Wicemarszałek Sejmu przebywa z oficjalną wizytą na Ukrainie. Towarzyszył jej m.in. ambasador RP na Ukrainie Bartosz Cichocki oraz prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej Rafał Dzięciołowski. Pierwszego dnia wizyty wicemarszałek złożyła kwiaty pod Ścianą Pamięci Żołnierzy Poległych za Ukrainę przed Monasterem św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach w Kijowie. Wczoraj delegacja przebywała niemal na linii frontu, w Mariupolu w obwodzie donieckim, gdzie odbyło się spotkanie w ramach tzw. Trójkąta Lubelskiego z przedstawicielami Ukrainy oraz Litwy. 

Jednocześnie wczoraj Rosja zapowiedział wycofanie części wojsk z pozycji przygranicznych z Ukrainą. Zadowolenie z takiego obrotu spraw wyraziła opinia międzynarodowa, jednak NATO zapewniło, że w tej sprawie pozostanie "czujne".

O to, jak wygląda aktualna sytuacja na wschodzie Ukrainy, Małgorzata Gosiewska mówiła w rozmowie z Katarzyną Gójską w "Sygnałach Dnia".

Przyznała, że z jednej strony są zapowiedzi Rosji o wycofaniu części sił z terenu przygranicznego, a z drugiej - wczoraj zginął ukraiński żołnierz.

- Tak wygląda rzeczywistość. Od początku roku mamy eskalację różnych napięć, ponad 500 ataków, śmierć ok. 30 żołnierzy. Ponad połowa z nich zginęła w wyniku działań snajperskich, nakierowanych na pozbawienie życia. Tu chodzi o prowokowanie strony ukraińskiej. Nie odpowiada ona na pojedyncze ataki, realizując porozumienia, do których przestrzegania się zobowiązała. Reagują tylko wtedy, gdy w bezpośredni sposób zagrożone jest życie ukraińskich żołnierzy, natomiast pojedyncze ataki ze strony Rosji są każdego dnia. To trudne, także dla żyjących tu mieszkańców

- mówiła wicemarszałek Sejmu.

Dziś resort obrony Rosji zapewnił, że wojska, które "uczestniczyły w ćwiczeniach" na Krymie "rozpoczęły powrót do miejsc stałej dyslokacji". Oddziały, które rozpoczęły powrót do koszar, należą do rosyjskiego Południowego Okręgu Wojskowego i sił powietrznodesantowych. Przerzucenie wojsk ma zakończyć się do 1 maja.