Krzysztof Krawczyk, jeden z najbardziej znanych polskich wokalistów, zmarł 5 kwietnia. Spoczął na cmentarzu w podłódzkich Grotnikach. Pożegnało go wiele osób, w tym koledzy z zespołu Trubadurzy. Jeden z nich udzielił wywiadu, który przerodził się w... medialną awanturę.

"Z Ewą mamy relacje dyplomatyczne. One są takie oziębione. Jednak nie kłócę się z nią. Nie byłem przez nią poinformowany o śmierci Krzysztofa. Jest mi bardzo przykro z tego powodu" - mówił Marian Lichtman o relacjach z żoną zmarłego artysty. To spotkało się z reakcją Andrzeja Kosmali, wieloletniego managera Krawczyka. Na Facebooku zamieścił on mocny wpis:

"Nie chcę zakłócać ciszy pogrzebowej, ale Marian Lichtman dobrze wie dlaczego żona na pogrzebie mu powiedziała: zjeżdżaj, robisz wszystko by zarobić na śmierci mego męża. Od kilku miesięcy z naciskiem na ostatnie dni wydzwania po redakcjach z ofertą wywiadów. Na pogrzebie rozpychał się by kamera i aparaty fotograficzne jego ujmowały. W ten sposób leczy swoje kompleksy"

Na to Lichtman odpowiedział, że na pogrzebie nie rozpychał się, ale ułatwiał dojście do trumny synowi Krzysztofa Krawczyka, również Krzysztofowi. Miał go zauważyć na końcu konduktu żałobnego.

Kolejny raz padły mocne słowa, na które zareagował manager Krzysztofa Krawczyka. 

- Boże, jak Krzysztof patrzy na to z góry, to jest mu smutno! Będziemy z Ewą bronić jego dobrego imienia. Jeżeli Krzysztof był z żoną Ewą 38 lat a z menedżerem 47 lat to czas pokazuje kto się sprawdził! Nie wiem dlaczego Marian Lichtman robi takie zamieszanie. Widywał się z nim Krzysztof przez ostatnie lata raz w roku. Jestem zły na siebie, że dałem się wplątać w tę pyskówkę. Nic mi Marian nie pomógł w organizacji pogrzebu na obcym mi terenie łódzkim (...)  A co miałem więcej do powiedzenia to powiedziałem w swoim słowie na pogrzebie. Reszta niech pozostanie milczeniem...

- napisał Kosmala.

W dyskusję na profilu Kosmali na Facebooku włączyło się wiele osób, w tym inni artyści. Pozostaje tylko pytanie: Czy tego oczekiwałby Krzysztof Krawczyk?