Niezależna.pl: Co może ugrać Hubert Hurkacz podczas rozpoczętego w poniedziałek turnieju ATP Masters 1000 w Monte Carlo?

Wojciech Fibak: To w tej chwili wielka niewiadoma. Hubert dawno nie grał na kortach ziemnych, choć to jego ulubiona nawierzchnia. Jako młody chłopak we Wrocławiu i okolicach trenował właśnie na „mączce”. Hubert świetnie się porusza, ślizga, posyła płaskie uderzenia tuż nad siatką. Ale przed pierwszym meczem lepiej nie bawić się we wróżby. Spokojnie poczekajmy na to, co się wydarzy.

Zwycięstwo w Hurkacza w turnieju w Miami może być dla niego windą na szczyt światowego tenisa, tak jak dla Igi Świątek trampoliną do elity był triumf we French Open?

Wierzyłem w niego od lat. Podobnie zresztą jak w Igę. Powtarzałem wiele razy, że ma wielki talent. To zwycięstwo na pewno go umocni, ale wymagania teraz bardzo wzrosną. Znam to ze swojego doświadczenia. Kiedy zacząłem wygrywać w większych turniejach rywale wyjątkowo się na mnie spinali. W myśl zasady – bij mistrza. Hubert musi być na to przygotowany. Ale to świadomy chłopak. Pozostajemy w regularnym kontakcie. Wymieniamy smsy przed jego meczami. Jeśli zwróci się o radę, to zawsze może na mnie liczyć.

Co Hubert musi poprawić, żeby wejść do ścisłej światowej elity?

Polak już wszystko właściwie ma... To kwestia pewności siebie. Takiej, jaką imponował w Miami. Jest kwestią czasu, by podobnie jak Robert Lewandowski, Iga i Hubert stali się ambasadorami polskiego sportu w światowej skali.

Jest tenisista, którego style gry przypomina panu Hurkacz?

To słynny Miroslav Mecir. Słynny Słowak był przez nas nazywany Wielkim Kotem. Hubert podobnie porusza się po korcie i jest równie wysoki jak on. Ogromnym atutem Hurkacza jest silne, ciekawe uderzenie i obrona. Jemu jest bardzo ciężko odebrać punkty. Myślę, że już dziś Hubert broni na podobnym poziomie co Nadal czy Djoković.

Hurkacz ma szanse, żeby stać się następcą Wojciecha Fibaka?

Dziś w rankingu ATP Hubert jest 16. Stać go, by stale plasować się między piątym a dziesiątym miejscem. Tak jak Robert Lewandowski przebił już Zbigniewa Bońka, tak z całego serca życzę Hubertowi, żeby pobił moje statystyki. To nie tylko świetny zawodnik, ale prawy, dobrze wychowany człowiek. Dżentelmen na korcie i poza nim.

Kończąc, nie sposób nie zapytać o zdrowie. Jak pan sobie radzi w trudnym czasie trzeciej fazy koronawirusa?

Wszystko w porządku. W niedzielę wróciłem z turnieju w hiszpańskiej Marbelli. Byłem tam z najmłodszą córką. Dużo czasu spędziliśmy w towarzystwie Bjoerna Borga. Wspominaliśmy nasz pojedynek w Miami, w którym miałem piłkę meczową. Szwed w rozmowie z moją córką, powiedział, że może być dumna z taty. To wielki zaszczyt, usłyszeć taki komplement od takiego mistrza i przyjaciela jak Bjoern.