Juergen Klopp przed spotkaniem rewanżowym ćwierćfinału Ligi Mistrzów pozostawał optymistą. Liverpool przegrał przed tygodniem z Realem Madryt 1:3, ale niemiecki szkoleniowiec uważał, że odrobienie tych strat na Anfield Road jest możliwe.

Liverpool walczył, ale cudu na Anfield nie było

"The Reds" rozpoczęli spotkanie z "Królewskimi" z dużym animuszem i szybko mogli zdobyć gola. Już w 2. minucie w pole karne wpadł Sadio Mane, który odegrał piłkę do znakomicie ustawionego Mohameda Salaha. Egipcjanin przegrał jednak pojedynek sam na sam z bramkarzem i ta sytuacja zwiastowała dalszy przebieg spotkania. Piłkarze angielskiego zespołu grali ambitnie, ale razili nieskutecznością.

Jeszcze w pierwszej połowie doskonałą okazję zmarnował Georginio Wijnaldum, który mógł tylko złapać się za głowę, po tym jak fatalnie przestrzelił. Swoich sytuacji nie wykorzystał również Mane i chociaż gospodarze nacierali, to nie zdołali zdobyć nawet jednej bramki. Zawodnicy Realu także nie grzeszyli skutecznością i mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Foden przypieczętował awans Manchesteru City

Blisko sprawienia niespodzianki była Borussia Dortmund. BVB po porażce w Anglii 1:2, w rewanżu z Manchesterem City po pierwszej połowie prowadziła 1:0 i w tej sytuacji niemiecka drużyna była jedną nogą w półfinale Ligi Mistrzów. Gola dla gospodarzy na Signal Iduna Park mocnym strzałem zdobył zaledwie 17-letni Jude Bellingham.

"The Citizens" z nawiązką odrobili jednak straty. Najpierw Emre Can zagrał piłkę ręką w polu karnym, a pewnie z jedenastu metrów strzelił Riyad Mahrez, a drugą bramkę dla podopiecznych trenera Pepa Guardioli dołożył Phil Foden.

W półfinałach Champions League Manchester City zmierzy się z Paris Saint Germain, a Real Madryt z Chelsea.