Trener Rakowa Częstochowa Marek Papszun dla Niezalezna.pl: Kluby powinny zaszczepić piłkarzy

Mimo, że koronawirus mocno dał się we znaki piłkarzom i sztabowi szkoleniowemu Rakowa Częstochowa, drużyna spod Jasnej Góry rozgrywa najlepszy sezon w dziejach klubu. Kilka dni temu awansowała do finału Pucharu Polski, a w Ekstraklasie ma szanse na wicemistrzostwo kraju. Rywalizacja na dwóch frontach wymaga szerokiej i... zdrowej kadry o co, w dobie pandemii, przy kartkach i kontuzjach, może być trudno. - Dlatego jestem za tym, żeby to kluby szczepiły swoich piłkarzy – mówi portalowi Niezalezna.pl twórca sukcesów Rakowa, trener Marek Papszun.

Marek Papszun
Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Niezalezna.pl: - To musi być miłe uczucie, gdy to właśnie historyk z wykształcenia, pisze nowy rozdział w annałach Rakowa.

Marek Papszun: - Dokonujemy fajnych rzeczy, ale pozostał jeszcze jeden krok. Ja zawsze patrzę na szczyt. Jeśli pozostało coś do wygrania, to należy to wygrać. W pucharze zwycięzca może być tylko jeden. O przegranym nikt nie będzie pamiętał.

Kluczowym dla Rakowa okazał się ćwierćfinałowy mecz z Lechem, wygrany przez was 2:0. To wtedy piłkarze uwierzyli, że po raz pierwszy w historii klubu mogą zdobyć Puchar Polski?

Nasza droga do finału nie była łatwa. Solidna I – ligowa Sandecja Nowy Sącz, potem lider zaplecza Ekstraklasy Termalica Nieciecza, która wtedy wszystko wygrywała, a następnie przeszliśmy Górnika Zabrze. No i wygrana z „Kolejorzem”, a w półfinale po dramatycznym meczu wyeliminowaliśmy obrońcę trofeum – Cracovię. Dla zawodników z Krakowa był to mecz o wszystko, o uratowanie sezonu.

Jednym z bohaterów półfinału z Cracovią (2:1) był zdobywca pierwszego gola dla Rakowa Jakub Arak. Przez lata dręczony kontuzjami piłkarz, teraz wszystko co złe, ma już za sobą?

Kibice klubów, w których grał, często mieli do niego pretensje, że nie strzela bramek. A to superchłopak, jako człowiek i dobry piłkarz. Myślę, że jak wielu przed nim i on u nas się odrodzi i zacznie grać na miarę umiejętności.

W finale zmierzycie się z pierwszoligową Arką Gdynia. Nic dziwnego, że w powszechnej opinii, przystąpicie do tej konfrontacji w roli faworyta.

Na tym etapie nie ma przypadkowych drużyn. W finale 2 maja faworyta wykreuje boisko. Największym błędem byłoby zawieszanie sobie medali już przed meczem. Dlatego nie patrzę na Arkę, jak na zespół grający o klasę niżej, ale jak na równorzędnego rywala, finalistę, który zrobi wszystko, żeby nas ograć i zdobyć puchar.

Natomiast w Ekstraklasie zajmuje trzecie miejsce, ma cztery punkty straty do drugiej Pogoni Szczecin i szanse na wicemistrzostwo Polski.

Czeka nas teraz prawdziwy maraton. W 30 dni rozegramy dziewięć meczów. Nikt w Polsce, w równie krótkim odstępie czasu jak Raków, nie pojawi się na boisku. Biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze zaledwie parę dni temu kilku piłkarzy zmagało się z koronawirusem i choroba nie pozostała bez wpływu na ich układ oddechowy, to potrzeba czasu, by wrócili do pełni sił. Do tego biorąc pod uwagę, że po rekonwalescencji, jedni wracają do drużyny, a inni z powodu chorób czy kontuzji z niej wypadają, to czeka nas naprawdę ekstremalne zadanie. Ale trudne sytuacje wymuszają odważne rozwiązania i są szansą dla rezerwowych. Jeśli na boisko wyjdą dotychczasowi zmiennicy, to muszą pokazać, że warto było na nich postawić. Sam jestem ciekaw, jak drużyna wytrzyma ten maraton fizycznie. Ale nie wybiegam myślami tak daleko w przyszłość. Teraz najważniejsze jest spotkanie z Lechem Poznań. Piłkarze „Kolejorza” będą chcieli nam się zrewanżować za porażkę w Pucharze Polski. Poza tym będzie to debiut trenera Macieja Skorży, nowe rozdanie. A wiadomo, że w takich przypadkach zawodnicy są podwójnie zmobilizowani, bo chcą się pokazać nowemu szkoleniowcowi.

Ostatnio zdecydowano, że piłkarze reprezentacji Polski i członkowie naszej drużyny przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio zostaną zaszczepieni COVID -19. Co pan myśli o tym, żeby i w klubach Ekstraklasy odbyły się zbiorowe szczepienia zawodników?

Jeśli przez to miejsca w kolejce nie straci nikt z ludzi oczekujących na podanie antidotum na koronawirusa, to jestem jak najbardziej za.

Puchar Polski, intensywny ligowy finisz. Żeby Raków osiągnął swoje cele, to oprócz zdrowia zawodników i ich dobrej formy, będzie potrzebne również szczęście. Ma pan jakieś zwyczaje, talizmany, które pomogą w tym, żeby fortuna była z wami?

Najlepszym talizmanem jest przeświadczenie, że razem z piłkarzami wykonaliśmy ciężką pracę. Ale tak, mam szczęśliwe buty, czy „fartowną” koszulkę”, które wkładam, dopóki idzie. Gdy przegramy, to wędrują do kosza. Oczywiście, nie miałbym nic przeciwko temu, by nosić je jak najdłużej.

Rozmawiał Piotr Dobrowolski.

 

Źródło: niezalezna.pl

#Raków Częstochowa #Marek Papszun

Piotr Dobrowolski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo