Grecy już tak mają

  

Ciepłe reakcje na mój ostatni artykuł o Grecji zachęcają mnie, by powrócić do tematu Hellady. Pamiętam moją pierwszą polityczną wizytę w tym kraju, gdy byłem ministrem ds. europejskich w rządzie Jerzego Buzka. Wraz z ministrem gospodarki Januszem Steinhoffem reprezentowaliśmy rząd RP w delegacji ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w czasie oficjalnej państwowej wizyty w tym kraju.

Nie zapomnę rozmów z premierem Kostasem Simitisem, który przekonywał nas, że kupowanie broni przez Grecję – państwo członkowskie NATO – od Rosji to rzecz normalna, niegodna uwagi, nic złego. Pamiętam także wiele godzin spędzonych z przywoływanym niedawno (Codzienna z 19 kwietnia 2021 r., „Grecja bliska, Grecja daleka”) późniejszym premierem, synem i wnukiem premiera Jorgosem Papandreu, w którego żyłach płynęła polska krew – jego pradziadek Zygmunt Mineyko walczył w powstaniu styczniowym, a prapradziadek w listopadowym.

„Między nami, komunistami” – dialog Kwaśniewskiego z Pangalosem

W mojej pamięci pozostał również świetny dialog między ministrem spraw zagranicznych Grecji Teodorosem Pangalosem a prezydentem Kwaśniewskim. Pangalos zasiadał we władzach rządzącej wówczas Greckiej Partii Socjalistycznej (PASOK), ale za młodu ostro komunizował. Nie ukrywał tego i przy lunchu opowiadał bez skrępowania, że był nawet w ścisłym kierownictwie Greckiej Partii Komunistycznej. W pewnym momencie powiedział: „Byłem w biurze politycznym – tak jak pan, panie prezydencie Kwaśniewski”. Kwaśniewskiego jakby grom uderzył: „Ależ ja nigdy nie byłem w biurze politycznym!” – zaperzył się. Na co szef MSZ Grecji z uśmiechem: „Oh, nobody is perfect” („Nikt nie jest ideałem”).

Z ministrem Pangalosem wiąże się jeszcze inna zabawna anegdota. Zapytałem kiedyś pewnego polskiego dyplomatę, pracującego wówczas w Grecji: „A jak tam się miewa, co porabia Pangalos?”. Mój rozmówca sprawiał wrażenie strapionego: „Aaa, Galos w porządku, wszystko u niego OK”… Cóż, biedak chyba nie wiedział o istnieniu ministra spraw zagranicznych kraju, w którym był akredytowany, a na pewno nie wiedział, jak się nazywa, skoro uznał, że jego nazwisko brzmi Galos. Cóż, ręce w tym momencie opadły mi do kolan, a rozmowa się urwała.

Ta anegdota przypomina mi bardzo podobną, zawartą w powieści Kornela Makuszyńskiego „List z tamtego świata” o rodzinie Mościrzeckich. Gdy jeden z Mościrzeckich spotyka sąsiada, dziwi się, gdy ten mówi do niego „Dzień dobry, Mościrzecki”. Na to czerwony z oburzenia Mościrzecki odpowiada: „Słucham? Chyba: mości Mościrzecki!”. W odpowiedzi słyszy: „Co, ja mam dwa razy mówić do Pana per mości?”.

Sokrates i Diogenes – wrogowie małżeństwa

Wracając do ministra Pangalosa i jego poczucia humoru, zapewne było ono efektem swoistego genius loci. Może ci Grecy już tak po prostu mają? I to od czasów starożytności? Skłaniam się ku takiej tezie po przejrzeniu licznych anegdot dotyczących starożytnej Hellady. Uważany za pierwszego matematyka i filozofa w dziejach szeroko rozumianego Zachodu Tales z Miletu (624 /625 p.n.Ch.–545/547 p.n.Ch.) powtarzał: „Śmierć niczym nie różni się od życia”. Kiedyś usłyszał od znajomego pytanie: „Dlaczego więc nie umierasz?”. Odparł: „Właśnie dlatego”…

W moim poprzednim artykule o Grecji pisałem, że Tales był wrogiem małżeństwa. Z tym sceptycyzmem Talesa korespondują poglądy Sokratesa (ok. 470 p.n.Ch.–399 p.n.Ch.). Ten wielki filozof, mąż robiącej mu bez przerwy awantury Ksantypy, został zapytany przez młodego człowieka, czy żenić się, czy może raczej nie. Sokrates po namyśle odpowiedział: „Cokolwiek zrobisz, będziesz żałował”.

Inny filozof, cynik Diogenes (ok. 413 p.n.Ch. – ok. 323 p.n.Ch.) różnił się z Sokratesem w ocenie wielu aspektów rzeczywistości, ale do instytucji małżeństwa miał stosunek podobny. Gdy zapytano go, w jakim wieku najlepiej się żenić, zwykł mawiać: „Dla młodych jest na to za wcześnie, dla starych za późno”.

