Chauvin po śmierci Floyda w trakcie próby aresztowania usłyszał zarzuty morderstwa drugiego i trzeciego stopnia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Po zaledwie 10 godzinach narad ława przysięgłych uznała go za winnego wszystkich trzech zarzutów. Były policjant, który po wpłaceniu miliona dolarów kaucji odpowiadał z wolnej stopy, od razu został zabrany do aresztu. Teraz czeka na to, aż prowadzący tę sprawę sędzia hrabstwa Hennepin Peter Cahill ogłosi wysokość kary. W teorii jako osoba, która nie miała żadnych wcześniejszych konfliktów z prawem, powinien usłyszeć wyrok łącznie 29 lat więzienia, ale nie jest to pewne i może się okazać, że spędzi resztę życia za kratkami. 

Coraz częściej słychać jednak, że Chauvin nie miał szans na sprawiedliwy proces. Komentatorzy zwracają uwagę na to, że istniały bezprecedensowe naciski polityczne na to, żeby został skazany. Nawet prezydent Joe Biden odniósł się do tej sprawy i chociaż nie powiedział wprost, że liczy na jego skazanie, to jego słowa można było tak zinterpretować. Większość lewicujących mediów traktowała Chauvina jako winnego na długo przed rozpoczęciem procesu. Dodatkowo dla wszystkich było jasne, że jeśli Chauvin nie zostanie skazany, to Black Lives Matter i Antifa rozpoczną kolejną falę zamieszek. Coraz więcej osób uważa, że w takich warunkach przysięgli nie mieli szans na podjęcie obiektywnej decyzji wyłącznie w oparciu o to, co zobaczyli i usłyszeli na sali sądowej. 

Mark Geragos, znany prawnik, który reprezentował m.in. Micheala Jacksona, stwierdził że wyrok w tej sprawie zapadł już na etapie wyboru przysięgłych, kiedy miasto wypłaciło gigantyczne odszkodowanie rodzinie Floyda, co wymusiło zmianę kilku przysięgłych.

- Pomyślałem, że to początek końca jakichkolwiek szans na uniewinnienie - powiedział telewizji Fox News. 

Geragos pochwalił obrońcę Chauvina Erica Nelsona ale stwierdził, że on od początku starałby się o uznanie tego procesu za nieważny.

- Nie było najmniejszej szansy na to, że obrona uzyska uniewinnienie w tej sprawie. Sam pomysł powołania przysięgłych w tym samym momencie, w którym mówiło się o ugodzie wartej 27 milionów dolarów, oraz to, że wchodzili do budynku sądu który wyglądał jak obóz wojskowy...

- stwierdził - I wszyscy wiedzieli, że jak nie będzie skazania to sytuacja na ulicach wyrwie się spod kontroli. To był wyrok, który zapadł przed procesem

Wątpliwości co do uczciwości procesu dają obronie szanse na jego obalenie. Sędzia określi wysokość kary dopiero za ok. 2 miesiące i do tego czasu obie strony będą mogły składać wnioski poprocesowe. Prokuratura będzie w nich zapewne wskazywać na szczególne okoliczności tej sprawy – jak na przykład obecność na miejscu nieletnich świadków – aby Chauvin dostał jak najniższy wyrok. Obrona już wtedy będzie starała się o doprowadzenie do uznania procesu za tzw. mistrial. Szanse na to, że im się to uda, są jednak czysto iluzoryczne.

Większe szanse mają przy apelacji do sądu wyższej instancji.

- Jest tak wiele i tyle różnych kierunków, w które może udać się obrona - skomentował Randy Zellin, profesor prawa na Uniwersytecie Cornella. Jego zdaniem, obrona w apelacji zwróci uwagę na szereg czynników przez które proces Chauvina nie mógł być uczciwy, od nacisków ze strony polityków po groźby, że Minnesota – w której przecież mieszkają wszyscy przysięgli – zostanie „spalona do gołej ziemi” jeśli zostanie uniewinniony. 

Dziennikarz Fox News Tucker Carlson stwierdził, że prawdziwy wyrok, jaki zapadł w tej sprawie to „proszę, nie róbcie nam krzywdy”.

- Możemy debatować nad tym, czy Chauvin był winny, i będziemy to robić - stwierdził w swoim programie - Ale nad jednym nie możemy debatować: żadna tłuszcza nie ma prawa do niszczenia naszych miast. W żadnych okolicznościach, z żadnego powodu. Żaden polityk czy dziennikarz nie ma prawa zastraszać przysięgłych i żadna partia nie ma prawa narzucać innych standardów sprawiedliwości dla swoich zwolenników. 

Carlson dodał, że „takie rzeczy są nie do zaakceptowania w Ameryce, ale wszystkie właśnie się dzieją”, co jego zdaniem może mieć bardzo poważne konsekwencje na przyszłość.

- To obietnica naszego systemu sprawiedliwości – że będzie bezstronny, że będzie tak sprawiedliwy jak to tylko możliwe (…) Że kwestie polityczne czy etniczne nie będą grały absolutnie żadnej roli w decyzjach przysięgłych. Że sprawiedliwość będzie ślepa

 - stwierdził - Czy możemy powiedzieć to wszystko w tym wypadku? A jeśli nie, to dlaczego nie możemy?