Chodzi o tekst opublikowany przez "GW" w piątek, w którym dziennik doniósł, że "części wraku prezydenckiego tupolewa, fotele zapasowe oraz próbki ziemi i odzieży, które prokuratura rozsyła dziś do badań za granicą, przez dwa lata leżały w magazynie wraz z materiałami wybuchowymi i narkotykami". Zdaniem eksperta, na którego powołuje się gazeta, materiały te utraciły wartości dowodowe.

Dziennik przekonuje też, że uzyskał "bardzo szczegółową relację, która pokazuje, że dowody ze śledztwa smoleńskiego podczas składowania mogły zostać zanieczyszczone tak, że nie nadają się do badań".

Do publikacji tej odniosła się w oświadczeniu Prokuratura Krajowa. Według prokuratury sporny artykuł zawiera nieprawdziwe, zmanipulowane informacje.

"Nieprawdą jest, że istnieją jakiekolwiek ustalenia, iż ślady i próbki przekazane przez Prokuraturę Krajową zagranicznym laboratoriom utraciły wartości dowodowe z powodu niewłaściwego ich przechowywania w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji. Biegli zagraniczni przed przebadaniem śladów dotyczących katastrofy smoleńskiej, kwalifikowali je do dalszych badań. Kwestie zabezpieczania dowodów na miejscu zdarzenia w Smoleńsku, ich właściwego przechowywania i metodyki badania przez CLKP, są szczegółowo oceniane przez zagranicznych biegłych. Eksperci ci badają ślady i interpretują wyniki uzyskanych badań"

- głosi oświadczenie PK.

Zagraniczne laboratoria dostały próbki niebadane w kraju

Prokuratura podkreśliła też, że "w toku śledztwa z jednego miejsca lub przedmiotu związanych z katastrofą smoleńską pobieranych było po kilka śladów i próbek do badań".

"Do zagranicznych laboratoriów przekazano próbki, które nie były wcześniej badane w kraju. Część materiałów przekazanych zagranicznym laboratoriom zostało pobranych w wyniku czynności wykonanych po 2016 r. Materiały te nigdy nie były składowane w magazynie CLKP"

- wskazano w oświadczeniu.

Prokuratura odniosła się też do informacji zawartej we wcześniejszej publikacji "Gazety Wyborczej" pt. "Był trotyl, ale nie w Smoleńsku", zgodnie z którą prokuratura miała wydał postanowienie o przekazaniu do badań włoskiemu Laboratorium Kryminalistycznemu Korpusu Karabinierów (RaCIS) fotele samolotu, które nigdy nie były na miejscu katastrofy.

PK określiła tę publikację jako manipulatorską. Zaznaczono przy tym, że Prokuratura Krajowa wydała łącznie 6 postanowień, na mocy, których przekazano RaCIS materiały do badań. PK wskazała, że "GW" pisze tylko o jednym z nich.

Fotele z tupolewa i fotele zapasowe

Prokuratura przyznała, że kluczowe znaczenie dla śledztwa mają wycinki z foteli rozbitego samolotu, które zostały przekazane do badań w maju 2019 r.

"Prokuratura musi jednak brać pod uwagę możliwość zanieczyszczenia śladów pobranych z miejsca katastrofy. Do zanieczyszczenia takiego mogłoby dojść zarówno w toku produkcji elementów samolotu, jego eksploatacji, czy też złego przechowywania śladów pobranych po katastrofie" - wskazano w oświadczeniu.

"Dlatego też w uzgodnieniu z włoskimi biegłymi postanowieniem z 27.11.2019 r. przekazano laboratorium również wymazy, próbki i wycinki kontrolne z foteli zapasowych, które nie były w samolocie w dniu katastrofy. W uzasadnieniu tego postanowienia prokurator wskazał m.in. potrzebę zweryfikowania, czy w produkcji pianek, obicia foteli i środków je konserwujących nie użyto materiałów, które służą do produkcji materiałów wybuchowych" - czytamy w komunikacie PK. Poinformowano przy tym, że prokuratura nie dysponuje żadną ostateczną opinią biegłych w tej sprawie, a wszystkie badania przekazanych śladów i próbek są w toku.