Andrzej Melak to brat zmarłego w katastrofie smoleńskiej Stefana Melaka, którego zastąpił w funkcji prezesa Komitetu Katyńskiego. Zwróciliśmy się właśnie do niego o komentarz do wyemitowanego wczoraj filmu Ewy Stankiewicz "Stan zagrożenia". Jak się okazało, film zrobił na nim duże wrażenie, wróciły emocje sprzed dekady. To właśnie archiwalne zdjęcia i materiały filmowe są zdecydowanie najmocniejszą stroną filmu Ewy Stankiewicz.

Cała tragedia wróciła na nowo. Film dobry, mocny, ale nie chciałbym za dużo komentować. Chciałbym podziękować Ewie za to, że zrobiła ten film, że ukazała to wszystko, co było w tym filmie najistotniejsze w takim spojrzeniu osoby z boku. To było potrzebne, żeby przypomnieć wszystkim tym, którzy byli troszkę tacy obojętni, i tym wszystkim, którzy byli absolutnie przekonani o tym, że tak nie było

- powiedział nam Andrzej Melak.

Na filmie widoczne są także nowe materiały, m.in. nagrania z momentu wsiadania na pokład samolotu, czy zdjęcia uśmiechniętej Ewy Kopacz w kostnicy, przy ciele jednej ze stewardess. Była minister zdrowia i premier z ramienia Platformy Obywatelskiej z uśmiechem popijała kawę wśród ciał ofiar katastrofy i pozowała do zdjęć z pracownikami prosektorium.

Jak pisał na naszym portalu red. Grzegorz Wierzchołowski, "dojmująco i precyzyjnie wypunktowane są też manipulacje Donalda Tuska w sprawie wyboru faworyzującej Moskwę konwencji chicagowskiej".

 

Pokazano tutaj bardzo wyraziście postać Tuska, Kopacz i jak wyglądała sprawa tam w Rosji. Ja byłem w tym prosektorium, ja byłem pięć dni w Moskwie i przeżywałem to osobiście. Nie ma tam żadnej przesady w tym, co pokazała Ewa. To jest sama esencja tegoż, co tam było

- odniósł się do filmu Melak.