Sofoklesa miara poczytalności

Czasem błyskotliwe poczucie humoru w starożytnej Grecji przydawało się nie tylko do celnej riposty czy wymyślenia jakiejś sentencji, lecz także służyło celom absolutnie praktycznym. Sofoklesowi (ok. 496 p.n.Ch.–406 p.n.Ch.) przydało się w… sądzie. Ów dramatopisarz niemal do śmierci tworzył wzięte tragedie, w ogóle nie przywiązując wagi do spraw bytowych. Jego synowie wytoczyli mu sprawę sądową i zawnioskowali o ubezwłasnowolnienie ojca, bo przecież tylko człowiek niepoczytalny może zaniedbywać sprawy finansów. Sofokles na rozprawie sądowej uznał, że zamiast mowy obrończej przeczyta swój najnowszy dramat „Edyp w Kolonie”. Uczynił to i zapytał sędziów, czy taką sztukę mógł napisać człowiek pozbawiony rozumu. Sprawę wygrał…

Ateńczycy mieli na pieńku ze Scytami i pogardzali nimi. Niegdyś jeden z Ateńczyków wyśmiewał filozofa Anacharzisa (ok. 600 p.n.Ch.), że ten jest Scytą. Medrzec spokojnie odparł: „Dla mnie hańbą jest moja ojczyzna, ty natomiast jesteś hańbą dla swojej ojczyzny”.

Jak wielu rzeczy nie potrzebuje filozof, czyli pochwała umiaru

Założyciel szkoły cyników Antystenes z Aten (ok. 445 p.n.Ch.–ok. 365 p.n.Ch.) usłyszał, że słynny Platon (4 24/423 p.n.Ch.–348/347 p.n.Ch.) mówi o nim z niechęcią i bez szacunku. Skomentował to w ten sposób: „Jest przywilejem królów, że gdy czynią dobrze, mówi się o nich źle”.

Nie tylko greccy stoicy chwalili umiar, także cynicy. Diogenes z Synopy (ok. 413 p.n.Ch.–ok. 323 p.n.Ch.) wystąpił z postulatem, aby postawiono mu pomnik (posąg). Zapytano go, dlaczego się tego domaga. Odpowiedział krótko: „Aby przyzwyczaić się do… odmowy”.

Korespondowała z tym „złota myśl” Sokratesa. Gdy pewnego razu obserwował on bogatą procesję, w której nie wstydząc się przepychu, niesiono olbrzymie ilości złota i srebra, głośno skomentował: „Jak wielu rzeczy mi nie potrzeba!”.

Król Sparty Kleomenes (520 p.n.Ch.–490 p.n.Ch.) śmiał się do rozpuku, słysząc czyjeś przemówienie na temat męstwa. Gdy zapytano go, dlaczego tak mało grzecznie się zachowuje, odpowiedział: „Byłbym tak samo rozbawiony, gdyby o męstwie rozprawiała jaskółka. Gdyby jednakże mówił o nim orzeł – zachowałbym powagę”.

Splunięcie jako nauczka dla pyszałka i bogacza

Jeden z uczniów Sokratesa, Arystyp z Cyreny, filozof, hedonista, założyciel szkoły cyrenejskiej
(ok. 435 p.n.Ch.–366 p.n.Ch.) został niespodziewanie zaproszony przez bardzo majętnego i jednocześnie jakże pysznego Scinusa z Syrakuz w odwiedziny. Scinus oprowadzał go po swojej wilii, rozkoszując się jej blichtrem i rozwodząc nad kosztami, które poniósł. W pewnym momencie filozof nagle plunął mu w twarz. Scinus osłupiał, po chwili chciał wymierzyć Arystypowi sprawiedliwość. Zanim to zrobił, usłyszał od filozofa: „Wybacz mi, ale nie znalazłem innego miejsca, gdzie stosowniej byłoby splunąć”.

Cytowałem już słowa Talesa, Sokratesa i Diogenesa wyrażające niechęć do instytucji małżeństwa. Dołóżmy więc na koniec opinię Arystotelesa (384 p.n.Ch.–322 p.n.Ch.). Został on kiedyś poproszony o radę, jaką kobietę najbezpieczniej pojąć za żonę. Po namyśle Arystoteles stwierdził: „Cóż, prawdę mówiąc, nie wiem: gdy poślubisz bowiem piękną – zdradzi cię. Z kolei brzydka nie będzie ci się podobać. Gdy ożenisz się z ubogą, bez posagu, czeka cię nędza, a z kolei bogata zapanuje nad tobą. Mądra żona będzie cię lekceważyć – głupia zaś cię nie zrozumie. Zatem chyba najlepiej się nie żenić”…

Olbrzymia większość z nas akurat tej rady Arystotelesa nie znała, podejmując decyzję o małżeństwie...
 


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts