretensje do trenera Michniewicza za to, że ten tak wcześnie zdjął go z boiska. Sprawa została wyjaśniona, piłkarz za swoje zachowanie zapłacił karę finansową (mówiło się o 30 tysiącach złotych przekazanych na cele charytatywne), ale niesmak pozostał. Jeśli 11-krotny nie zweryfikuje swoich oczekiwań finansowych, a inkasuje przy Łazienkowskiej około 250-300 tysięcy euro, to latem będzie musiał sobie szukać nowego pracodawcy.

Z zawodników, którzy mają ważne umowy, warszawianie liczą się z możliwością straty świetnie grających obrońców – prawego Josipa Juranovicia (kontrakt ważny do 30 czerwca 2023 roku) i lewego defensora Filipa Mladenovicia (umowa Serba obowiązuje do 30 czerwca 2023 roku). Ale obaj mogą opuścić Legię tylko wtedy, gdy pojawi się superoferta opiewająca na kilka milionów euro za każdego.

Do zakończenia sezonu pozostały cztery mecze. Legia musi się spieszyć z dopinaniem spraw transferowych, by w miarę szybko mieć gotową kadrę na eliminacje Ligi Mistrzów. A wszystko po to, by – jak to jest tradycją w przypadku polskich drużyn – w przededniu startu w europejskich pucharach nie obudzić się z ręką w nocniku i bez wiedzy, na których graczy trener może liczyć w kontekście rywalizacji w Europie.

 

 


Źródło: niezalezna.pl

#Paweł Wszołek #Artur Boruc #transfery #piłka nożna #sport #Legia Warszawa #Walerian Gwilia

Piotr Dobrowolski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo