Do przerwy meczu w Londynie nie zanosiło się na porażkę gospodarzy. Tottenham prowadził bowiem po golu Koreańczyka Heung-Min Sona. W drugiej połowie do siatki trafiali jednak tylko piłkarze United.

W 57. minucie wyrównał Brazylijczyk Fred, w 79. gola strzelił doświadczony Urugwajczyk Edinson Cavani, a w doliczonym czasie wynik ustalił Mason Greenwood. Szczególnie ładna była bramka Cavaniego, rozpoczęta od świetnego zagrania Freda a zakończona "szczupakiem" Urugwajczyka. Była to swoista "zemsta" Cavaniego, któremu sędzia nie uznał pierwszego gola (Son prawdopodobnie symulował faul, co sędzia zauważył na VAR-ze).

To czwarte z rzędu ligowe zwycięstwo "Czerwonych Diabłów", które mają 63 punkty i jedno spotkanie mniej od lidera.

Manchester City zgromadził 74, ale jeszcze nie może być pewny mistrzostwa, zwłaszcza wobec takiej dyspozycji lokalnego rywala.

Dzień wcześniej "The Citizens" doznali niespodziewanej porażki. Podopieczni trenera Josepa Guardioli ulegli na własnym stadionie grającemu całą drugą połowę w dziesiątkę Leeds United 1:2. Rezerwowym gości był Mateusz Klich.

Bohaterem spotkania okazał się reprezentant Irlandii Północnej Stuart Dallas, który zdobył oba gole. Najpierw krótko przed przerwą, a później w doliczonym czasie drugiej połowy. W 76. minucie dla gospodarzy trafił Hiszpan Ferran Torres.

Beniaminek z Leeds, który odniósł trzecie zwycięstwo z rzędu, a już 14. w sezonie, z dorobkiem 45 punktów jest na dziewiątej pozycji.

W niedzielę West Ham United, z Fabiańskim w bramce, pokonał u siebie Leicester City 3:2, a do 70. minuty prowadził już nawet 3:0. Po dwa gole strzelili w tym meczu znakomicie spisujący się w WHU na wypożyczeniu z Manchesteru United (powołany ostatnio do reprezentacji Anglii) Jesse Lingard, a także zawodnik gości - Nigeryjczyk Kelechi Iheanacho.

Oba zespoły walczą o udział w Lidze Mistrzów. West Ham jest czwarty (55 pkt), a Leicester trzeci (56).