Bartosz Bosacki dla Niezalezna.pl: Wierzę, że Skorża poradzi sobie z Lechem

Maciej Skorża po sześciu latach wrócił na ławkę trenerską Lecha i na powitanie z „Kolejorzem” musiał przełknąć gorzką pigułkę. Jego drużyna przegrała 1:3 z Rakowem Częstochowa. - Maciejowi Skorży potrzeba czasu i wsparcia od wszystkich w klubie. Jeżeli je dostanie, to poradzi sobie z Lechem – uważa jednak były obrońca poznańskiej drużyny Bartosz Bosacki, który przeszedł do historii polskiej piłki, jako strzelec dwóch goli w wygranym przez Biało - Czerwonych 2:1 meczu z Kostaryką podczas mistrzostw świata w Niemczech w 2006 roku.

Bartosz Bosacki
Autorstwa Roger Gorączniak - https://picasaweb.google.com/RogerGor1/KonferencjaPrzedBraga#5574265144167017266, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=13513540

Maciej Skorża pracę w Lechu rozpoczął od falstartu – przegranej z Rakowem. A „Kolejorz”, jak zawodził pod wodzą Dariusza Żurawia, tak rozczarowuje i pod rządami nowego trenera. Jakie wnioski nasuwają się panu po tym meczu?

Bartosz Bosacki: - Nie sądziłem, że w grze Lecha coś drgnie. Skorża miał za mało czasu żeby zmienić oblicze zespołu. Drużyna jest w głębokim kryzysie, siadła mentalnie. Inna sprawa, że nowy szkoleniowiec może mówić o pechu, że za pierwszego rywala miał Raków, dobrą, solidnie grającą i poukładaną drużynę.

Ponowne zatrudnienie Macieja Skorży, to dobry ruch szefów Lecha?

Myślę, że tak. Zarząd zna trenera z okresu jego poprzedniej pracy na Bułgarskiej, a Skorża zna Lecha. Wyraźnie widać, że zespół ma problemy, ale powtórzę, nowemu szkoleniowcowi potrzebny jest czas, żeby wyprowadził drużynę na prostą, poukładał wszystkie klocki. Tyle, że to jest rola nie tylko trenera, ale wszystkich w klubie. Podam taki przykład – kiedy ekipę Lecha objął Ivan Djudjević, to przepowiedziałem, że jeśli nie będzie mógł liczyć na wsparcie władz klubu, to nie dotrwa do grudnia. Okazało się, że wyleciał znacznie wcześniej... Skorża przed sześcioma laty chciał pracować w Lechu według modelu z Premier League. Być menedżerem i trenerem w jednym. Trudno się oprzeć wrażeniu, że wtedy tego wsparcia „z góry” mu zabrakło. I dlatego kilka miesięcy po zdobyciu mistrzostwa Polski został zwolniony. Gdyby mógł liczyć na pomoc szefów „Kolejorza”, to pewnie do dziś, bez żadnej przerwy, pracowałby w Poznaniu, a w klubowej gablocie przybyłoby kilka pucharów i medali. Skoro został ponownie zatrudniony, to wierzę, że kierownictwo Lecha wyciągnęło wnioski i teraz pomoże trenerowi.

Nie odnosi pan wrażenia, że już na wstępie Maciej Skorża strzelił sobie w kolano? Najpierw nie zasiadł na ławce w meczu z Legią, co piłkarze mogli odebrać jako strach przed porażką w debiucie, a po wtóre zażądał od Tymoteusza Puchacza, by ten zadeklarował się, czy będzie grał z pełnym zaangażowaniem. Ten ruch pewnie sympatii mu w szatni nie przyniósł...

Absolutnie się z panem nie zgadzam! Na całym świecie jest tak, że dopóki trener nie ma podpisanego kontraktu, to nie prowadzi drużyny. Można zatem założyć, że choć tydzień temu rozmowy z obu stron były zaawansowane, to jeszcze ich nie sfinalizowano. Nie wierzę, że Skorża bał się Legii. Wiadomo w jakim miejscu są teraz warszawianie, a w jakim „Kolejorz”. Dlatego nawet jeśli nowy trener przegrałby z Legią, to nikt nie miałby do niego pretensji. A rozmowa z Tymoteuszem musiała się odbyć. Coś w zespole nie do końca funkcjonuje. Puchacz ma taką pozycję w drużynie, że już za rządów trenera Żurawia powinien powiedzieć, że coś nie gra, a nie czekał do zwolnienia poprzedniego szkoleniowca i dopiero teraz wyskoczył, że w szatni pewne rzeczy nie funkcjonowały. Jeśli pogłoski o transferze tego piłkarza okażą się prawdą i w czerwcu już go nie będzie, to Skorża miał nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek, żeby zapytać, czy Puchacz będzie przydatny i w stu procentach poświęci się grze dla Lecha. Maciej Skorża to na tyle doświadczony szkoleniowiec, że podczas rozmowy z pewnością zorientował się, czy zawodnik myślami nie jest już w nowym klubie. Widać szkoleniowiec był zadowolony, bo Tymoteusz wyszedł na Raków w podstawowym składzie. Życzę Puchaczowi, by transfer doszedł do skutku i żeby poradził sobie w nowej lidze. Odejścia piłkarzy to naturalna kolej rzeczy. Jestem pewien, że w Akademii Lecha jest kilku młodych, zdolnych zawodników, którzy wypełnią lukę po Tymku. Takich, jak Jakub Moder, o którym jeszcze dziewięć miesięcy temu w Poznaniu nikt nie słyszał. A dziś ten chłopak jest podstawowym zawodnikiem angielskiego Brighton i reprezentacji Polski.

Jaka będzie przyszłość Macieja Skorży w Poznaniu?

Od czasu naszej wspólnej pracy w reprezentacji Polski minęło już wiele lat. Szkoleniowcowi przybyło trochę siwych włosów i przede wszystkim doświadczenia. Jeśli w klubie wszyscy będą trzymać wspólny front, to Skorża nie zawiedzie, a zespół wróci na właściwą ścieżkę. To jeden z tych trenerów, który poradzi sobie z Lechem. Z presją wyniku, ambicjami kibiców i parciem na sukces. Trzymam za niego kciuki.

 


Źródło: niezalezna.pl

#Bartosz Bosacki #piłka nożna #Lech Poznań

Piotr Dobrowolski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo